piątek, 31 stycznia 2014

Co mi smakuje: Ulubiony koktajl ostatnich tygodni

Od wielu, wielu lat jednym z moich ulubionych koktajli był ten z banana i mleka. Uwielbiałam tę aksamitność i puszystość. Jednak od kilku lat go nie piłam, bo raz długo nie miałam blendera, dwa (i to główny powód), przestałam dobrze/znośnie reagować na mleko. Niewielkie ilości, jak dodatek do kawy, jakoś specjalnie mi się szkodzą ale ilości odpowiadające kubkowi już powodowały przeboje szczególnie na mojej twarzy. 
I tak tylko wzdychałam do mojego ulubionego koktajlu, a mleko zamieniłam na sok pomarańczowy (pisałam o tym koktajlu TU). O ile latem czy wiosną był to dobry wybór, tak zimą wydaje mi się zbyt wychładzający.

Tak się złożyło, że chyba od dwóch miesięcy miałam w szafce mleko sojowe i jakoś od momentu zakupu nie miałam na nie ochoty. Miałam też dwa mocno dojrzałe banany, za którymi nie przepadam w "typowej" konsumpcji, ale wiem, że świetnie sprawdzają się właśnie w koktajlach. Dodałam jedno do drugiego, dorzuciłam jeszcze łyżkę masła orzechowego i otręby żytnie, całość zmiksowałam i tak wyszedł mi przepyszny, sycący koktajl, który piję teraz z przyjemnością, ciesząc się, że znów mogę cieszyć się smakiem banana z "mlekiem".


Przepis:
  • dwa dojrzałe banany (może być jednej, ale dwa dają wyraźnie wyczuwalną słodycz i większą gęstość)
  • szklanka mleka sojowego
  • ok. 2 dwóch łyżek otrębów (zazwyczaj sypię na oko)
  • łyżka masła orzechowego
  • czasem dodaję mielone siemię lniane
Całość wrzucić do blendera i chwilę miksować. Przelać do wysokiej szklanki (mnie wychodzi trochę więcej, więc zawsze upijam ;)) i wypić rozkoszując się :)



I tak napój sojowy powrócił do łask, a ja zyskałam świetną, smaczną i sycącą propozycję na śniadanie, lunch, podwieczorek, lekka kolację czyli tak na prawdę zawsze kiedy jestem głodna i mam na niego ochotę :)


Lubicie takie koktajle? Podzielcie się swoimi ulubionymi przepisami :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

wtorek, 28 stycznia 2014

To kolejna recenzja okularów Firmoo

Tak, tak jak w tytule dziś przyjdzie Wam przeczytać kolejną recenzję okularów Firmoo.
Niewątpliwie okulary Firmoo, to wspólny mianownik polskich blogerek i ostatnimi czasy wiele z Was pokazywała swoje okularowe nabytki :) I ja dziś dołączam do tej grupy i będę się "chwalić". Uprzedzam będzie słodko i różowo i z dużą ilością zdjęć.


Zapewne większość z Was, jeśli nie wszystkie (bo wszyscy to może nie;)) miałyście okazję spotkać się z okularami Firmoo. Jeśli jednak nie wiecie, Firmoo, to jeden z większych, jak nie największy sklep internetowy oferujący okulary. Mamy do wyboru okulary korekcyjne, zerówki i przeciwsłoneczne, a to wszystko w olbrzymim wyborze oprawek oraz bogatej ofercie na szkła korekcyjne.



Okulary noszę od kilku lat, głownie jednak do pracy przy komputerze czy czytając. Moje poprzednie oprawki są ładne, twarzowe i klasyczne, ale marzyła mi się odmiana. O Firmoo dowiedziałam się z blogów i spodobała mi się ich oferta i miałam zamiar z niej skorzystać, jednak nie potrafiłam się zmobilizować by to ogarnąć. Dlatego kiedy tuż przed świętami dostałam propozycję współpracy, bardzo się ucieszyłam.

