poniedziałek, 29 grudnia 2014

Poniedziałkowe paznokcie: Black Saint Colour Alike

Po świętach i po przerwie w lakierowych wpisach wracam i mam dla Was idealnego kandydata na sylwestrowe szaleństwa małe i duże ;) 
Black Saint od Colour Alike to, jak dla mnie, jeden z piękniejszych lakierów holograficznych.
W świetle dziennym/przy zachmurzeniu na czarnym, szklistym tle widzimy jedynie szary pyłek, który w słońcu czy sztucznym oświetleniu, skrzy wielokolorowo.









Z myślą o sylwestrowym zdobieniu, chcąc dodać jeszcze więcej błysku sięgnęłam po jeden z piaskowych lakierów Wibo Glam Sand nr 5 i nałożyłam go gąbeczką od końcówek ku środkowi. Efekt jaki uzyskałam kojarzy mi się z nałożoną złotą folią i na tyle przypadł mi do gustu, że mam w planach inne, może też bardziej kontrastowe, zestawienia kolorystyczne.




Black Saint jak i inne lakiery Colour Alike kupicie na colorowo.pl


Jak Wam się podoba? 
Co planujecie "ubrać" na paznokcie na Sylwestra? :)


Pozdrawiam szczególnie ciepło w ten mróz:)
Czella

niedziela, 21 grudnia 2014

Foto mix #9

Ten post próbuję dodać chyba od miesiąca...jakoś niedziela wydaje mi się odpowiednim dniem na tego typu publikacje, ale tak ciężko było wygospodarować czas i siły w niedziele...ale w końcu się zmobilizowałam i oto są zdjęcia z ostatnich ok. 8 tygodni. Żeby było łatwiej to znieść, przedstawiam je w formie kolażu.


Jedzeniowo


Mój pierwszy donat/lody z syropem klonowym i kamelizowanymi orzechami, niebo!/szarlotkowa latte z BP/zostałam kiperem herbaty/dynia, ziemniaki i tymianek/suszarnia tab blisko a tak przeciętnie :(/ soul burger z serem halumi, pycha!/pierniczkowa latte z BP/faza na śledzia/jak pizza to tylko duża i z Małej Italii/tarta jak Bóg przykazał czyli w odpowiednim naczyniu i na odpowiednim cieście ;)/Ferrero za zdany Egzamin/domowa granola/męskie śniadanie lub wariacja na temat ;)/pieczone buraki i znów tymianek/Bombilla mirabelkowa/najwspanialsze niedzielne śniadanie czyli french toast.


Psio


Liści kupa/kreatywne karmienie psa/spacerowe zabawy/czas spać po ciężkim dniu/kąpiel i głupie pomysły pańćki/ wycieranko po kąpieli/chora łapka/kolejne głupie pomysły pańćki czyli kiełbasa w jogurcie/ciężkie psie życie/jestem piękny i robię furorę na Nowym Mieście/zabawka zszyta/ zabawka wybebeszona/stay in tach/dawaj szopa/psie smuteczki przeganiamy w objęciach i na kolankach.

 Naturalnie


Park Moczydło i Szymańskiego

Różniście


Nowe YC/memory z Tigera jest świetne/różowe królicze uszka musiały trafić do Siostry/szyje ucho szopowi/MyTea/wór niczym od Mikołaja a w nim nowa pościel.

Warszawsko


Warszawski widoczek na Halę Mirowską i PKiN/kaplica przy wolskim cmentarzu prawosławnym/PKiN/straszny kubek/zgubiony York/kościół św. Wojciecha/stara gazownia.

Świątecznie


Warszawska choinka i inne iluminacje/lodowisko na Starówce.

Osobiście


Focimy w windzie/ładne loki mi wyszły/odpowiednia kawiarnia dla Lubego i nie dlatego, że przyjezdny/Misiowe opatulenie na mroźne spacery/potrzebowałam zdjęcia na linkedin/nie powiedział, że już robi zdjęcie/w czerwieni łatwiej przetrwać zimę.



Jeśli chcecie być bardziej na bieżąco możecie śledzić mnie na instagramie blogowym lub prywatnym.



