piątek, 3 stycznia 2014

Kosmetyczne i nie tylko podsumowanie roku

Na początku witam Was w tym nowym roku! Aż trudno mi uwierzyć, że to już kolejny rok za nami, tym bardziej, że pamiętam jak jeszcze niedawno z nadziejami wkraczałam w 2012, a tu już 4-ka na końcu...w każdym razie mam nadzieję, że ten rok będzie spokojny, ale też z konsekwencją będzie przynosił coraz to nowe i lepsze zmiany :)

Nie było mnie trochę, ale świąteczny wyjazd, czas z rodziną i inne zawirowania sprawiły, że przy komputerze byłam rzadkim gościem.
Dziś przychodzę do Was z kosmetycznym podsumowaniem roku, czyli czymś czego pełno dookoła, ale mam nadzieję, że zechcecie poznać mój punkt widzenia. Chcę powiedzieć o swoich odkryciach, przełomach i zmianach. Nie będzie typowej listy ulubieńców, będzie za to sporo gadaniny. Może jednak coś z tego wykorzystacie, zapraszam :)


Rosyjskie kosmetyki
To dla mnie chyba największe odkrycie minionego roku. W tym momencie ok. 3/4 mojej pielęgnacji opiera się właśnie na kosmetykach zza wschodniej granicy. Doceniam w nich przede wszystkim składy i działanie. 
Najwięcej wypróbowałam produktów do włosów, a drugie tyle czeka na swoją kolej :) 
Największym ulubieńcem stała się marka Planeta Organica, z każdego ich produktu byłam/jestem zadowolona i polecałbym w ciemno :)



Kwasy
Przełamałam się i dołączyłam do kwasomaniaczek. No, może jeszcze nie maniaczek, ale od kilku miesięcy pielęgnacja mojej cery opiera się właśnie na kwasach.
O moich pierwszych wrażeniach pisałam TU
Jako początkująca nie używam wyjątkowo mocnych preparatów, ale i tak stwierdzam, że taka pielęgnacja bywa uciążliwa, jednakże przynosi również wymierne korzyści. Nie jestem w stanie powiedzieć, że kwasy dokonały przełomu w wyglądzie mojej cery, ale jednym z powodów sięgnięcia po nie było ich prewencyjne działanie przeciwzmarszczkowe. Choć nie wiem czy w moim wieku nie powinnam już leczyć a nie tylko zapobiegać ;)



Polskie naturalne kosmetyki
Dzięki blogosferze poznałam Sylveco i Fitomed czyli dwie polskie firmy produkujące kosmetyki oparte na naturalnych składnikach, a w dodatku w całkiem niezłych cenach (szczególnie Fitomed). 
Nie mam jeszcze żadnego ulubieńca, ale używając ich kosmetyków, mam poczucie, że robię dla swojej skóry coś dobrego.



Kompromisowe farbowanie
Lata rozjaśniałam włosy z farbowaniem na przemian, potem przyszła henna, a wraz z nią paćkanie się, spływanie ciemnych strug po karku i wyjęty dzień a właściwie trzy z życia. Henne kocham, ale odrost od rudego zaczął mnie męczyć (zmęczenie odrostem zawsze było powodem moich włosowych zmian) 
a mieszanki ziół albo nie łapały albo błyskawicznie się wypłukiwały, a siwych włosów przybywało...aż znalazłam Herbatint. Pisałam o nim TU
Nie jest to farba naturalna, ale "naturalniejsza" i (choć ostatnio przedobrzyłam) krzywdy nią sobie nie zrobiłam. Max godzinka z nakładaniem i po wszystkim :) Kryje siwe włosy, nie niszczy (ale pilnujcie czasu, to nie henna) i daje naturalne kolory. Choć waham się, w którą stronę (głównie kolorystycznie) pójść, to nie widzę na ten moment koloryzacyjnej alternatywy dla farbowania Herbatintem.