Wybór oprawek
To chyba najtrudniejsza część ;) Wybór oprawek jest naprawdę duży i przyznam, że przez długie świąteczne godziny wybierałam te wymarzone oprawki, zadręczając przy tym bliskich, bo miałam duży problem z wyborem, a też każdy miał inny gust i inne wyobrażenie na temat odpowiednich dla mnie okularów. Koniec końców zdecydowałam się na oprawki, które podobały mi się od początku :)


Już przy kupnie poprzednich oprawek w sieciówkowym salonie optycznym, przymierzałam takie w odcieniu jasnego różu i bardzo mi się podobały, ale zabrakło mi wtedy odwagi by je kupić. Teraz była idealna okazja, by naprawić ten "błąd' :)

Nie było takich w jednolitym kolorze, ale mając już nowe okulary na nosie, ciesze się z tego, bo te są dla mnie idealne.

Na co zwrócić uwagę przy wyborze oprawek?
  • oczywiście najpierw swoim gustem 
  • następnie spojrzałabym na wymiary oprawek, tak by dobrze dopasowac je do swojej twarzy. Jeśli nosicie już okulary, jest to trochę łatwiejsze, bo możecie zmierzyć swoje obecne oprawki i je porównać. Ja właśnie tak zrobiłam.
  • żeby okulary dobrze współgrały z twarzą (lub wręcz przeciwnie), powinniście wziąć pod uwagę kształt swojej twarzy a też takie rzeczy jak odcień skóry, kolor włosów czy styl w jakim się ubieracie.
  • warto zkorzystać z prezentacji modelu na różnych twarzach jaki dostępny jest na stronie Firmoo
  • jeszcze lepiej skorzystać z wirtualnej przymierzalni i wgrać swoje własne zdjęcie
  • zdjęcia klientów też są przydatne


Wizyta u okulisty
Jeśli nie wybieracie okularów przeciwsłonecznych czy tzw. zerówek, zdecydowanie zachęcam do wizyty u okulisty. Jeśli macie wadę wzroku zawsze warto przejść badani kontrolne i mieć aktualną receptę, tym bardziej, że te wszystkie wartości będziecie musieli podać przy zamówieniu. Poproście tez okulistę o zmierzenie swojego PD, czyli odległości między źrenicami.

Zamówienie
Z gotową receptą nie pozostaje nic innego jak wybrać oprawki (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście) i wypełnić zamówienie, przepisując receptę (ja dodatkowo zamieściłam jej skan). Przyznam, że bałam się tego procesu, ale zupełnie niepotrzebnie, bo wszystko jest dość jasne i zajmuje tylko chwilę, oczywiście trzeba zachować czujność.
Minusem może być anglojęzyczność strony, ale można skorzystać z tłumacza, który pomoże.
Na stronie dostępny jest też przewodnik po zamówieniu TU i uważam, że warto się z nim zapoznać, bo jest pomocny.
Jeśli macie problemy z zamówieniem, możecie skontaktować się z obsługą sklepu.

Przechodząc przez poszczególne etapy zamówienia, będziecie mogli wybrać różne "bajery", m.in. antyrefleks, który jest konieczny przy pracy przy komputerze (ja dopłaciłam niecałe 3 dolary za tę opcję).


Okulary
Paczka idzie z Chin i ja swoje okulary otrzymałam dokładnie tydzień od złożenia zamówienia (wliczając weekend), więc jest to świetny wynik, biorąc pod uwagę, że na okulary kupowane u optyka w Polsce, wielokrotnie czeka się dużo dłużej.



Okulary przychodzą z twardym etui, z dodatkowym etui miękkim, ściereczką i pomocnym śrubokręcikiem na breloku. 



Nie da się ukryć, że etui i ściereczka mają bardzo intensywny zapach lub po prostu śmierdzą jak trampki z gumową podeszwą...z czasem wietrzeją, ale moje jeszcze czuć.

Przy robieniu zdjęć zauważyłam kilka mankamentów jak:

  • niewielkie ślady od kleju (?) na oprawkach 
  • uszkodzone etui (wewnątrz i na zewnątrz)


Przyznam jednak, że są to niewielkie wady, niewidoczne przy normalnym, codziennym użytkowaniu lub nieznaczące pod względem użytkowym (takie samo uszkodzenie znalazłam w etui od moich drugich okularów).