Pozdrawiam ciepło :)
Czella

Long 4 Lashes czyli w końcu mam rzęsy

Moje rzęsy nigdy nie były wyjątkowe, właściwie to były mocno przeciętne. Przeciętnej grubości i długości, w średnim odcieniu z jasnymi końcówkami. Momentami byłam z nich nawet zadowolona, ale raczej na zasadzie pogodzenia z naturą i cieszenie się z tego, co się ma.
Kiedy odkryłam "urodowego" youtube'a, usłyszałam o Lumiganie, jednak z przyczyn osobistych, używanie leku na jaskrę dla osiągnięcia długich rzęs było dla mnie zbyt kontrowersyjne. 
Potem przyszła cała fala cudownych odżywek, o jeszcze cudowniejszych cenach. Choć podziwiałam te piękne i długie rzęsy, jakie dziewczyny miały, cena wciąż była dla mnie nieadekwatna. Aż pojawiła się odżywka Long 4 Lashes i jej promocyjna cena, dzięki której już nie wahałam się zaryzykować dla potencjalnie dłuższych rzęs.

Obecnie jestem po 3 miesięcznej kuracji i mogę pokazać Wam efekty i podzielić się swoją opinią :)



Wg producenta
Sekretem nowego serum jest jego aktywny składnik – bimatoprost. W kosmetologii jest on obecnie uznawany za jeden z najbardziej skutecznych związków, które stymulują wzrost rzęs. Długość życia rzęs to 3 do 6 miesięcy - po tym okresie włoski wypadają. Co więcej, jedynie w 30 pierwszych dniach życia rzęs następuje ich wzrost – po tym czasie, w tak zwanej fazie stacjonarnej, rzęsa już nie rośnie. Udowodniono, że bimatoprost działa na rzęsy zarówno w pierwszej fazie – stymulując ich wzrost i zwiększając ich liczbę, jak i w drugiej fazie – przedłużając ich życie, dzięki czemu rzęs jest zawsze więcej.
Według producenta, pierwsze efekty (wzmocnienie i łatwiejsze rozczesywanie rzęs) powinny być widoczne po 3 tygodniach regularnego stosowania. Dla zaobserwowania pełnego efektu wydłużenia i zagęszczenia należy przeprowadzić pełną 6 miesięczną kurację. Po jej zakończeniu, dla podtrzymania efektu kuracji, stosować serum co drugi dzień. 


Skład
Aqua, Pentylene Glycol, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Bimatoprost, Hydrolyzed Hyaluronate, Pantenol, Allantoin, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium Phosphate, Triethanolamine, Methylparaben, Alcohol.



Cena/dostępność/pojemność
Cena serum waha się od ok. 80 zł do ok. 49 zł. Choć odżywkę kupimy w Rossmannie i w Superpharm, to najlepiej szukać jej w aptekach internetowych, gdzie ceny są o wiele niższe lub czekać na promocję w Ross. i SP/aktualnie chyba jeszcze trwa promocja w SP, z kartą Lifestyle/.
Opakowanie zawiera 3 ml serum, które ma starczyć na 6 miesięcy codziennego stosowania czyli pełną kurację. Następnie należy używać go co drugi dzień dla utrwalenia efektu.
Dostępne jest też serum do brwi, które różni się jedynie grubością aplikatora.




Stosowanie
Codziennie wieczorem, po demakijażu, na linię rzęs. Serum ma opakowanie w postaci eyelinera, więc aplikacja nie przysparza kłopotu.
Jak w wielu innych przypadkach, kluczowa jest systematyczność. Ja stosowałam serum bardzo sumiennie, prędzej mogło się zdarzyć spłynięcie serum z rzęs niż to, że nie nałożyłam go wcale.


Pierwszy miesiąc
Po ok. dwóch tygodniach zauważyłam  pierwsze delikatne wydłużenie rzęs, w trzecim efekt był wyraźniejszy i obawy o brak działania odżywki zniknęły. Dodatkowo rzęsy przestały wypadać i przez pierwsze tygodnie nie wyleciała mi chyba ani jedna (a przynajmniej nie zauważyłam).

