czwartek, 27 lutego 2014

Kąpiel Agafii. Kamczacka maska do ciała

Dziś przychodzę z recenzją jednej z ostatnich nowości, Kamczackiej gorącej maski do ciała z serii Kąpiel Agafii. Jest to dla mnie podwójna nowość, ponieważ wcześniej nie używałam tego typu produktów.
Jeśli jesteście ciekawe co o niej sądzę, zapraszam dalej :)


Wg producenta 
Rozgrzewająca maska kamczacka  wykazuje kompleksowe działanie odmładzające, daje odczucie przyjemnego relaksu, porównywalne z pobytem w kamczackich źródłach leczniczych. 

Kamczacka lecznicza borowina  - posiada unikalną aktywność biologiczną, wykazuje silne tonizujące działanie na skórę. 
Dziki pieprz - wzmacnia cyrkulację krwi i wyrównuje powierzchnię skóry. 
Pięciornik krzewiasty i organiczny ekstrakt mącznicy lekarskiej -  posiadają silne antyoksydacyjne
i przeciwzapalne działanie, podnoszą elastyczność skóry. 
Cedrowy wrzos - jest źródłem eterycznych maseł, witamin młodości Je i F.

PRODUKT ZAWIERA 100% NATURALNYCH SKŁADNIKÓW 
Sposób użycia: lekkimi masującymi ruchami nanosimy maskę na ciało, po 10 minutach zmywamy ciepłą wodą.
Skład 
Aqua, Kaolin, Dicaprylyl Ether, Glycerin, Zinc Oxide, Glyceryl Stearate Citrate, Bentonite (and) Xanthan Gum, Organic Arctostaphylos Uva Ursi Leaf Extract (mącznica lekarska), Capsicum Annuum Extract (dziki pieprz), Potentilla Fruticosa Extract (pięciornik krzewiasty), Juniperus Oxycedrus Extract (wrzos cedrowy), Clay (borowina kamczacka), Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Parfum, Santalum Album (Sandalwood) Oil, Juniperus Communis Fruit Oil, Caramel.




Opakowanie
Plastikowy, zakręcany słoik, z dodatkowym zabezpieczeniem. 
Opakowanie dość łatwo się brudzi ze względu na konsystencję maski.



Konsystencja
Konsystencja jest półpłynna i według mnie nie jest to wygodne, bo trzeba bardzo uważać przy aplikacji, żeby nie nachlapać wszędzie dookoła. Zdecydowanie wolałabym coś gęstszego
Kiedy już uda się nałożyć maskę na ciało, należy ją wmasować i tu już jest łatwiej, ale przez pewien czas, zanim maska, która ma w sobie glinkę zacznie zasychać.



Pojemność/cena
300 ml/ od 16 zł.

Dostępność
Sklepy z rosyjskimi kosmetykami, ja swoją maskę kupiłam w sklepie lawendowaszafa24.pl

Moja opinia
Jak wspominałam wcześniej, maska do ciała to dla mnie nowość. Mając na uwadze zbliżające się ciepłe dni, chciałam podziałać na swoją skórę bardziej kompleksowo i oprócz ćwiczeń, zafundować jej bardziej dogłębną pielęgnację. Chciałam się skupić głównie na udach i pośladkach, dodatkowo wymyśliłam sobie wzmocnienie działania poprzez body wrapping. Od razu mówię, że to był błąd. Żeby to wyjaśnić muszę powiedzieć co dokładnie zrobiłam. 

Po pierwsze nałożyłam maskę na uda i pośladki chwilę masując (wcześniej pochlapałam prawie wszystko dookoła), po drugie owinęłam się szczelnie folią spożywczą, po trzecie ostrożnia założyłam ocieplane legginsy sportowe i położyłam się na 20-30 minut. Efektem było najpierw uczucie mrowienia a następnie silne uczucie rozgrzania na udach i gorąca na pośladkach. Maskę musiałam zmywać letnią a nawet chłodną wodą, ponieważ nawet trochę cieplejsza wzmagała uczucie rozgrzania. 

Mimo wszystko nie było to takie złe doświadczenie, powiedziałabym wręcz, że ciekawe i powtórzyłam je po tygodniu przerwy. Tym razem po jakiś 10 minutach leciałam zmywać maskę ponieważ myślałam, że dosłownie wypali mi pośladki...wszystko odczuwałam jakieś 10 x mocniej niż za pierwszym razem, skóra była trochę zaczerwieniona, a polewana delikatnie cieplejszą wodą paliła jak poparzona słońcem. Uczucie rozgrzania trwało jeszcze przez min. 30-40 minut. Postanowiłam więcej nie powtarzać procedury z folią
i legginsami i zastosować się do zaleceń producenta (w końcu!). 

