poniedziałek, 30 marca 2015

Poniedziałkowe paznokcie: Colour Alike Multichrom 546

Ponieważ dziś padało i było wyjątkowo poniedziałkowo, lakier, który Wam pokażę jest z jednej strony odzwierciedleniem tego dnia i jego "niebieskości" a z drugiej takim rozświetlającym ten dzień płomyczkiem. 
Multichrom od Colour Alike nr 546 zmienia się w zależności od konta padania światła. Dwa dominujące kolory to turkus i fiolet, ale spokojnie można się tam też dopatrzeć innych odcieni.




Lakierem maluje się dobrze, lekkim problemem może być jedynie lekkie smugi od pędzelka wynikające z metaliczności lakieru. Nie jest to duży problem, dodatkowo top coat go zmniejsza.


Trudno powiedzieć mi coś na temat trwałości czy czasu wysychania, bo używam top coatu (który zresztą "zeżarł" mi końcówki).





Niby nigdy nie byłam fanką metalicznych efektów, ale to jak ten lakier się zmienia pod wpływem światła fascynuje mnie i uwodzi ;)

Ten jak i inne lakiery z serii Multichromów, do kupienia na stronie colorowo.pl



Pozdrawiam ciepło :)
Czella

czwartek, 19 marca 2015

Kubeczek menstruacyjny czyli menstruacyjne eldorado ;)

Dziś będzie kobieco i intymnie oraz szczerze. Może nie dla każdego, ale cieszyłabym się gdybyście jednak przeczytały (ewentualnych czytaczy płci męskiej wcale nie zniechęcam) i rozważyły. Dziś będzie o kubeczku menstruacyjnym czyli dość małym ustrojstwie na (konspiracyjnie nazywane) "te dni".

Czym w ogóle jest ten kubeczek?
Kubeczek menstruacyjny to niewielki pojemniczek, przypominający kieliszek, który po złożeniu wkłada się do pochwy w czasie miesiączki. Kubeczek w pochwie rozkłada się do swojego kształtu, ściśle przylega do ścianek pochwy, wręcz lekko zasysając się, tym samym uszczelniając, a krew gromadzona jest w jego wnętrzu. Kubeczek jest wielorazowy, po jego opróżnieniu i umyciu, zakłada się go ponownie, co więcej przy odpowiednim dbaniu o niego i zachowaniu odpowiednich  zasad higieny można używać go przez wiele lat.


Wbrew pozorom nie jest to nowy "wynalazek" i jego powstanie jest zbieżne z powstaniem tamponów, jednak dopiero pod koniec lat 80 dzięki odpowiednim materiałom można było wprowadzić kubeczek do produkcji. Od tego momentu zmieniane były np. materiały oraz coraz większa ilość firm podejmowała się jego produkcji i propagowania. W Polsce kubeczki nadal nie mają silnej pozycji, jednak ilość ich zwolenniczek wciąż rośnie.



Kubeczek i ja
Na początku uprzedzę Was, że wielokrotnie będę odnosiła się do Pani Ewy ze sklepu magicznykubeczek.pl bo po prostu Jej wiedza i wsparcie przy wyboru kubeczka jest nieocenione.

Do kubeczkiem menstruacyjnego przymierzałam się już od dawna, znalazł się także na mojej "chciej liście" na jesień/zimę 2014/15. Jako, że "proście, a będzie wam dane", krótko po publikacji, odezwała się do mnie Pani Ewa i zaproponowała przetestowanie jednego z kubeczków jakie ma dostępne w swoim sklepie. Byłam wniebowzięta, bo sama bym pewnie jeszcze dłuższą chwilę podchodziła do kubeczka, niczym pies do jeża.
Kiedy otrzymałam swój kubeczek, nie mogłam się doczekać jego testów i nie pamiętam kiedy tak się cieszyłam na nadejście miesiączki :D