Drugi miesiąc
Na początku drugiego miesiąca rzęsy zaczęły być zauważalnie dłuższe, w tym mocno wydłużyły się rzęsy w zewnętrznych kącikach, niestety były dość proste.
Rzęsy zaczęły też wypadać, raczej nie nadmiernie, ale po poprzednim przestoju w wypadaniu było to dla mnie szczególnie zauważalne.
Rzęsy w prawym oku rosły szybciej i różnica w porównaniu z okiem lewym była zauważalna, dlatego zaczęłam stosować odżywkę co drugi dzień na "szybsze" rzęsy. Po niedługim czasie rzęsy się dogoniły ;)
Po koniec miesiąca proste pojedyncze rzęsy powywijały się, wypadanie minęło, rzęsy były wydłużone, lekko przyciemnione oraz zagęszczone.

Trzeci miesiąc
Rzęsy wydłużyły się jeszcze bardziej, wszystkie były ładnie wywinięte i gęstsze. Wypadały pojedynczo i sporadycznie.
Pod koniec trzeciego miesiąca właściwie nie widziałam już jakiś szczególnych zmian. Wydaje mi się jedynie, że nadal rosną nowe włoski (ewentualnie odrastają te które wypadły).

Od czwartego miesiąca serum nakładam co drugi dzień, rzęsy pozostają bez zmian, nie wypadają, cały czas są w świetnym stanie i cieszą mnie przy każdym malowaniu :)

Efekty










Zdjęcia "przed" robione  sporo wcześniej przed rozpoczęciem stosowania odżywki i w odstępach czasu. Stan i długość rzęs nie różniły się od tych, które miałam tuż przed rozpoczęciem kuracji serum. Co najwyżej używałam innego tuszu ;)

Z jedną warstwą tuszu

Plusy
  • wydłużenie
  • zagęszczenie
  • zmniejszone wypadanie
  • wywinięcie i odporność na prostowanie się rzęs pod wpływem tuszu
  • szybkie efekty

Minusy
  • efekty uboczne w postaci przejściowych zaczerwienień powieki u podstawy rzęs, z widocznymi naczynkami
  • potencjalne pozostałe efekty uboczne jakie mogą się pojawić. Jednym z aktywnych czynników odżywki jest Bimatoprost, składnik używany w lekach na jaskrę, obniżający ciśnienie w gałce ocznej. Choć serum używamy na linii rzęs, zawsze istnieje ryzyko przedostania się do gałki ocznej. Należy się zapoznać z ostrzeżeniami producenta i postępować zgodnie z nimi. 


Podsumowując
W końcu mam rzęsy, z których mogę być zadowolona. Może nie jest to efekt jak przy przedłużaniu 1:1, ale jak na to z czym startowałam, uważam że jest super i jestem z nich dumna :) I uśmiecham się do siebie, kiedy końcówki rzęs zasmyrają mnie pod brwiami ;)
Rzęsy są zdecydowanie dłuższe, trochę gęstsze, ciemniejsze i całkiem fajnie wywinięte. Wytuszowane ładnie podkreślają oko i tym samym pozwalają mi na szybszy makijaż oka, bo ostatnio ograniczam się jedynie do tuszu.



Serum zamierzam stosować dalej i po zakończeniu obecnego opakowania planuję zakup następnego lub rozejrzę się za podobną odżywką już bez bimatoprostu.
U mnie serum się sprawdza, jestem zadowolona z efektów i nie odczuwam jakiś skutków ubocznych, ale jednocześnie uważam, że należy zachować rozsądek, świadomość tego co się stosuje i uwagę co do swojego ciała.

Dlatego jeśli jednak macie jakieś wątpliwości co do stosowania odżywek z bimatoprostem czy jego pochodnymi lub macie problemy z oczami, zgłębiajcie temat i/lub skontaktujcie się ze swoim okulistą przed zakupem.


Planujecie stosowanie tej odżywki lub macie doświadczenie z podobną? Może macie inne metody na wydłużenie i wzmocnienie rzęs?


Pozdrawiam ciepło :) 
Czella

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Poniedziałkowe paznokcie: Wibo Leather Nail Polish nr 4

W zeszłym tygodniu zapowiadałam pokazanie kolejnego ze "skórzanych" lakierów Wibo. Oto i on, nr 4 z serii Leather Nail Polish.