Następnym razem maskę chwilę wmasowywałam i trzymałam jedynie 10 minut, mimo braku dodatków rozgrzewających w postaci np. foli  maska po kilku chwilach grzała podobnie, aż tak nie paliła, jednak skóra reagowała tak samo na cieplejszą wodę. To co dodatkowo mi przeszkadzało, to uczucie ściągnięcia skóry. Maska ma w sobie glinkę i zasychając ściąga skórę, która w ostatnim czasie bardzo dokucza mi swoją suchością, więc było to dodatkowo nieprzyjemne uczucie. Na szczęście po spłukaniu skóra była ujędrniona
i napięta, ale nie dodatkowo wysuszona i ściągnięta. 

W kolejnym podejściu maskę użyłam prawie na całe ciało, ale tym razem przez większość czasu masowałam ciało okrężnymi ruchami. Zmniejszyło to problem z zasychaniem maski, a tym samym ściągnięcie skóry, ale wymagało dokładanie małych porcji maski i/lub delikatne zwilżanie ciała. Przyznam, że ta opcja była najprzyjemniejsza. Uniknęłam nieprzyjemnego ściągnięcia, rozgrzanie było jakby mniejsze i przyjemniejsze, 
a masaż wspomagał nie tylko działanie maski ale na pewno miał pozytywny wpływ na skórę, tłuszczyk
a może nawet i mięśnie. Nadal pozostała wrażliwość na cieplejszą wodę, a ciepełko utrzymywało się długo po zmyciu maski.

W związku z powyższym mam kilka wskazówek, gdybyście chciały sięgnąć po rozgrzewającą (oj tak!) kamczacką maskę do ciała:

  • nie owijajcie się niczym, nie ubierajcie, nie rozgrzewajcie dodatkowo (gdybym miała w niej wejść do sauny, chyba miałabym uczucie wypalania aż do kości)
  • nie używajcie jej przed gorącą kąpielą
  • jeśli macie wrażliwą skórę, rozszerzone naczynka, zastanówcie się nad jej stosowaniem (sama mam rozszerzone naczynka, ale przyznam, że nie przykładam do tego większego znaczenia, nie zauważyłam też żadnego pogorszenia stanu skóry)
  • nie sięgajcie po nią jeśli nie lubicie uczucia mrowienia, jakby chłodu i rozgrzania (jak np. po Amolu czy kamforze)


Plusy

  • uczucie mrowienia chłodzenia na początku i rozgrzania po kilku minutach, ja to lubię :)
  • poprawa napięcia skóry
  • zapach, który jest dziwny i też całkiem przyjemny


Minusy

  • rzadka konsystencja, kapie, chlapie, wymaga uwagi
  • uczucie ściągnięcia w trakcie zasychania
  • mocne rozgrzanie a czasem wręcz palenie
  • słaba wydajność
  • zapach, bo czasem kojarzy i się z pastą do podłóg

Przyznam, że mam mieszane uczucia co do tej maski. Uczucie rozgrzania jest przyjemne, ale kiedy przechodzi w naprawdę silne grzanie, nie każdy będzie potrafił się zrelaksować, jak sugeruje producent. Maska na pewno poprzez swoje właściwości rozgrzewające poprawia cyrkulację krwi, zwiększa się też jej elastyczność oraz napięcie. Jednak rzadka konsystencja maski sprawia, że jej aplikacja jest problematyczna i w moim odczuciu jest mało wydajna. Na cztery aplikacje (dość cienko), w tym tylko jedna na prawie całe ciało, zużyłam pół opakowania. Chociaż utrzymując takie zużycie to 2 zł na pojedynczą aplikacje, więc bez tragedii ;) 
Maskę na pewno zużyje ale chyba nie sięgnę po nią ponownie, prędzej zaopatrzę się w jakieś gęste błotko :)


Co Wy na takie zabiegi? Stosujecie maski do ciała?


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

poniedziałek, 24 lutego 2014

Poniedziałkowe paznokcie. Gloss like gel, Lovely

Znów na ostatnią chwilę z tym poniedziałkiem...
Im cieplej się robi, tym po jaśniejsze lakiery sięgam. Lakier który dziś pokaże, jest wynikiem moich poszukiwań bladego fioletu. Niestety nie jest to wciąż to, czego szukam, mimo wszystko kolor jest ładny.