Przez większość swojego "menstruacyjnego" życia korzystałam z tamponów, z przerwami na podpaski. Żadne z tych rozwiązań nigdy nie spełniało moich okresowych potrzeb. Tampony powodowały dyskomfort podczas aplikacji (częściowym rozwiązaniem było sięgnięcie po te z aplikatorem) ze względy na swój materiał, nie były też odpowiednie do skąpego krwawienia. Podpaski natomiast powodowały podrażnienia, odparzenia, uwierały, odklejały się (albo wręcz przeciwnie) i ogólnie powodowały ciągłe obawy o przeciekanie i widoczność. Tak też męczyłam się mniej lub bardziej co miesiąc, a same wiemy, że nie tylko dobór środków higienicznych może być wtedy męczący. Dodatkowo kiedy dowiedziałam się o ekologicznych/środowiskowych i zdrowotnych aspektach produkcji i stosowania środków higienicznych, postanowiłam przejść na "jasną stronę mocy". Niestety od postanowienia do wprowadzenie w życie minęło zbyt wiele czasu. Najpierw przymierzałam się do wielorazowych podpasek, potem kiedy dowiedziałam się o czymś takim jak kubeczek menstruacyjny wybór padł na niego, ale wciąż brakowało mi tego najważniejszego. Działania! Tym bardziej jestem bardzo wdzięczna Pani Ewie i cieszę się, że kubeczek po prostu do mnie "sam" przyszedł ;)


Dlaczego kubeczek?
  • bo jest eco. Ilości produkowanych śmieci, w tym tych higienicznych jest zatrważający i zawsze warto zrobić coś, co może zmniejszyć ich ilość. Produkcja podpasek i tamponów, także nie jest łaskawa dla środowiska. O podpaskach i tamponach w tym kontekście możecie przeczytać krótki artykuł tu KLIK
  • bo jest zdrowszy. Od czasów nastoletnich kiedy zdecydowałam się na stosowanie tamponów, bałam się TSS czyli zespołu wstrząsu toksycznego i choć nie był to powód do rezygnacji z tamponów, miałam spore obawy przy ich stosowaniu, szczególnie kiedy nie miałam okazji do regularnej zmiany.

    Kubeczek jest wykonany z silikonu medycznego (choć nie wszystkie produkowane), od lat bezpiecznie używanego do kontaktów z ludzkim ciałem, jest hypoalergiczny, jego powierzchnia jest gładka i nieprzychylna dla rozwoju bakterii.
  • bo jest wygodniejszy. O tym dowiedziałam się już jako użytkowniczka. Prawidłowo założonego kubeczka nie czuć, nie sposób, żeby był zauważony przez osoby postronne (kuse spódniczki czy kostium kąpielowy mu niestraszny) i nie ma problemu z tym irytującym, majtającym się sznureczkiem ;)
    Dodatkowo jest dyskretny przy wymianie, wszytko czego potrzebujemy właściwie już ze sobą mamy ;) 

    Jego powierzchnia jest gładka więc nie ma mowy o jakimkolwiek dyskomforcie przy aplikacji wynikającym z "niekompatybilności" materiału do delikatnych kobiecych narządów. Dodatkowo początkowo można wspomagać się żelem intymnym nawilżającym na bazie wody.

  • nie przeszkadza w aktywności fizycznej, nie utrudnia, nie wyklucza.
  • jest tańszy. Choć niewątpliwie jednorazowy koszt kubeczka przewyższa kwotę jaką musiałyśmy zapłacić na jedno, a nawet za pięć  czy 10 opakowań (w zależności od tego z czego korzystacie) podpasek czy tamponów, ale w zależności od wykonanego materiału, kubeczka będziecie mogły z powodzeniem używać 5 lub nawet 10 lat! (w zależności od producenta i dbania o niego). Wystarczy zrobić proste obliczenia i już argument o kosztowności kubeczka zostaje obalony.
  • kubeczek jest bardziej higieniczny niż podpaski i tampony, które choć białe i sugerujące sterylność, wcale takie nie są. Ponadto ciało nie ma styczności z chemikaliami używanymi przy produkcji (np. pestycydy, chlor) podpasek i tamponów, które dodatkowo mogą (i często to robią) powodować uczulenia a nawet choroby. 

    Wątpliwości dotyczące higieniczności powinny zostać rozwiane tu KLIK

  • Kubeczek nie zakłóca flory bakteryjnej pochwy i nie pozbawia jej naturalnych wydzielin, jak to ma miejsce w przypadku tamponów. 
  • zwiększa świadomość. Korzystając z kubeczka nie możecie być negatywnie nastawione do swojego ciała (tzn. możecie jak chcecie, ale po co?). Żeby jego używanie było wygodne i w pełni spełniała swoją funkcję, należy poszerzyć swoją wiedzę na temat anatomii własnego ciała.