Wysuszacz do paznokci
Po latach malowania paznokci na ostatnią chwilę, machania rękami i zanurzania dłoni w zimnej wodzie,
lub malowania paznokci w południe i budzeniu się następnego dnia z odciskami od pościeli na lakierze, powiedziałam "dość!" i kupiłam swój pierwszy wysuszacz do lakieru. Wiecie mówią, że rzadko kiedy pierwszy zostaje tym ostatnim i ja też musiałam spróbować jak to jest z innymi. Bywało różnie i chyba na ideał jeszcze nie trafiłam, ale każdy z wysuszaczy wybawił mnie od mordęgi długiego czekania na suche paznokcie. Mówię Wam, wysuszacz to przełom!

Wyraziste, wyrysowane brwi
Zawsze bałam się wyrazistych brwi i chyba głównie kojarzyły mi się ze starszymi paniami z wymalowanymi kreskami zamiast brwi. Widziałam też piękne, wyrysowane brwi Katosu czy Maxineczki, ale wydawało mi się, że to nie dla mnie. Ja lubię naturalny efekt i tak czuję się lepiej. Aż kupiłam cień mający być swego rodzaju odpowiednikiem Aqua Brow (Maybelline Color Tattoo nr 40) i ciekawość wzięła górę. Oczywiście moim kaligraficznym zdolnościom w wyrysowywaniu brwi daleko do kunsztu wyżej wymienionych Pań, ale ogólny kierunek bardzo mi się podoba i w wyrazistych brwiach czuję się zadziwiająco dobrze.

Powrót do podkładu
Od co najmniej dwóch lat używałam kremów BB i to była moja wielka miłość. W 2013 roku dopuściłam się skoku w bok do podkładu mineralnego, ale wróciłam do kremu BB, prosząc o wybaczenie. Mówią, że jeśli zdradzi raz, zrobi to po raz kolejny i niestety (albo stety), to prawda. Podczas promocji -40% w Rossmannie zakupiłam podkład Bourjois i właściwie od tamtego momentu jesteśmy nierozłączni. To prawda, że nie jest to związek idealny i wymaga kompromisów, ale daje mi coś czego brakowało mi w/z kremem BB, czyli wygląda lepiej pod koniec dnia.
Na pewno jednak, to nie koniec mojej przygody z kremami BB i na wiosnę chcę kupić i wypróbować kolejne bebikowe cudo.

Woskomania
Lubię kiedy ładnie pachnie i  po czytaniu tych setek postów o woskach Yankee Candle, w końcu zdecydowałam się na zmówienie i przepadłam. Właściwie nie ma dnia bez jakiegoś zapachu wydobywającego się z kominka i przy odpowiedniej okazji będę poszerzała swoją znajomość niezwykłych zapachów z Ameryki. 
Dowiedziałam się także, że woski są wybredne i nie każdy kominek im odpowiada.



Organizacja kosmetyków
Po latach gnieżdżenia się w kosmetyczce i przewalania za każdym razem wszystkiego w celu wydobycia jednej rzeczy, w końcu moje kosmetyki (a najpierw lakiery do paznokci) dostały wygodniejszy domek. Właściwie to kwestia ostatnich dni roku, ale jednak. Nie jest to rozwiązanie idealne, ale na ten moment
w sam raz i jestem bardzo zadowolona. Antonius czyli wkład do koszy z Ikea spisał się na medal ;)

Zakupomania/Zbieractwo
Trochę z przymrożeniem oka, trochę na poważnie. Ten rok, a dokładnie druga jego połowa obfitowała
w kosmetyki, szczególnie pielęgnacyjne, w ilości większej. Może nie były to jakieś olbrzymie ilości
i dziewczyny zaprawione w bojach, z pełnymi szafkami zapasów tylko wzruszyłyby ramionami, ale dla mnie to była nowość. Otóż ja zawsze byłam z tych, co miały po jednej rzeczy. Jeden szampon, odżywka, balsam do ciała, itp. Kończyło się jedno, dopiero kupowałam następne i w sumie było ok. Właściwie dopiero youtube a jeszcze bardziej blogi i nowa wiedza rozochociły mój apetyt. Odkrycia coraz to ciekawszych
i wartościowych rzeczy sprawiły, że ilość posiadanych przeze mnie kosmetyków wzrosła. Prym wiedzie tu pielęgnacja włosów, ale i inne "działy" też nie mogą narzekać ;)
Tak też dorobiłam się 11 odżywek do włosów (część się już kończy), 7 masek, 6 maseł do ciała, iluś tam lakierów do paznokci i jeszcze kilku zapasowych sztuk innych cudeniek...Żeby nie było, wszystkiego używam, nic się nie zmarnuje i właściwie wszystko, a co najmniej większość jest trafiona.
Już ochłonęłam i wstrzymuję się z zakupami, aż liczby się zmniejszą. Owszem czasem kusi to i owo, ale ogólnie czuję sytość i mam zachowany zdrowy rozsądek.