Wg producenta
Olśniewające lakiery o formule imitującej lakier żelowy. Formuła oddaje głębie koloru nadając manicure niezwykłej intensywności. 
Kolekcja zawiera największe hity kolorystyczne sezonu - soczyste odcienie lata i wiosny zamknięte w stylowej buteleczce.
Szeroki pędzelek w lakierze pozwala na dokładne pokrycie płytki już po pierwszej aplikacji!


Kilka słów ode mnie
Lakier ma trochę rzadszą konsystencję, ale nie zalewa skórek a pędzelkiem dobrze i szybko się maluje. Dwie warstwy kryją dobrze, lakier nie zostawia smug czy bąbli. Schnie w zależności od grubości warstw, ja zazwyczaj oszczędzam sobie czasu i zmartwień i używam wysuszacza.
To co niewątpliwie przyciąga wzrok w tym lakierze, to jego połysk. Lakier ma imitować paznokcie żelowe, czy to robi, nie wiem, nie miałam "żelusiów", ale ma taką szklistą powłokę i mnie się to podoba :) 
Na temat trwałości nie jest mi się łatwo wypowiadać, bo moje paznokcie ostatnimi czasy są z tym na bakier (choć i tak jest już lepiej), u mnie na trzeci dzień pojawiły się niewielkie odpryski, ale czy to kwestia lakieru czy paznokci, nie mam pojęcia.



W zależności do ilości światła lakier wygląda na jaśniejszy...


 ...bądź ciemniejszy.


Pojemność/cena
8 ml/5,49 zł.

Dostępność
Rossmann i nie mam pojęcia czy gdzieś jeszcze można dostać produkty Wibo/Lovely.



Myślę, że to idealny wiosenno-letni kolor, taki spokojny i romantyczny. Co Wy na to? :)



P.S. Jeśli znacie lakiery w bardzo jasnym, rozbielonym fioletowym odcieniu, koniecznie dajcie mi znać :)

Pozdrawiam ciepło :)
Czella

piątek, 21 lutego 2014

Kulturalny piątek #8

Kolejny wpis z "kulturalnego" cyklu. W przeciągu ostatnich kilku tygodni obejrzałam kilka filmów i chcę Wam polecić te, które zrobiły na mnie wrażanie. Tym razem jednak w większości powstrzymałam się od komentarza :)
Myślę, że to propozycje sam raz na weekend.

Film fabularny

Sierpień w hrabstwie Ostage


Komedia obyczajowa "Sierpień w hrabstwie Osage" to zabarwione sarkastycznym humorem spojrzenie na trudną relację matki (Meryl Streep) i jej trzech dorosłych córek (Julia Roberts, Juliette Lewis, Julianne Nicholson), które opuściły rodzinny dom, dystansując się od bliskich i od przeszłości. Pewnego dnia powracają i muszą zmierzyć się z emocjami, które niegdyś doprowadziły do niezgody. To film, który nie unikając wzruszeń opowiada uniwersalną historię o rodzinnych więzach. Jest w nim przejmująca prawda, ale także wielka nadzieja na to, że wspólnie przeżywany kryzys stanie się dla bohaterek początkiem rozwiązania konfliktów z przeszłości.

Absolutnie nie powiedziałabym, że to komedia, nawet nie pamiętam czy się w ogóle na tym filmie zaśmiałam. Pewne jest, że spotkacie się w tym filmie z wieloma trudnymi czy skomplikowanymi emocjami i relacjami, jakich można doświadczyć w rodzinie, ale na szczęście nie jest to ciężkie kino, dobrze się ogląda. Pomyślałam o tym filmie, że jest bez lukry i to mi się w nim podoba. W dodatku świetna obsada, w tym fantastyczną Meryl Streep.


Wilk z Wall Street


Jeden z największych reżyserów naszych czasów, laureat Oscara Martin Scorsese przedstawia prawdziwą historię jednego z najbardziej kontrowersyjnych bohaterów Wall Street. Jordan Belfort był złotym dzieckiem świata amerykańskich finansów. Szybki i oszałamiający sukces przyniósł mu fortunę, władzę i poczucie bezkarności. Pokusy czaiły się wszędzie, a Belfort lubił im ulegać i robił to w wielkim stylu. Najpiękniejsze kobiety. Najdroższe jachty. Najbardziej wyszukanee narkotyki. Szalona impreza bez cienia poczucia odpowiedzialności. A w ślad za tym nieuniknione błędy i pragnienie jeszcze większego bogactwa. Korupcja, naginanie prawa i malwersacje podatkowe – w tym także Belfort okazał się mistrzem. Zrealizowana z rozmachem i poczuciem humoru, urzekająca blichtrem, a jednak gorzka opowieść o człowieku, który zawsze chciał więcej, a dostał to na co zasłużył.