Mój model to # F030 KLIK

Poniżej możecie dokładnie je obejrzeć, bo zrobiłam im zdjęcia chyba ze wszystkich możliwych stron :)











Moja opinia 
Nie ukrywam, że z okularów jestem bardzo zadowolona i używam ich prawie cały czas. Podoba mi się fason, kolor, wykonanie oraz to jak w nich wyglądam. 
Okulary leżą idealnie i o dziwo, trzymają się mojej twarzy lepiej od tych dobieranych w salonie optycznym.
Nie mam dużej wady wzroku, ale mam astygmatyzm i moje oczy dość szybko się męczą, szczególnie kiedy pracuje przy komputerze. 
Nie miałam żadnych problemów z przyzwyczajeniem się do nowych okularów i od chwili ich otrzymania (zgodnie z zaleceniem mojej okulistki) chodzę w nich praktycznie non-stop. Dobrze się w nich czuję i odczuwam większy komfort.
Jestem na tyle zadowolona, że kiedy już nacieszę się tymi okularami, chętnie zdecydowałabym się na kolejną parę, tym bardziej, że ceny Firmówek w porównaniu z tymi salonu optycznego, są o wiele bardziej korzystne a jakościowo nie widzę różnicy.


A tak oto, prezentują się okulary na mojej twarzy :)



Jak zdobyć?
Trzy sposoby na zdobycie okularów Firmoo.

1)
Jeśli Wy lub ktoś z Waszych bliskich nosicie okulary lub chciałybyście (libyście) zacząć je nosić, to Firmoo moim zdaniem jest bardzo dobrym i ciekawym wyborem.
Możecie skorzystać z programu pierwsza para gratis, KLIK w którym opłacacie jedynie koszt przesyłki (dla Polski wynosi w tym momencie ok 19 dolarów ).

2)
Jeśli prowadzicie bloga, możecie skontaktować się z Firmoo i może otrzymacie okulary w ramach współpracy, jeśli jesteście zainteresowani kliknijcie TU


3)
Możecie skorzystać z kodu promocyjnego, który mam dla Was :)

Aby z niego skorzystać, należy wybrać jedne z oprawek, dokładnie z TEGO linka, a pod koniec składania zamówienia użyć kodu FASHIBLOGS4

Kod uprawnia do zniżki na 30 dolarów, można go użyć pięć razy i jest ważny dokładnie do 2014-02-20 21:25:33 
W praktyce, kto pierwszy ten lepszy ;)




I jak, zainteresowane(ni)? :)



Pozdrawiam ciepło :)
Czella

niedziela, 26 stycznia 2014

Egyptian Magic czyli wszechstronny magiczny krem z Ameryki :)

O kremie Egyptian Magic wspominałam Wam jakoś na początku grudnia. Od tamtego czasu, a nawet trochę wcześniej, używam kremu i mogę się na jego temat wypowiedzieć. 
Do tej recenzji przymierzałam się już od jakiegoś czasu, ale jak to zwykle bywa, okazało się, że wszystko odbywa się w swoim czasie i dzięki mojej zwłoce, mogłam przetestować krem Egyptian Magic jeszcze lepiej. 

Egyptian Magic to wszechstronny krem, który od lat robi furorę za granicą. Używają go gwiazdy mi.in Madonna, Kate Hudson, Emylli Bunt, polecają go popularne magazyny, wizażystki, lekarze i "zwykli" użytkownicy. A mimo to, pewnie tak jak ja, Wy o nim nie słyszałyście. Jakieś polskojęzyczne informację  na temat tego kremu na przestrzeni ostatnich lat można znaleźć w internecie, ale są to pojedyncze informację a i dostępność kremu w Polsce była do tej pory niewielka. Teraz możliwe, że się to zmieni, bo od niedawna Egyptian Magic ma oficjalnego dystrybutora na Polskę KLIK
Ponieważ mam okazję przybliżyć Wam nieco krem Egyptian Magic, niniejszym to czynię :)

Uprzedzam będzie długo, więc weźcie coś ciepłego i smacznego do picia i najlepiej z miodem ;)




Wg producenta
"Egyptian Magic® - wszechstronne działanie tego kremu nieustannie zachwyca jego użytkowników.
Jego naturalne składniki odżywiają i rewitalizują skórę przywracając jej naturalną zdolność do regeneracji.
Jednak od zawsze podstawą pięknego i zdrowego wyglądu skóry jest jej właściwe nawilżenie.
Dobrze nawodniona, zdrowa skóra jest jędrna, gładka, elastyczna i przyjemna w dotyku. Wolniej się starzeje i nie ulega podrażnieniom, jest sprężysta i bardziej promienna.