To chyba wszystkie wyróżniające się "wydarzenia" na moim kosmetycznym (i około) kalendarzu 2013 roku.
Jestem ciekawa Waszych, nie tylko kosmetycznych, perełek minionego roku, piszcie :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

43 komentarze:

  1. Strasznie mnie te rosyjskie kosmetyki zainteresowały :) chyba muszę coś zamówić:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja niedawno opublikowałam notkę z ulubieńcami 2013 roku i także moim odkryciem są kosmetyki rosyjskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba to było odkrycie dla wielu z nas :)

      Usuń
  3. Także polubiłam rosyjskie kosmetyki teraz kuszą mnie kremy sylveco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz któryś konkretny krem na oku? :)

      Usuń
  4. Ja dzisiaj tak siadłam i uświadomiłam sobie, ze codziennie odpalam kominek. Nie ma dnia bez jakiegoś zapaszku. Uwielbiam YC :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj YC wciąga :) dobrze, że nie mam nigdzie blisko ich stacjonarnie ;)

      Usuń
  5. Nic z Twoich perełek nigdy nie wpadło mi w ręce :( a szkoda ! I ile wosków !! O jejuu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały rok przed Tobą na wypróbowanie nowych rzeczy ;)

      Usuń
  6. Kosmetyki rosyjskie odkryłam dosyć niedawno ale coraz bardziej mnie zaskakują (oczywiście pozytywnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się za późno blogowo rozkręciłam ;) ale dzięki temu jeszcze trochę do odkrycia przede mną ;)

      Usuń
  7. Fajne to twoje podsumowanie, bardzo przyjemnie się czytało.Poznawanie rosyjskich kosmetyków jeszcze przede mną , ale mnie też blogerki zachęciły do poznania wosków YC, podkreślania brwi cieniem z Maybelline i stosowania kwasów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało :)
      Ciekawe co dzięki w blogosferze odkryjemy w tym roku :)

      Usuń
  8. Sporo punktów pokrywa się u mnie, szczególnie jeśli chodzi o kosmetyki rosyjskie i woski Yankee - przepadłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trudno przepaść, gdy to tak pachnie :)

      Usuń
  9. też zakochałam się w rosyjskich kosmetykach. i miałam sie kwasić tej zimy, ale moja skóra jest w zadziwiająco dobrej kondycji (po rosyjskich kosmetykach właśnie!) i nie widzę za bardzo sensu jej drażnić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie zdradź swoje perełki! :) Może być link :)
      Ja musiałam wykorzystać zimę i podziałać przeciwzmarszczkowo :)

      Usuń
  10. Musze w końcu zaopatrzyć się w rosyjskie kosmetyki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się pochwal na co się zdecydowałaś :)

      Usuń
  11. Kosmetyki Planeta Organika bardzo mnie kuszą i muszę przygotować się na większe zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie się dowiem na co się zdecydujesz :)
      Ja się czaję na nową serię, ale na razie rozsądek wygrywa ;)

      Usuń
  12. Też mnie tym roku dopadło zakupomaniactwo, ale pod koniec roku przystopowałam. Bo na co komu 8 żeli pod prysznic?! (na szczęście głównie po 250-300 ml) Albo 4 balsamy do ciała?! Reszta jest w znośnych ilościach. :D
    Nie widziałam nic szczególnego w paleniu wosków, ale teraz już przepadłam, nie ma zmiłuj. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdego czasem dopadnie małe szaleństwo ;) ważne by odzyskać głowę :D