Her


Niezwykła historia miłosna, samotny pisarz - Theodore (Joaquin Phoenix) kupuje nowy system operacyjny, który jest tak zaprojektowany, aby spełnić wszystkie potrzeby użytkownika. Między nim, a jego systemem operacyjnym rozwija się romans... Ta nieprawdopodobna opowieść pokazuje jak wielki wpływ może mieć na nas nowoczesna technologia.

Powiem tylko, że film jest nadzwyczajny.

Film możecie obejrzeć np. na ekino TU

Ratując pana Banksa

Walt Disney (Tom Hanks) obiecuje swoim dwóm córkom, że sfilmuje książkę dla dzieci p.t. "Mary Poppins". W roku 1961 udaje mu się w końcu namówić brytyjską autorkę P.L. Travers (Emma Thompson) na podróż z Londynu do Hollywood, w celu ustalenia finalnych warunków umowy. Kobieta okazuje się jednak być nieugięta i bezkompromisowa. Nie jest zachwycona wizją filmu jaką ma Disney, a na dodatek zmaga się z własną przeszłością. Podczas pobytu w Kalifornii powracają jej wspomnienia z trudnego okresu dzieciństwa, kiedy na początku XX wieku mieszkała z rodziną w Australii. Właśnie tamten czas i wydarzenia były inspiracją do napisania słynnej książki, wydanej w 1934 roku.


Film możecie obejrzeć  TU

Blue Jasmine


Jasmine (Cate Blanchett) przywykła do wygodnej egzystencji u boku męża-biznesmena Hala (Alec Baldwin). Do świata luksusowych rezydencji i limuzyn, kolacji w najdroższych restauracjach Nowego Jorku i zakupów w butikach topowych projektantów. Jednak kiedy Hal zostaje zatrzymany pod zarzutem malwersacji, a konta małżeństwa zablokowane, jej uporządkowane życie z dnia na dzień zmienia się nie do poznania. Żeby ukoić skołatane nerwy i uniknąć kłopotliwych spotkań ze znajomymi z nowojorskiej elity, Jasmine przenosi się do San Francisco, by tymczasowo zamieszkać u swojej siostry Ginger (Sally Hawkins). Szybko popada w konflikt z Chilim (Bobby Cannavale), prostolinijnym narzeczonym siostry. Szukając mężczyzny dla siebie, postanawia przy okazji uszczęśliwić Ginger i znaleźć jej odpowiedniejszego partnera. Wkrótce siostra pozna rozrywkowego Ala (Louis C.K.), a o względy Jasmine zaczną zabiegać temperamentny lekarz (Michael Stuhlbarg) i szarmancki dyplomata Dwight (Peter Sarsgaard), zafascynowany jej urodą i arystokratycznym szykiem. Zawiłe relacje męsko-damskie staną się okazją do popisów błyskotliwego poczucia humoru Woody'ego Allena, który z właściwą sobie przenikliwością i inteligencją punktuje ludzkie słabości swoich bohaterów.

Po ostatnim "skandalu" dotyczącym Woodego Allena, nie miałam zamiaru już więcej oglądać jego filmów, ale złożyło się tak, że włączyłam ten film nie mając świadomości, kto jest jego twórcą. A kiedy się dowiedziałam, to już nie potrafiłam go wyłączyć i muszę przyznać, że film bardzo mi się podobała, jaest naprawdę dobry (zresztą ostatnimi czasy wszystko Allena mi się podobało). Nie wiem sama na ile jestem w stanie oddzielić czyjąś twórczość artystyczną od jego życia prywatnego/publicznego, w końcu Hitler poza ogromem zbrodni, których się dopuścił był nie najgorszym malarzem...


Film dokumentalny

Sprzątanie toksyczna obsesja


Jesteśmy opętani manią sprzątania i czyszczenia naszych ciał. Miliony produktów warte miliardy dolarów zawierające tysiące toksycznych chemikaliów są wytwarzane, zużywane i wyrzucane każdego dnia. Amerykanie, rok rocznie mają kontakt z 72 tysiącami chemikaliów. Kobiety pracujące w domu mają o 54% wyższą zachorowalność na raka, niż te, które pracują poza nim.

- Moja mama pracowała w domu i zmarła na raka w wieku 57 lat. To sprawia, że zaczynam się martwić o swojego syna – to tylko jedna z wielu obaw młodych rodziców przed wpływem toksycznych substancji na ich pociechy. Na ich zdrowie wpływają codziennie dziesiątki groźnych substancji.

Zobacz ten dokument, a na zawsze odmienisz swoje nawyki w kwestii sprzątania!


Jeśli jeszcze nie przeszłyście na bardziej naturalną stronę mocy, to obejrzyjcie ten film.