To czarny, półmatowy lakier z piaskowo-skórzanym efektem. W czarnym wydaniu ten efekt jest chyba najmocniej widoczny i prezentuje się najlepiej (choć nr 3 - bordo jest cudowne kolorystycznie).
To taki ułagodzony matowy piasek, jest gładszy i przyjemniejszy w noszeniu.



Z jego trwałością jest u mnie różnie, ale ja znów przeżywam trudny paznokciowo okres, więc i "trzymanie" się lakierów mam gorsze.
Na szczęście zmywa się łatwo a maluje jeszcze łatwiej :)



Do kupienia za 6,99 zł w cenie regularnej w szafach Wibo w Rossamnnie oraz w e-sklepie Wibo.
Jest to wersja limitowana, dlatego jeśli Wam się spodobał, polecam nie zwlekać z zakupem jeśli na niego traficie, tym bardziej, że najczęściej widzę, że te lakiery są w Ross. w pojedynczych sztukach lub całkiem wykupione.

Ja podtrzymuje swoje zdanie na temat tej serii, efekt choć nie dość skórzany, to ciekawy i wart uwagi.


Nr 3 pokazywałam TU.


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

sobota, 6 grudnia 2014

Ulubieńcy listopada

Ulubieńcy goszczą u mnie rzadko. Bynajmniej nie dlatego, że mało rzeczy przypada mi do gustu, a raczej dlatego, że nie ma wiele takich, które jakość wyjątkowo wybijają się na tle pozostałych, z których jestem zadowolona. Listopad był jednak pod tym względem wyjątkowy, bo kilka ta kilka rzeczy mnie po prostu zachwyciło.

Wielka szóstka


Tusz Wibo Panoramic Lashes. Z tym tuszem sprawa jest trochę skomplikowana, bo pierwotnie miał być w bublach i w sumie to pod pewnymi względami nadal zasługuje, by tam się znaleźć. Więc co takiego sprawiło, że znalazł się w ulubieńcach? Mocny, wyrazisty efekt jaki daje na długich rzęsach.

Kilka miesięcy temu kiedy kupiłam ten tusz ze sporymi oczekiwaniami a rozczarowałam się, bo szczota wielgachna, nie sposób się umalować nie brudząc pół powieki, tuszu nabierało się za wiele i rzęsy były albo posklejane, albo pająkowate. Tusz po kilku użyciach przeleżał kilka miesięcy, aż w końcu sięgnęłam po niego jakoś na początku listopada i mnie zachwycił, a dokładnie zachwyciły mnie moje rzęsy po Long4lashes "ubrane" w ten tusz.
Szczota nadal wielka, ale przy długich rzęsach już to tak nie przeszkadzało i udawało mi się nawet nie ubrudzić, tusz lekko przysech, więc i lepiej się nim operowało. Ogólnie tusz wydłuża, pogrubia i lekko wywija rzęsy. Doceniłam to, że efekt można stopniować i rzęsy choć mocno podkreślone, nie są mocno posklejane i nie prostują się pod tuszem. Myślę, że jego użycie wymaga wprawy i zdecydowanie nie jest dla każdych rzęs/oka. Raczej  dla dziewczyn preferujących bardziej dramatyczne rzęsy. Dodatkowo trochę czuć go na rzęsach. Jest specyficzny ale myślę, żeby kupić go ponownie.


Róż Wibo nr 6 i MUA Cupcake. To delikatne róże w naturalnym odcieniu. Raczej trudno zrobić sobie nimi krzywdę (szczególnie Wibo), ożywiają twarz i wyglądają bardzo subtelnie i naturalnie. 
MUA Cupcake jest trochę ciemniejszy i bardziej przygaszony rezygnowałam przy nim z bronzera.
Wibo jest trochę jaśniejszy i żywszy.
Oba są idealne do szybkiego, naturalnego makijażu jaki ostatnio preferuje i nie wyobrażam siebie teraz sięgnąć po inny odcień.

Róże są tanie a ich opakowania nie powalają urodą, jednak Wibo jest wytrzymały, czego nie można powiedzieć o MUA, który spadł podczas robienia zdjęć do wpisu...


Na palcu środkowym Wibo nr , na serdecznym MUA Capecake.