Egyptian Magic® spełnia wszystkie wymagania zdrowego, nowoczesnego i skutecznego kosmetyku:

NAWILŻA - wspomagając działanie ochronnej warstwy sebum i normalizując jego wydzielanie, utrzymując optymalną wilgotność wszystkich warstw skóry.
OCHRANIA - otacza skórę warstwą ochronną nie dopuszczając środowiskowych czynników drażniących.
KOI i ŁAGODZI - działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie i przeciwutleniająco.
WSPOMAGA i PRZYWRACA normalne funkcje ochronne skóry.
POPRAWIA KONDYCJĘ skóry i włosów.
W 100% AKTYWNY - brak wody i innych wypełniaczy sprawia, że zbędne są chemiczne emulgatory, stabilizatory i konserwanty, a krem jest do 5x wydajniejszy od innych kremów na bazie wody.
W 100% NATURALNY - jedynie sześć naturalnych składników: oliwa, wosk pszczeli, miód, pyłek kwiatowy, mleczko pszczele, propolis.
SKUTECZNY - o jego nawilżających i wręcz uzdrawiających właściwościach najlepiej wypowiedziały się Gwiazdy Hollywood - osoby żyjące na wysokich obrotach oczekujące natychmiastowych i trwałych rezultatów.
NIE TESTOWANY NA ZWIERZĘTACH - firma Egyptian Magic Skin Cream LLC jest dumna z bycia partnerem PETA.
36 MIESIĘCY PRZYDATNOŚCI! - jedynie Egyptian Magic® pozostaje świeży i skuteczny przez 3 lata bez żadnych chemicznych konserwantów. Sprawiają to bakteriobójcze i antyutleniające własności zawartych składników pszczelich. "


Skład
Olive Oil, Beeswax, Honey, Bee Pollen, Royal Jelly, Propolis extract czyli oliwa z oliwek, wosk pszczeli, miód, pyłek pszczeli, mleczko pszczele, propolis.

Opis i działanie poszczególnych składników znajdziecie TU

Dostępność
Krem kupicie na stronie dystrybutora KLIK

Pojemność/cena
Krem dostępny jest w dwóch pojemnościach, mniejszy słoiczek 59 ml za 98 zł oraz większy 118 ml za 169 zł.

Opakowanie
Plastikowy, zakręcany słoiczek. Żadnych słoiczków w słoiczku, to co mamy w ręku całe wypełnione jest kosmetykiem.
Krem nie jest zabezpieczony wewnątrz np. sreberkiem, ale słoiczek zabezpieczony jest przezroczystą folia, z dodatkową naklejką z informacjami w języku polskim.



Krem wydobywamy prosto ze słoiczka palcem (chyba, ze używacie szpatułki). Oczywiście można mieć zastrzeżenie co do higieniczności takiego opakowania. Pozostaje jednak mieć zaufanie do producenta, że skoro krem ważny jest przez 36 miesięcy od otwarcia, to skład kremu działa jakoś samokonserwująco i jest też oporny na wkładanie palca tam i z powrotem. Oczywiście, mimo wszytko, zalecałabym zachować zasady higieny i nie wkładać do słoiczka brudnych rąk.

Na opakowaniu nadrukowane są napisy, niestety część lekko się starła w czasie używania.



Konsystencja
Krem w zasadzie przypomina konsystencją maść np. nagietkową, ale jest mniej tłusty i trochę bardziej gęsty. Ma konsystencję stałą, z wyczuwalnymi czasem drobnymi grudkami (jak w krystalizującym się miodzie), ale pod wpływem ciepła dobrze aplikuje się na palec i zmienia konsystencję na półpłynna, olejową. Łatwo się wsmarowuje/wmasowuje i nałożony w odpowiedniej ilości nie świeci się i nie tłuści. 




Tłustość kremu to coś czego się obawiałam, bo chociaż używałam olejków w pielęgnacji twarzy, to nie zawsze i nie każda tłustość na skórze mi odpowiada. Tu okazało się, że jest w porządku, zadziwiająco dobrze się wchłania, pozostawiając cienką warstewkę na skórze.