Film obejrzycie na VOD TU

Serial


Girls
O serialu Dziewczyny już pisałam, teraz z okazji nowego, trzeciego sezonu powróciłam do oglądania i wydaje mi się, że to najlepszy sezon jak do tej pory. Serial możecie oglądać na HBO lub na którymś z portali z filmami. Gorąco polecam :)

Aplikacja


RUA2 czyli Robot Unicorn Attack 2
W gry ostatnimi czasy gram rzadko, ale jako że potrzebowałam chwili niezobowiązującej rozrywki, sięgnęłam po to, co już miałam na tablecie. W tą grę grał mój Luby i oboje zachwycaliśmy się słodziaśnością tej gry i tamtejszych fantastycznych światów. W RUA2 biegniecie jednorożcem, macie skrzydła, tęczę, zbieracie wróżki i gwiazdki, są wieloryby, wilki, sowy, koniki morskie (tyle do tej pory widziałam) a do tego muzyczka wpadająca w ucho. Jednym słowem magia ;)




Aplikacja na androida KLIK
Aplikacja na iOS KLIK

Legimi


W końcu zarejestrowałam się na platformie z ebookami, wykupiłam abonament i zaczęłam czytać, jeszcze nie na potęgę, ale zaczęłam. 25 zł miesięcznie (taki abonament wybrałam) za 1500 stron, to raczej niedużo, biorąc pod uwagę, że zyskuje się dostęp także do nowości wydawniczych.
Płacenie za coś trochę jednak motywuje ;)



Youtube
Angielski z Roni
Ciąg dalszy mojej przygody z angielskim na youtube. Eksploruje kolejnych nauczycieli z Engvid.com, tym razem postawiłam na Roni, która jest dość specyficzną osobą i może nie każdemu przypadnie do gustu (ja się na początku trochę skrzywiłam), ale wydaje mi się, że warto dać jej szansę :)

Polecam Wam serie ze slangowym angielskim, jest zabawna, o ile oczywiście nie boicie się niegrzecznych słów ;) Na maturze Wam się nie przyda, ale w anglojęzycznym życiu codziennym, może być pomocny ;)
Najnowszy filmik z tej serii czyli Sex z Roni:


TU link do całej slangowej playlisty.


To na tyle :) Jeśli nie widzieliście któregoś z tych filmów, a raczej o nich głośno ostatnimi czasy, to polecam obejrzeć :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

wtorek, 18 lutego 2014

No more excuses. Exercise!

Niektóre z Was może pamiętają, że nie tak dawno odgrażałam się, że dopiero jak kupię buty, to wrócę do ćwiczeń. No i co, nie ma przeproś, trzeba znów ruszyć tyłek (o ruszaniu tyłka już raz pisałam TU), bo buty już są.
Jeśli chcecie poznać historię ich zakupu, zapraszam.


Był taki moment, że ćwiczyłam regularnie i dzień bez ćwiczeń był dla mnie dniem straconym. W między czasie wydarzyło się kilka rzeczy, które w ogólnym rozrachunku doprowadziły do tego, że mi się nie chce. Był moment kiedy mi się znów zachciało i zaczęłam ćwiczyć i tak kilka razy. Ostatnio przyszły święta i mi przerwały i nie pozwoliły, wiecie jak to jest. A potem boleśnie stłukłam sobie duży palec u stopy (nawet się poważnie zastanawiałam czy nie złamałam) i od tamtego czasu nie mam już odwagi ćwiczyć boso
i polowałam na buty do ćwiczeń. [Teraz jak o tym myślę, to zastanawiam się czemu nie wróciłam do bezpiecznego pilatesu...pewnie tak bardzo mi się nie chciało, że moja świadomość wypchnęła ten pomysł
z mojego umysłu...]
W sumie co za problem kupić buty do ćwiczeń, tyle, że ja nie chciałam wydawać na nie dużo, na wypadek gdyby się okazało, że znów mi się odechciało. 

Zdania czy kupować ubrania w marketach czy dyskontach są podzielone, ale o ciuchach z Lidla krąży sporo pozytywnych opinii (sama mam leginsy i koszulki, są ok), więc miałam nadzieję tam coś upolować.