To tylko kilka z jego zalet, o innych możecie poczytać na stronie magicznego kubeczka KLIK


Dla kogo i jaki?
Jednym z powodów dla którego odkładałam w czasie zakup kubeczka było moje przekonanie, że nie będę wiedziała jaki mam wybrać. Parametrów jest trochę a niestety my same nie zawsze jesteśmy dostatecznie zaznajomione ze swoją własną budową i trudno samej zdecydować. Tu z pomocą przychodzi Pani Ewa, która po wypełnionej ankiecie/pytaniach wskaże z dużym prawdopodobieństwem odpowiedni dla nas kubeczek.

Owszem może się zdarzyć, że wybrany jako pierwszy kubeczek, nie będzie tym którego będziecie używać przez następne lata, ze względu na aktywność, potomstwo czy wiek czy niedopasowanie, tak czy inaczej, będzie to dobra decyzja i nic nie stoi na przeszkodzie by mieć więcej niż jeden kubeczek :)

Moje doświadczenia
Ponieważ uprzedzałam, ze będzie szczerze, chce Wam powiedzieć też o moich osobistych doświadczeniach z kubeczkiem.

Korzystam z kubeczka Diva Cup One, mój kubeczek jest przezroczysty/mlecznobiały i ma dołączony kolorowy bawełniany woreczek do jego przechowywania. Po rozpakowaniu i obejrzeniu kubeczka stwierdziłam, że wcale nie jest taki mały, ale przecież mówi się, że rozmiar nie ma znaczenia ;)
Kubeczek wymyłam według zaleceń, przeczytałam instrukcję i przystąpiłam do działania. Pierwsza aplikacja przebiegła dość sprawnie i po kilku minutach i kilkukrotnej zmianie pozycji, było po wszystkim i miałam pewność, że kubeczek założony jest prawidłowo. Przez kolejne kilka -kilkanaście minut czułam trochę jego obecność w ciele, ale nie wiem co było wyraźniejsze odczucia fizyczne czy psychiczne. Tak czy inaczej po tym czasie, zapomniałam o jego istnieniu. W prawdzie początkowo odczuwałam bóle podbrzusza i wiązałam je z kubeczkiem, jednak później kiedy raz nie założyłam kubeczka, przekonałam się, ze był to po prostu standardowy ból miesiączkowy.


Pierwsze wyjmowanie kubeczka, to już inna bajka, bo chociaż nie obcinałam jego nóżki, to za cholerę nie mogłam go wyjąć. Uwierzcie mi kombinowałam mocno, na wiele sposobów, wydając przy tym różne dziwne dźwięki i może nawet kilka przekleństw pod nosem, kończąc na śmiechu rezygnacji, który zwabił zaniepokojonego Lubego do łazienki. Resztę przemilczę, powiem tylko, że się udało i jeszcze długo śmialiśmy się z całej sytuacji ;D

Kolejne aplikacje były już całkiem sprawne, natomiast wyjmowanie wciąż było dość trudne, a nawet odrobinę nieprzyjemne. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie w pełni sprawę, że kubeczek należy rozszczelnić przed wyjęciem i ostrożnie lekko złożyć przy wyciąganiu. Ponadto nawyk z czasów tamponów, by aplikować je możliwie daleko/głęboko w pochwie, w przypadku kubeczka może okazać się zgubny i zaowocować większą ilością czasu i gimnastyki (przeplataną dodatkowo kilkoma niecenzuralnymi słowami) jakie będziemy musiały spędzić i zrobić w łazience. 

Teraz za każdym razem jest jednak coraz lepiej, bo opanowuję odpowiednie techniki i nabieram wprawy.Tu wspomnę, że warto wspomóc się dodatkową lekturą oraz obejrzeć filmiki w internecie oraz przećwiczyć na sobie poszczególne sposoby, by wybrać ten idealny. Z kubeczkiem mamy ten komfort, że nie musimy mieć okresu by na nim poćwiczyć, możemy go też po prostu założyć przed spodziewaną miesiączką i nie niepokoić się czy to już i lecieć w pośpiechu do łazienki.


Za którymś razem napotkałam na problemy z przeciekaniem kubeczka, ale tu także wnikliwsza lektura i doczytanie o możliwych przyczynach okazało się pomocne i obecnie nie mam już problemów tego typu. Jeśli kubeczek jest prawidłowo założony, a mimo wszystko pojawiają się niewielkie plamienia (co jest normalne i może się zdarzyć) wystarczy nawet najcieńsza wkładka higieniczna, którą z resztą ja i tak zawszę stosuję.