Bourjois healthy mix nr 51. To był mój pierwszy podkład po ok. 2 latach z kremami BB. W sumie byłam zadowolona, ale nie tak jak mogłabym być i jak spodziewałam się, że będę czytając recenzję. Ostatnio sięgnęłam po ten podkład, by go skończyć i tym razem to był strzał w dziesiątkę. Naturalny, lekki, rozświetlający, wyrównuje koloryt i ożywia twarz. Jednym słowem robi wszystko czego ostatnio potrzebuje. Właściwie mógłby być ciut jaśniejszy, ale i tak to jeden z lepiej dobranych odcieni jaki przyszło mi używać.
Podkład właśnie mi się skończył i przyznam, że mi go brakuje. Myślę, ze za jakiś czas, kiedy podgonię zużywanie innych, będę mogła bez wahania do niego wrócić.

Anida Krem-koncentrat do rąk i paznokci, anti-age. Dużo dobrego słyszałam o kremach Anida, więc gdy nadarzyła się okazja zaopatrzyłam się w dwie tubki. Krem-koncentrat rzeczywiście regenerowała, odżywiał i nawilżał skórę dłoni. Dzięki 10 % mocznika miałam pewność, że moje dłonie będą w świetnym stanie. Dodatkowo szybko się wchłaniał i miał piękny zapach, co uważam, ze n dodatek do pielęgnacji. Minusem była nakrętka, która w połowie opakowania mi odpadła i już nie dało się jej tak dobrze zamontować. Był to jednak szczegół, choć trochę upierdliwy ;)  Myślę, ze to jednen z lepszych kremów do rąk, jaki do tej pory używałam i kupię go znów gdy nadarzy się okazja.

Seboradin, Maska Fitocell. M. in. o masce pisałam w moich wrażeniach z kuracji Fitocell KLIK.
Każdy z produktów był dobry, ale działanie maski było zachwycające. Gładkie, lśniące, nawilżone i odżywione i odpowiednio dociążone włosy, to jej moje wymarzone działanie maski, a ta właśnie to na moich włosach robi. Uwielbiam jej działanie i już się trochę smucę na myśl o zbliżającym się denku. 

Tyle :)
Znacie, używacie, którąś z tych rzeczy? 


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Poniedziałkowe paznokcie: Wibo Leather Nail Polish nr 3

Kiedy we wrześniu dowiedziałam się, że jedną z lakierowych nowości Wibo, będzie lakier o fakturze imitującym skórę, wiedziałam, że muszę go mieć. Wcześniej oglądałam lakiery o tego typu wykończeniu i bardzo mi się spodobały. 

Po radosnym "upolowaniu", przyniesieniu do domu i pomalowaniu, lekko się rozczarowałam, bo myślę, że do bycia "skórzanym" lakierowi z Wibo trochę jednak brakuję...




Kolor nr 3, to piękne bordo.

Konsystencja jest idealna, dawno nie malowało mi się paznokci tak dobrze, wygodnie i sprawnie. 
Myślę, że najlepszy efekt dają dwie warstwy. Wysycha szybko, trzyma się średnio, ale za to zmywa 
łatwo ;)

Lakier podczas zasychania zaczyna tworzyć chropowatą strukturę. Na zdjęciu poniżej widać jak "wychodzi" ona na wierzch (malowałam od małego paznokcia do kciuka).


Ten skórzany efekt, to trochę jakby delikatniejszy piaskowy mat. Faktura jest lekko chropowata, ale nie zostawia tego dziwnego uczucia na paznokciach/dłoniach, a ewentualne nierówności na krawędzi płytki szybko się wycierają.



Kolor, jak i wykończenie w sam raz na jesienno-zimowe miesiące. Nie mogę powiedzieć, że skórzany efekt jest taki, jakiego oczekiwałam, bo określiłabym go raczej jako skóropodobny, ale i tak podoba mi się jego inność, lekkie zmatowienie (wynikające z faktury), prostota w obejściu i oczywiście kolor. Dlatego mimo wszystko jestem na TAK, a nawet dokupiłam kolejny kolor, który pokazę Wam za tydzień :)


Spodobał Wam się ten efekt, macie go lub inny tego typu  w swojej kolekcji? 