Kiedy tylko dowiedziałam się o ofercie z rzeczami activ, starannie zaplanowałam zakupu. Pewnie znacie te historie, albo i same doświadczyłyście trudów kupienia czegoś atrakcyjnego na lidlowej promocji. Kolejki przed sklepem, rodem z PRL-u, biegi z przeszkodami przez pół sklepu, niczym na koncercie ukochanego zespołu, by dostać się pod samą scenę, zgarnianie wszystkiego jak leci przez obrotnych kombinatorów
i uczynne emerytki, podbieranie z koszyków, przepychanie, kuksańce, awantury i mierzenia bluzeczek niemal na gołe ciało (lub spore ilości innych ciuchów, w sumie nie wiadomo co gorsze). Jednym słowem jadka.
Z tego powodu, niech nie dziwi was to, że dzień przed dniem promocji kiepsko spałam i miałam koszmary
z zakupami w dyskoncie w roli głównej. W końcu bez tego, co oczywiste, nie mogłam wrócić do formy fizycznej.

Wszystko dokładnie zaplanowane, wyruszyć rano, być tuż po otwarciu (to nierozsądne, ale wolałam nie być stratowana), zdobyć i przeżyć. 
Pamiętałam, że sklep od 8, choć dziwiłam się, że trochę późno. Poszłam wcześniej (miałam wejść najpierw do Biedronki, która jest za Lidlem) i zbliżając się do sklepu, najpierw zdziwił mnie brak kolejek, a potem wchodzący i wychodzący ze sklepu ludzie. Padł na mnie blady strach i czym prędzej popędziłam do sklepu. Do koszy szłam z przerażeniem, że mym oczom ukarzą się pustki a w najlepszym razie nie moje rozmiary.
I co? Owszem ludzie byli, ale rzeczami sportowymi przejawiali umiarkowane zainteresowanie, a te były do wyboru, do koloru. Mimo wszystko szybko chwyciłam najważniejsze buty i resztę kompletowałam już
z większym spokojem. 
Nie wiem czy ze względu na moje spóźnienie, najgorsze mnie ominęło, czy nikt nie chce być fit na wiosnę. Ewentualnie spełniło się moje życzenie (założenie), udanych zakupów. Najważniejsze, że kupiłam wszystko ze swojej listy, plus dodatkowo spodnie dresowe, które ostatnimi czasy są moim strojem nr 1.

Po tym jakże przydługim wstępie pokażę wam co kupiłam.

Buty, które podobno mają jakieś amortyzujące wkładki, co mnie cieszy, ale najbardziej podoba mi się ich kolor/y :)


Top z włóknem Topcool, które ma optymalnie wchłaniać wilgoć i odprowadza ją na zewnątrz. 


Spodnie-leginsy, które akurat kupiłam w Biedronce (spryciarze ze swoją sportową ofertą ruszyli w ten sam dzień co Lidl), bo ten krój bardziej mi odpowiada. Spodnie także są z tego mądrego włókna. 


Kupiłam też sportowy stanik i sportowe skarpetki, które najwyraźniej nie załapały się do osobnego zdjęcia. 

Kompletny strój sportowy kosztował mnie prawie 150 zł, więc mniej niż firmowe buty. Myślę, że dla początkującej, ale mam nadzieję regularnej i sumiennej "fiterki" jest to optymalne.

Po pierwszych przymiarkach i kilku wymachach i przysiadach, stwierdzam, że wszystko jest wygodne.


Strój jest, słońce, jak widać na zdjęciu, też jest, nic tylko wybudzić się z zimowego letargu, zacząć żyć
i ćwiczyć.


Jeśli jesteście zainteresowane, promocja trwa od wczoraj.
Gazetkę Lidla Żyj Aktywnie możecie zobaczyć TU, a Akademię Formy Biedronki TU.

Myślicie, że taki dyskontowy zestaw się sprawdzi? Macie doświadczenie a tymi ubraniami, butami? Dajcie znać :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

poniedziałek, 17 lutego 2014

Poniedziałkowe paznokcie. Holo top coat Colour Alike

Już kolejny tydzień próbuję wdrożyć ten cykl postów i o mały włos znów by się to przesunęło, ale lakierowa okazja jest tak piękna, że muszę, po prostu muszę pokazać ją Wam jeszcze dziś.
Ta okazja to przyniesione dziś z rana przez Pana Listonosza zamówienie z colorowo.pl w tym bohater dzisiejszego wpisu czyli holo top.

Historia jest dość krótka, holograficzne lakiery z Colorowo wpadły mi w oko jakiś czas temu, ale wciąż odkładałam zamówienie, co okazało się bardzo dobrym posunięciem, bo za sprawą Ani z bloga B for beautiful nails (o Holo u Ani KLIK) i świetnego podejścia firmy Color concept, możemy się cieszyć czymś jeszcze lepszym, holograficznym top coatem! Kiedy dowiedziałam, że jest już dostępny w sprzedaży, od razu wylądował w koszyku, ale ostatecznie wstrzymałam się z zakupem i to także okazało się świetnym wyborem, ponieważ w niedługim czasie sklep zorganizował darmową wysyłkę i nie było już odwrotu do zakupów ;) I tak szczęśliwie stałam się posiadaczką i wielką miłośniczką Holo topu Colour Alike.