Z każdą miesiączką uczyłam się czegoś nowego i usprawniałam "proces". Skróciłam nóżkę kubeczka czyli coś, co na początku wydawało mi się być wielkim ułatwieniem a okazała się swego rodzaju przeszkodą. Nóżka jak dla mnie jest złudną pomocą w wyjęciu kubeczka (ponieważ i tak należy złapać za jego podstawę), natomiast może lekko drażnić lub przyczyniać się do rozszczelnienia kubeczka.


Poza wielogodzinnym byciu "na mieście", maszerowaniu i zabawą z psem, nie miałam jeszcze okazji przekonać się, jak kubeczek sprawdza mi się przy intensywnych ćwiczeniach oraz na basenie, ale umówmy się, że nie zawsze mamy wtedy ochotę na mocny wysiłek fizyczny. Tak czy inaczej zamierzam to sprawdzić przy najbliższej okazji ;) Zmiana kubeczka w innych warunkach niż domowe już za mną i poszło o wiele lepiej niż się spodziewałam (własna łazienka jest jednak najbardziej komfortowa). Kubeczek jest na tyle pojemny oraz bezpieczny w ciele, że spokojnie mogę ograniczyć się do wymiany kubeczka w domu. 

Plusy
  • kubeczek spełnia wszystkie te cechy o jakich pisałam wcześniej czyli jest m.in. wygodny, zdrowy, ekologiczny
  • używając go czuję się o wiele czyściej w trakcie okresu, a jest to dla mnie bardzo istotne
  • nie ma żadnego negatywnego zapachu przy jego stosowaniu, właściwie w ogóle nie ma zapachu, co przy użyciu podpasek czy nawet tamponów jednak się pojawiało i bywało dla mnie krępujące
  • czas trwania okresu się skrócił
  • kubeczek jest niewyczuwalny
  • w skąpsze dni, prawie całkowicie zapominam o tym, że mam miesiączkę, choćby dlatego, że kubeczek nie wymaga częstej wymiany, wystarczy opróżnić go raz w przeciągu 12 godzin
  • podczas używania tamponów potrafiłam czuć dyskomfort przy każdej aplikacji, z kubeczkiem nie ma tego problemu, bo jego powierzchnia jest gładka i nieinwazyjna
  • spokojnie przesypiam noc, bo wiem, ze nic nie będzie mi przeciekało

Minusy
  • nauczenie się "obsługi" kubeczka, opanowanie odpowiedniej dla siebie techniki
  • wskazany dostęp do wody przy zmianie kubeczka (po opróżnieniu zawartości kubeczka do toalety, kubeczek należy opłukać wodą), więc jeśli nie ma w toalecie/kabinie bieżącej wody należy mieć z sobą butelkę z wodą. Doraźnie można posłużyć się chusteczkami do higieny intymnej.


Czy jestem zadowolona ze swojego kubeczka?
Po stokroć tak! Używam go dopiero od 3 cykli i choć nie jestem jeszcze mistrzynią w jego obsłudze (opracowuje jeszcze szczegóły odpowiedniej technik jego usuwania), to zdecydowanie nie chciałbym wracać do "tradycyjnych" środków higienicznych.

W początkowym okresie jego stosowania można natknąć się na wątpliwości czy nawet niewielkie trudności, ale uważna lektura informacji zawartych na stronach magicznego kubeczka może je wszystkie rozwiać. O kubeczkach od Ado Z można poczytać tu KLIK
Jeśli to za mało, zawsze pozostaje pomoc i rada Pani Ewy.

Dlaczego można nie chcieć korzystać z kubeczka?
  • Korzystając z kubeczka niewątpliwie trzeba się liczyć z większym kontaktem ze swoim ciałem niż w przypadku podpasek czy nawet tamponów. Dlatego jeśli nie chcecie/nie lubicie się "tam" dotykać i z jakiegoś dziwnego powodu brzydzicie się swojego ciała, nie decydujcie się na kubeczek i popracujcie nad sobą ;) 
  • Nie przeszkadzają wam góry śmieci jakie produkujemy i ogólnie bycie świadomym mieszkańcem naszej planety macie w nosie. 
  • Do swojego zdrowia także podchodzicie powierzchownie i krótkowzrocznie.
  • Odpowiada Wam obecny stan rzeczy i nie chcecie żeby było Wam jeszcze fajniej, zdrowiej, czyściej.
  • Macie problem z krwią (patrz podpunkt pierwszy;)).
  • Przeraża Was trochę wysiłku i zaangażowania na początku, lubicie zawsze łatwe choć niekoniecznie lepsze rozwiązania.