Należy go przechowywać w temperaturze pokojowej.






Zapach
Krem praktycznie nie posiada zapachu. Czasem jestem w stanie wyczuć w nim coś olejowo-propolisowego, ale muszę się wysilić.

Zastosowanie/Jak używam?
Krem można stosować wszędzie tam, gdzie mamy taką potrzebę :) 
Z popularniejszych zastosowań wymienia się: 
  • Nawilżający krem do twarzy i pod oczy
  • Miękki podkład pod makijaż 
  • Makeup Remover czyli do demakijażu
  • Balsam do ciała
  • Krem ochronny
  • Pielęgnacja włosów
  • Wysypka i podrażnienia 
  • Egzema, łuszczyca i atopowe zapalenie skóry
  • Blizny 
  • Ciąża 
  • Krem dla niemowląt 
Więcej TU


Jak ja go używam:
  • na twarz
  • na usta
  • na rzęsy
  • na skórki i paznokcie
  • na końcówki włosów, także na całe pasma
  • na podrażnienia/wysypki
  • czasem na dłonie


Nałożony cienką warstwą po chwili się wchłania, pozostawiając cieniutką ochronną warstewkę i lekki glow (nie świecę się na kilometr) lub tylko wyczuwalną pod palcami.

Twarz
Kremu używałam przede wszystkim na twarzy. Stosowałam go zazwyczaj dwa razy dziennie, rano, kiedy używam cienkiej warstwy  i wieczorem, kiedy nakładam go trochę grubiej (oczywiście nie ma co przesadzać, bo krem się nie wchłonie, a co najwyżej wytrzecie go w poduszkę). 

Już po pierwszym użyciu byłam pozytywnie zaskoczona, tym jaka gładziutka moja skóra była rano :)
Podrażnienia i ranki goją się szybciej, a koloryt skóry jest rano ujednolicony.

Krem świetnie sprawdził się w czasie stosowania kwasów. Dzięki niemu nie budziłam się rano z uczuciem ściągnięcia na twarzy (jak bywało w przypadku innego nawilżającego i natłuszczającego kremu), a skóra łuszczyła się w o wiele mniejszym stopniu, zaś suche skórki szybciej znikały. 

Krem mnie "nie zapchał" i nie spowodował wysypu. Informacja na stronie głosi "Dwa główne składniki Egyptian Magic®, to oliwa z oliwek i wosk pszczeli. Oliwa z oliwek jest oceniana na 2 w skali komedogenności (0-5), wosk pszczeli mieści się pomiędzy 0-2, w zależności od wielu czynników. 
Wszystkie inne składniki są na 0." 

A propos, polecam dział FAQ TU, bo znajdują się tam odpowiedzi, na możliwe nurtujące Was pytania i wskazówki dotyczące stosowania kremu.

Stosuję go też pod makijaż. Na początku miałam obawy, jednak niepotrzebnie, bo okazało się, że podkład wygląda na nim lepiej. Skóra się nie przetłuszcza, nie świeci się nadmiernie (jak zwykle w moim przypadku, po kilku godzinach od przypudrowania, nabiera blasku). Ale nie wiem czy z każdym podkładem i przy każdej skórze się tak samo sprawdzi.


Usta
Nawilża, natłuszcza, zmiękcza i chroni. Przynosi komfort suchym ustom, skóra robi się elastyczna, nie pęka. Dodatkowo fajnie nabłyszcza :) Likwiduje suche skórki, jeśli używam go regularnie (ale sięgam też po inne rzeczy).
Szybko się wchłania i przy cienkiej warstwie nie zostawia na ustach tłustego/ochronnego filtru, czego teraz zimą mi brakuje. Z resztą co ciekawe, jeśli posmaruje usta przed wyjściem na dwór, to siedzi na nich dość długo, ale w domu znika szybciej.

Nakładam także na pomadkę, w celu dodania ustom połysku.

Skórki i paznokcie
Skórki i paznokcie smaruje zazwyczaj jedynie tym co zostaje mi na palcach po aplikacji kremu na twarz, więc jest to cienka warstwa, ale o dziwo wystarcza by skórki były nawilżone. "Gołe" paznokcie także wyglądają w tedy na dodatkowo nawilżone/natłuszczone i po prostu wyglądają zdrowo.