Wg producenta
"Połączenie utwardzacza do paznokci z pigmentem holograficznym. Dzięki temu produktowi na dowolnym lakierze kolorowym, można uzyskać efekt holograficznej poświaty. "

Pojemność/cena
8ml/11,99 zł

Dostępność
Sklep colorowo.pl KLIK

Bezbarwny lakier pełny jest wielokolorowych, mieniących się drobinek, które odmienią każdy lakier, choć wydaje mi się, że najlepiej będzie się prezentować na ciemnych lakierach.
Zaskoczyła mnie rzadka konsystencja tego topu, ale jest to bardzo wygodne, bo dzięki temu szybko i gładko rozprowadza się po bazowym lakierze. Drobinki rozkładają się równomiernie i wyglądają niesamowicie. Paznokcie dodatkowo zyskują niesamowity, szklisty połysk. Całościowy efekt, powalił mnie na kolana i podbił moje serce! 











Zdjęcia w słońcu.





Lakierem bazowym był kolor 711 Punk Rock z serii Salon Pro Rimmel. Myślę, że pokaż ten top, także na innych lakierach.


Co powiedzie na holograficzne wykończenie? Myślicie, że taki top to dobry pomysł?



Pozdrawiam ciepło :)
Czella

sobota, 15 lutego 2014

Syberyjskie czarne mydło Babuszki Agafii

O czarnym mydle w tym lub innym wydaniu, pewnie słyszałyście już nie raz, ale wydaje mi się że wciąż jest to dość egzotyczny produkt. Tym razem jest to egzotyka zza wschodniej granicy. Naturalne syberyjskie czarne mydło już od dawna czekało na recenzję, więc oto i ona.




Wg producenta
"Opierając się na wieloletnim doświadczeniu i tradycjach mieszkańców Syberii do produkcji czarnego mydła wybrano 37 najbardziej leczniczych ziół pielęgnujących zarówno ciało jak i włosy. W skład czarnego mydła wchodzą dziegieć i brzozowa huba, dlatego mydło posiada niezwykły czarny kolor. Nie zawiera parabenów, sztucznych barwników, chemicznych substancji zapachowych i myjących. 

Zastosowanie
Do włosów i do ciała. Szczególnie polecane dla skóry problemowej, przy łojotoku, egzemach i łuszczycy
Sposób użycia 
Niewielką ilość mydła nanieść na wilgotne ciało, delikatnie spienić, wykonać delikatny masaż i spłukać wodą. Stosować jako szampon do mycia włosów oraz jako żel do mycia ciała."

Skład
Aqua, Cedrus Deodara Oil, Davurica Soybean Oil, Abies Siberica Oil, Hippophae Rhamnoides Altaica Oil, Juniperus Communis Oil, Amaranthus Caudatus Oil, Rosa Canina Oil, Arcticum Lappa Oil, Linum Usitassimum Oil, Salvia Officinalis Intractum, Chelidonium Majus Intractum, Melissa Officinalis Intractum, Pulmonaria Officinalis Intractum, Chamomilla Recutita Intractum, Bidens Tripartita Intractum, Achillea Millefolium Intractum, Urtica Dioica Intractum, Sodium Laureth Sulfate, Sorbitol, Cocamide DEA, Arctostaphylos Uva-Ursi Extract, Inula Helenium Extract, Polygala Sibirica Extract, Pinus Silvestris Extrakt, Alnus Glutinosa Cone Extract, Rhodiola Rosea Extract, Evernia Prunastri Extract, Usnea Barbata Extract, Picea Siberica Extract, Saponaria Alba Extract, Saponaria Rubra Officinalis Extract, Glycyrrhiza Glabra Extract, Altaea Officinalis Extract, Rhaponticum Carthamoides Extract, Ozocerite, Tar, Inonotus Obliquus, Propylene Glycol Chenopodium Ambrosioides, Larix Sibirica Extract, Petrolium Distillates Oil , Methylisothiazolinone.

Opisu poszczególnych ziół nie będę tu wklejać, bardziej szczegółowo przeczytanie o nich TU


Opakowanie
Plastikowy, zakręcany słoik, jak zwykle przy rosyjskich kosmetykach, utrzymane w ładnej stylistyce. Dodatkowo zawartość zabezpieczona plastikowym wieczkiem.
Na wierzchu mydła umieszczony jest liść brzozy.