Nie twierdzę, że kubeczek jest najlepszym rozwiązaniem dla każdej z kobiet, ale na ten moment uważam, że jest najlepszą pod wieloma względami opcją zabezpieczenia podczas okresu i zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem dla mnie. Myślę też, że każda ze zdrowych kobiet powinna choć rozważyć ten pomysł, a nie poprzestać na myśleniu kategoriami "łee, fuj, miałabym sobie wkładać 'tam' jakiś plastik, to nie dla mnie". Wiem, że nie każdej z Was sposób "obsługi" kubeczka będzie komfortowy, szczególnie biorąc pod uwagę początki z kubeczkiem. Mimo wszystko chciałabym, żebyście trochę pomyślały, o sobie, o swoim ciele, nawet o ekologi. Jeśli niektóre z Was nie czują się teraz gotowe na kubeczek, niech ta myśl choć w Was zakiełkuje, a z czasem mam nadzieję dojrzejecie do tej decyzji. Natomiast jeśli myślicie o kubeczku od jakiegoś czasu, zdecydujcie się już teraz, naprawdę nie warto zwlekać :)

Nie poruszyłam to oczywiście wszystkich kwestii dotyczących kubeczków menstruacyjnych, dlatego raz jeszcze odsyłam Was do strony magicznykubeczek.pl, filmików na you tube dotyczących "lady cup" np. filmik Baby Jane Hudson KLIK i KLIK czy opinii innych dziewczyn, które już dłużej używają kubeczka np. Wlosovelove czy Jaskółcze Ziele.


Jeśli macie jakieś pytania, możecie pytać w komentarzach czy pisać bezpośrednio na mojego maila.


Dodatkowo mam dla Was kod do sklepu magicznykubeczek.pl Na hasło CZELLA otrzymujecie 5% zniżki na jakikolwiek model kubeczka. Kod jest ważny do 26 marca, do godziny 23:59 i łączy się z promocjami. 


Polecam, zapraszam i pozdrawiam :)
Czella

wtorek, 17 marca 2015

Suszarka dla włosomaniaczki Philips Active Care

Jakoś rok temu pisałam, że dopiero jak... będę miała taką jedną, upatrzoną, piękną suszareczkę, to moje włosy będą w pełni ładne i powabne. Kilka miesięcy później w końcu ową suszarkę* nabyłam i czas najwyższy kilka zdań o niej napisać.

*będę używała dziś tego słowa na potęgę :)


Przede wszystkim od kiedy przeszłam na włosomaniaczą stronę mocy, wszelkie cieplne narzędzia zbrodni poszły w kąt. Nie było lekko, szczególnie zimą kiedy to włosy schły godzinami, ale i latem nie było dużo lżej, tym bardziej, że najchętniej moje włosy "suszyłam" zaplątane w ślimaczki. Z czasem mój radykalizm lekko osłabł i czasem w pośpiechu pokusiłam się o suszenie, później zimową porą suszyłam suszarką prawie zawsze. Jako, że moja suszarka choć była markowa, to jednak wiekowa i jej niegdysiejszy czaderski chłodny podmuch, na nikim już nie robił wrażenia, suszenie nią nie było zbyt przyjemne dla moich włosów. Co więcej miałam wrażenie, że to co osiągam przykładną pielęgnacją, tracę susząc moją poczciwą suszarką, zwaną wiatraczkiem. Tym bardziej, że moje włosy są falowane/kręcone i takie najzwyklejsze suszenie gorącym nawiewem robi z nich stóg siana.


Wybawieniem miała być właśnie super suszarka Philips Active Care HP 8270/00. Mam świadomość, że jest sporo innych mniej lub bardziej profesjonalnych i bardzo porządnych suszarek, ale ta zrobiła na mnie wystarczające dobre wrażenie, a opinie  internecie nie pozwalały zdecydować się  na żadną inną.

Kiedy w końcu ją kupiłam (w czym w dodatku dopomógł mi los, bo prawie połowę kwoty na nią po prostu znalazłam pod swoimi stopami), dostałam do rąk, z drżącym sercem zabrałam się do suszenia. Po użyciu miałam trochę mieszane uczucia i wychodząc z łazienki zdałam relację Lubemu w słowach "no, suszy...". Nie padłam na kolana, nie czułam efektu wow. Owszem włosy były gładsze, miększe i bardziej błyszczące niż zwykle, moje sianko także było mniejsze, ale moje oczekiwania były o wiele większe. Kiedy przemyślałam to na spokojnie, uświadomiłam sobie, że po prostu po tych wszystkich internetowych opiniach i komentarzach spodziewałam się, że po użyciu tej fantastycznej suszarki moje włosy będą idealnie gładkie i proste jak po prostownicy. Na drugi plan zupełnie zepchnęłam naturę/strukturę moich włosów i ich możliwości, pokładając całą wiarę i nadzieję w suszarce. W końcu jednak, z bardziej racjonalnym podejściem, byłam w stanie ocenić i docenić moją nową suszarkę.