Długofalowego działania na same paznokcie nie jestem w stanie stwierdzić, bo używałam serum i odżywki i zależało mi na ciągłości kuracji, dlatego EM było dla paznokci jedynie dodatkiem.


Rzęsy
Zastopował wypadanie rzęs, które zaczęły lecieć jak głupie. Miałam wrócić do pomadki Alttera (w końcu to zrobię), ale stwierdziłam, ze skoro i tak kremu używam na całą twarz, to równie dobrze mogę posmarować nim rzęsy. Poprawę zauważyłam już po kilku dniach.
Wydłużenia i czy przyciemnienia się nie dopatrzyłam, ale też tego nie oczekiwałam.

Włosy
Na całe włosy w charakterze maski było mi Egyptian Magic po prosty żal, ale nakładałam go obficiej na noc, na końcówki przed myciem. Także po myciu (czasem też na noc), na suche włosy cieniutką warstwą na końcówki oraz na poszczególne pasma, które były niesforne lub wyglądały jakby brakowało im nawilżenia. Po takiej aplikacji włosy wyglądały lepiej, były zdyscyplinowane, wygładzone, ale w żadnym razie nie tłuste czy obciążone, a końcówki były mięciutkie.

Wysypka/alergia/podrażnienie
Wspominałam już kiedyś, że od ponad roku mam problem  z alergiczno- psychosomatyczną wysypką. Po zjedzeniu czegoś prawdopodobnie z jakimś konserwantem oraz przy stresie (przy połączeniu tych dwóch czynników zazwyczaj reakcja jest silniejsza), dostaje wysypu drobniutkich, podskórnych krosteczek oraz plam, które także silnie swędzą.

Kilka dni temu miały miejsce sprzyjające okoliczności i właśnie dostałam takiej swędzącej wysypki. Pamiętając, że EM poleca się również w przypadkach alergii, podrażnień, łuszczycy czy egzemy, postanowiłam nie sięgać po nic innego jak właśnie krem Egyptian Magic.
Na noc zastosowałam grubszą warstwę, a w ciągu dnia (dokładnie połowy;)) zrezygnowałam z makijażu, jedynie na rzecz EM. Czy pomogło? Plamy i zaczerwienienie zmniejszyły się po nocy, swędzenie zniknęło niemal do zera. Kaszka wciąż siedzi na twarzy (nie wyeliminowałam stresora), ale skóra jest bardziej jednolita i nie dokucza mi to wkurzające swędzenie.

Smarowałam tez Lubemu pokrzywkę i zadrapania, łagodziło podrażnienie i mam wrażenie, że u Niego też wspomagało gojenie.


Zima
Zima w ostatni tydzień ostro daje mi (jak pewnie i Wam) w kość pod względem ujemnych temperatur. Podobno taki mamy klimat, co zrobić? Ano, chociażby ciepło się ubierać i ochraniać odsłonięte części ciała w tym twarz.

Rano, kiedy wychodzę na spacer z psem nakładam cienko Egyptian Magic na policzki, nos i okolice oraz grubiej na usta, twarz lekko pudruje  (robię to zawsze przed wyjściem rano). EM stanowi dobrą ochronę, policzki owszem różowieją, ale tak nie pieką, nie podrażniają się, skóra nie pęka, nie wysycha i nie przypomina tarki.

Podsumowując

Plusy
  • naturalny skład
  • brak konserwantów, parabenów i innych "wspomagaczy"
  • nawilża i odżywia skórę
  • chroni przed wysychaniem/uciekaniem wody z naskórka
  • zmiękcza i wygładza skórę
  • łagodzi podrażnienia
  • ujednolica koloryt
  • wielofunkcyjny
  • wydajny

Minusy
  • cena
  • konsystencja-dla niektórych
  • produkty pochodzenia pszczelego, jeśli macie alergię lub jesteście weganami/kami
Co do ceny, to oczywiście kwestia dyskusyjna, bo dla jednych będzie to spory wydatek, dla innych niekoniecznie.

Dla mnie wydać przeszło 90 zł za krem, nie jest mało, ale jeśli wezmę pod uwagę jego wielofunkcyjność i to, że jeden produkt może zastąpić kilka innych, skład, który niewątpliwie jest dobry i wart docenienia oraz wydajność, to już sprawa przedstawia się nieco inaczej.