Konsystencja
Gesta, żelowa, lekko ciągnąca się, brunatna maź. Ze względu na żelowatą konsystencję, mydło potrafi się ześliznąć z dłoni/ciała. 

Pojemność/cena
500 ml/od 43 do 49,90 zł.

Dostępność
Przede wszystkim sklepy z rosyjskimi kosmetykami, ja swoje mydło kupiłam w sklepie SkarbySyberii.pl i skorzystałam z kodu blogerskiego (dostępne są na wielu blogach).



Moja opinia
Czarne syberyjskie mydło zwróciło moją uwagę chyba już przy pierwszym, no najdalej drugim zetknięciem się z rosyjskimi kosmetykami, ale cena wydawała mi się zbyt wysoka. I tak krążyłam i wzdychałam do tego mydła, aż w końcu przy okazji większego zamówienia się na nie zdecydowałam. Skorzystałam przy tym z kodu promocyjnego -30 %, więc cena nie była już aż tak straszna.
Mydło mam od końca września i choć nie używam go regularnie, bardzo je polubiłam. 
Mydłem myję ciało oraz włosy, przez pewien czas także twarz. 

Ciało
Ciało syberyjskim mydłem myję najczęściej. Do mycia używam naturalnej myjki albo szorstkiej rękawicy, zapobiega to ześlizgiwaniu się mydła z ciała, mydło lepiej się wtedy pieni a przy masażu wszystkie te zioła, oleje i ekstrakty mają większą szansę na dobroczynne działanie. 
Mydło jest bardzo wydajne i uważam, że lepiej brać po trochu i ewentualnie dokładać kolejną porcję.

Włosy
Mydło doskonale nadaje się do mycia włosów. Dobrze się pieni, choć zazwyczaj dopiero za drugim razem (prawie zawsze myję włosy dwa razy). Zmywa oleje, nie plącze, pozostawia włosy wygladzone, jak po jakiejś odżywce. 
Zdarzyło mi się nie użyć już po tym mydle niczego więcej na włosy i było dobrze, włosy były lekkie, błyszczące i uniesione u nasady, nie były spuszone choć przydałoby im się trochę dociążenia.
Mydło nie obciąża włosów, nie przyspiesza przetłuszczania, ale czy przedłuża świeżośc, trudno mi powiedzieć, ponieważ nie mam problemu z przetłuszczaniem.

Twarz
Dobrze oczyszcza, nie przesuszając i nie podrażniając skóry. 
Jednak za krótko używałam to mydło na twarz, żeby powiedzieć coś więcej na temat jego długofalowego zastosowania.


Mydło ma bardzo bogaty sład, można powiedzieć, że po brzegi wypałnione jest olejami i ekstraktami, ale skład nie jest w 100% naturalny i pozbawiony substancji sytnetycznych, jak podaje tłumaczenie. Rosyjskiego nie znam, więc nie jestem w stanie przeczytać informacji na opakowaniu i zweryfikować tłumaczenie. W połowie znajdziemy SLS, sorbitol i cocamide DEA, a pod koniec konserwant. Mimo wszystko, nie są to ilości (tak mi się wydaje), które podrażniałyby czy wysuszały skórę ciała czy głowy (ja tego nie doświadczyłam).
Pamiętam, że Anwen pisała o dziegciu, który to mydło zawiera, ale przy takiej ilości składników aktywnych, myślę, że nie ma co skupiać się tylko na tym jedym, który w dodatku znajduje się pod koniec składu (Tar). No, chyba, że faktycznie tak dobrze na niego reagujecie :)


Plusy

  • bogaty skład
  • nie wysusza skóry, czasem po nim rezygnuję z jakiegoś nawilżacza ciała bez szkody dla skóry
  • dobrze oczyszcza
  • zapach - dla mnie pachnie konwaliami!
  • wydajne, obdarowałam nim już dwie osoby, używam i nadal je mam
  • wielozadaniowe, świetnie sprawdzi się na wyjazdach, jako jedyny produkt do mycia wszystkiego


Minusy

  • cena, choć wydajność to rekompensuje
  • trzeba trochę uważać, żeby nie uciekło z dłoni czy ciała i się w ten sposób nie marnowało

Podsumowując
Bardzo polubiłam ten kosmetyk i ciesze się, że mam go na półce. Chętnie sięgnełabym po dwa pozostałe mydła z tej serii, białe i kwiatowe, ale zanim czarne sięgnie dna, minie jeszcze sporo czasu. 
Myślę, że dzięki takim produktom, w końcu mydło przestanie kojarzyć mi się z tępą w dotyku i wysuszoną skórą.




Pozdrawiam ciepło :)
Czella
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...