Co robi/plusy:

  • suszy, to jej niezaprzeczalny, wielki atut ;)
  • nabłyszcza
  • wygładza
  • "dba" o włosy
  • pomaga w stylizacji loków, unosi włosy u nasady


Co takiego ma, że to robi?

  • czujnik temperatury, zapobiegający przegrzania i utracie wilgoci z włosów
  • w sumie 6-cio stopniową regulację (2 prędkości, 3 stopni regulacji ciepła plus przycisk zimnego nawiewu)
  • jonizację
  • elementy ceramiczne
  • dyfuzor i koncentrator
  • dużą moc 2300 W
  • długi kabel i przyjemny wygląd ;)
  • ochrona/filtr przed wplątywaniem się włosów-bardzo przydatne!




Wady

  • cena
  • przycisk zimnego podmuchu ma dwa minusy-jest przyciskiem a nie ustawieniem i nie jest zimny, owszem chłodny czy chłodniejszy, ale nie zimny
  • jest dość spora i swoje waży, szczególnie kiedy używa się dyfuzora może być to pewien problem (do momentu wyrobienia mięśni ;))

Po kilku miesiącach bardzo częstego (prawie co mycie) używania suszarki mogę z ręką na sercu powiedzieć, ze jestem z niej zadowolona. Dzięki niej moje włosy nie cierpią na skutek suszenia, potrafią być po suszeniu względnie proste a także ładnie zakręcone, w zależności od środków jakie względem nich zastosuje. Pamiętam też, że suszarka nie jest prostownicą i że moje włosy zazwyczaj potrzebują "odsapnąć" po suszeniu i zostać z lekka "ugłaskane".
Uważam, że bardzo dużo zależy od tego jakie ma się włosy, bo gościłam już trzy różnowłose użytkowniczki suszarki w domu i każda była zadowolona, a jedna nawet  sama taką zakupiła :D
Jednakże myślę, że najwięcej przyjemności z suszarki będą miały właścicielki prostych, nisko porowatych włosów, ale im to zawsze z górki ;)

Dlatego jeśli dbasz, chuchasz i dmuchasz na swoje włosy, to niech to dmuchanie będzie skuteczne
i nieinwazyjne ;)


Suszarka to Wasz przyjaciel czy jednak wróg? :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

poniedziałek, 9 marca 2015

Poniedziałkowe paznokcie: Sinner Lady Colour Alike

Dzięki przyjętej dawce motywacji, pojawia się dziś wpis :)
Chcę Wam pokazać holograficzną piękność jaką jest Sinner Lady od Colour Alike. Nie jest to wprawdzie wyjątkowa nowość na "rynku lakierowym" za to jest od niedawna w mojej "kolekcji". Lakier mnie zachwycił, cieszy oko i powoduje, że się uśmiecham.




Konsystencja i pędzelek sprawiają, że maluję się łatwo i przyjemnie. Zawsze maluję dwie warstwy, tak samo w przypadku Siner Lady, choć myślę, że jedna także dała by radę.
Trudno wypowiadać mi się o trwałości, kiedy stosuje top coat.


Sinner Lady to przede wszystkim pigment holograficzny, to jego sedno i uważam, że trudno się na nim zawieść, o ile oczywiście lubicie takie klimaty :) Srebrna szarość na pierwszy rzut oka, ale wystarczy promyk słońca czy sztuczne światło by paznokcie rozbłysnęły i zaczęły się mienić wielokolorowo. Ten lakier to dla mnie czysty zachwyt jaki wywoływały naklejki holograficzne na np. kasetach magnetofonowych, kiedy byłam dzieckiem. Cóż, niektórzy z tego nie wyrośli ;)



Może zauważyłyście, że bardzo często pokazując Wam lakier, piszę, że jestem w nim zakochana
i wychodzi na to, że co jeden to ulubiony, ale ja naprawdę staram się wybierać rozważnie albo po prostu jestem kochliwa ;) Sinner Lady jest moją kolejną miłością <3 


Pozdrawiam ciepło :)
Czella
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...