      Usuń
  13. hi! nice blog!
    follow to follow?
    let me know!!

    http://defishencia.blogspot.ru/

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo fajne podsumowanie roku :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja również zaczęłam podkreślać brwi iużywać top coatu :) mam pardzo podobne odczucia z 2013 rokiem :)

    OdpowiedzUsuń
  16. uważaj, bo włosomaniactwo wciaga, niedługo obudzisz się nie z 10, a tak jak ja 100 odżywkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że wciąga, ale zdaje mi się, że dbając o włosy, w końcu odzyskałam głowę ;) poza tym przekonałam się, że i tak nie ogarnę jeszcze większych ilości, promocje chyba nie uciekną a ja ze względu na zbliżającą się kolejną przeprowadzkę, muszę ograniczać ilości a nie namnażać :)
      Serio 100? :)

      Usuń
  17. Dla mnie też rosyjskie kosmetyki to największe odkrycie minionego roku i wielka miłość z pewnością na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Rosyjskie kosmetyki? Bardzo ciekawie się zapowiada - chyba muszę wypróbować ;-)

    OdpowiedzUsuń
  19. u mnie też gromadzenie kosmetyków w zeszłym roku znacznie wzroslo :) Uwielbiam rosyjskie kosmetyki, chciaż do Natura Siberica trochę się zraziłam, bo zmienili składy produktów do włosów :( Z Sylveco jak na razie mialam krem pod oczy - jest dobry ale hitem nie jest, za to kocham krem pod oczy z Organic Therapy ten z jagodami acai :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o tych zmianach i też mi się to nie podoba :(
      Też mam podobne odczucia co do kremu pod oczy Sylveco. A skoro piszesz, że ten z Organic Therapy jest tak cudowny, to już wiem czym zastąpię kończące się Sylveco :) Dzięki :)

      Usuń
  20. chyba zainwestuję w te rosyjskie kosmetyki ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzięki Tobie dołączyłam do lubiących kwasy (do maniaczki jeszcze mi daleko, ale lubię kwas) :) Dziękuje :) Fitomed tez mnie pozytywnie zaskoczył :) Przełomom jednak był, jak dla ciebie, wysuszacz do paznokci - moje życie nigdy nie było takie łatwe :D Lubie mocne brwi, ale żałuję, że ciemnie smoky eye mi nie pasuje :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Ktoś, kto wymyślił wysuszacz, wiedział jak uszczęśliwić kobietę ;)
      Może smoky tylko na wyjątkowe okazje? albo "lżejsze" odcienie?

      Usuń
  22. Robisz produkty dla DaWandy! o rety! uwielbiam kolczyki, bransoletki zresztą wszystko co tam jest:D
    btw. od pewnego czasu myślę o kuracji kwasami, bo mam wrażenie że pomogło by mi to znacznie. Na razie się wstrzymuje - raz - z powodów finansowych, dwa - bo mam pełno kosmetyków do zużycia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej poprawne było by stwierdzenie, że sprzedaję na DaWandzie :D

      Kuracja kwasami wcale nie musi być droga, bo tak naprawdę wystarczyłoby kupić półprodukt, np. kwas glikolowy i z niego zrobić tonik i peeling lub tylko tonik. Myślę, że to kwestia max 20 zł w takim przypadku. Kupując gotowy produkt, to może odrobinę więcej, ale głównie ze względu na wysyłkę. Można też sięgnąć po tonik Bielendy z serii Pharm, Trądzik. Oczywiście wybór produktu będzie zależał od Twojej skóry. Jak pewnie wiesz, okres zimowy, to najlepszy czas na tego typu kuracje, więc jak nie teraz to w przyszłym sezonie :) Sama najlepiej ocenisz jaka decyzja będzie najlepsza :) A zachowanie głowy, zawsze się chwali ;)

      Usuń

Cieszą mnie Twoje odwiedziny i będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz :)
Na komentarze odpowiadam pod Twoim komentarzem.
Jeśli chcesz być na bieżąco z komentarzami do danego posta, zaznacz "powiadamiaj mnie".

Będę się cieszyć, kiedy dodasz mnie do obserwowanych :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...