Przez 2,5 miesiąca używania EM zużyłam 1/4 opakowania (stosując go na twarz 2x dziennie i nie tylko), krem z Sylveco (który także ma dobry skład, kosztuje 25 zł) zużyłam w przeciągu 3 miesięcy (stosując go głównie rano czyli 1x dziennie). Dość prosto można obliczyć, co się bardziej opłaca :)


Moja opinia
Mam suchą skórę i to czego szukam w kremie na pierwszym miejscu to nawilżenie. Jest to też jeden z powodów, dla którego przywykłam do bardziej wodnistych specyfików. Jednakże wbrew powszechnej (jak sądzę) opinii skóra nie wchłania wody z kremu. To co krem powinien robić, to zabezpieczyć skórę przed utratą wody z wewnątrz (niedługi artykuł na temat nawilżania przeczytacie TU, na stronie EM, też co nieco na ten temat TU). 
Egyptian Magic nie ma w sobie wody i jest czymś w rodzaju koncentratu (wspomniany brak wody, emulgatorów i innych wypełniaczy), a jego konsystencja jest gęsta i przypomina maść, czyli nie jest tym do czego przywykłam i co lubiłam. Jednak już od pierwszego użycia przekonałam się, że krem bez wody może zapewnić mi miękką, gładką, jędrną czyli nawilżoną skórę, a dalej tylko utwierdzałam się w tym przekonaniu.

Jestem kobietą, jestem ciekawa nowych rzeczy i chętna do testowania nowości spełniających moje wymogi. Myślę, że nawet gdybym znalazła swój rzekomy idealny krem i tak nie zostałabym przy nim do końca życia, choćby dlatego, że nasza skóra się zmienia i miewa różne potrzeby, w różnym czasie. 

Na ten moment Egyptian Magic daje mi to, czego potrzebuje. Korzystam z jego wszechstronności i cieszę się, że mam go w swojej kosmetyczce. Kiedy już mi się skończy, a nie nastąpi to tak szybko, z pewnością rozważę zakup kolejnego opakowania.



Zaciekawił Was ten magiczny krem? :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

środa, 22 stycznia 2014

Terakoty! Coś dla kociarzy i miłośników rzeczy ładnych

W zeszłym tygodniu znalazłam na DaWandzie kocie cuda i niewiele myśląc (ok, chwilę zastanawiałam się co wybrać) kupiłam broszkę z Panem Miauczesławem. Potem znalazłam Terakoty w sieci
i dokupilam Kolorowego Kotye. Wymieniłam też miłą korespondencję z Katarzyną i już ostrzę sobie pazurki na koszulki :) 

Dziś rano Pan Listonosz przyniósł mi Terakotową przesyłkę, więc się chwalę kocimi nabytkami :)










Terakoty znajdziecie tu:



Jeśli lubicie oryginalne gadżety, polecam!


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

wtorek, 21 stycznia 2014

Taupe sand. Lakier Paese 321

Miało być denko, ale lakier, który chcę Wam pokazać tak mnie zachwycił, że nie mógł dłużej czekać. Mowa o lakierze piaskowym Paese o numerze 321. Jego miniaturkę dostałam w grudniowym Paese Box i kilka dni temu doczekał się premiery.

Lakier ma idealny kolor, szary brąz z lekkimi fioletowymi podtonami. Taupe to dla mnie kolor hit od chyba dwóch czy nawet trzech lat, wciąż szalenie mi się podoba.

Nie będę się dziś rozpisywać o właściwościach i charakterystyce tego lakieru, powiem tylko, że: 
  • położyłam dwie warstwy (choć teoretycznie jedna mogłaby zostać), 
  • malowało się dobrze, 
  • lakier szybko wysechł, 
  • zaczął lekko odpryskiwać na trzeci dzień (przy normalnym "użytkowaniu" sprzątanie, gotowanie, itp.),
  • zmywał się tylko odrobinę trudniej niż taki "normalny" (ale położyłam go na lakier bazowy),
  • bardzo, ale to bardzo mi się podoba :)














Podzielacie mój zachwyt? :)



Pozdrawiam ciepło :)
Czella
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...