Pozdrawiam wyjątkowo ciepło w ten mróz:)
Czella


PS. Dziś i jutro (1-2. 12) na colorowo.pl darmowa dostawa od 25 zł. Tak  tylko mówię, jakbyście nie wiedziały ;)

czwartek, 27 listopada 2014

Kuracja Seboradin Fitocell

Jak wspominałam w ostatnim wpisie o aktualizacji włosów, przez poprzedni miesiąc stosowałam nową kurację marki Seboradin FitoCell. Po tym czasie jestem w stanie przekazać Wam swoją opinię. Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do czytania :)

Seboradin FitoCell to pełna 3 preparatowa kuracja do włosów, w jej skład wchodzą szampon, maska oraz serum. Z informacji prasowej można dowiedzieć się, że:
Głównym składnikiem aktywnym kuracji jest innowacyjny surowiec PhytoCellTec Malus Domestica, będący esencją z roślinnych komórek, pozyskiwany ze specjalnych owoców szwajcarskiej odmiany jabłoni Uttwiler Spätlauber, którego producentem jest szwajcarska firma Mibelle Biochemistry, będąca pierwszą firmą na świecie, która wprowadziła na rynek kosmetyczny roślinne komórki macierzyste.
Brzmi poważnie i wzbudza zainteresowanie, komórki macierzyste już od jakiegoś czasu robią w kosmetyce (i nie tylko) furorę. Kuracja Seboradin FitoCell jest nowością nie tylko w ofercie firmy ale i na polskim rynku. Niewątpliwie warto się jej przyjrzeć, szczególnie jeśli ma się problemy z wypadaniem włosów.
Producent m.in. twierdzi, że:
  • To aktywny produkt zawierający komórki macierzyste do ochrony komórek macierzystych skóry i włosów o udowodnionej skuteczności działania
  • W przeprowadzonych badaniach wykazano, że PCTMD chroni komórki macierzyste skóry i opóźnia starzenie się mieszków włosowych
  • Zapewnia i utrzymuje potencjał regeneracyjny włosa
  • Wydłuża żywotność mieszka włosowego
  • Przedłuża fazę wzrostu włosa
  • Skuteczność potwierdzona przez niezależne, specjalistyczne laboratorium badawcze – test samooceny pod kontrolą dermatologiczną. 

Szampon -  preparat nowej generacji zawiera ekstrakt z roślinnych komórek macierzystych PhytoCellTecTM Malus Domestica - stymuluje wzrost włosów, opóźnia proces ich starzenia. Biotyna hamuje wypadanie włosów i stymuluje odrost nowych. Oligoelementy z czerwonych alg zmniejszają łamliwość włosów, regenerują je. Ekstrakt z dzikiej róży, bogaty we flawonoidy i witamina A**, posiadają właściwości antyoksydacyjne - chronią przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Obecne w morszczynie alginiany głęboko nawilżają, pomagają utrzymać odpowiedni poziom nawodnienia skóry głowy. Witamina E przyspiesza wzrost włosów. Mentol odświeża skórę głowy. Dzięki stosowaniu pełnej kuracji włosy stają się zdrowsze, silniejsze, gęste, odporne na wypadanie i uszkodzenia.

Maska - korzeń chinowca wzmacnia włosy, zmniejsza utratę wody, hamuje wzmożone wypadanie włosów, jest źródłem inuliny – naturalnego prebiotyku, który utrzymuje prawidłową mikroflorę skóry głowy. Olej z orzecha brazylijskiego to doskonałe źródło witaminy F (NNKT), tworzy barierę ochronną dla lipidów znajdujących się we włosach, działa naprawczo i odbudowująco. Proteiny mleczka jedwabiu poprawiają wygląd łodygi włosa. Olej arganowy odżywia i intensywnie regeneruje włosy, zmniejsza ich łamliwość i zapobiega rozdwajaniu końcówek. Ekstrakt z lukrecji dzięki obecności flawonoidów wykazuje silne działanie antyoksydacyjne, a dzięki zawartości glicyryzyny wpływa na utrzymanie odpowiedniego stopnia nawilżenia skóry głowy i włosów. Ekstrakt z nasturcji wzmacnia włosy, poprawia ich strukturę. Włosy nabierają blasku, zyskują zdrowy wygląd, łatwiej się rozczesują. Są bardziej gęste, mocniejsze i odporniejsze na uszkodzenia. Wypadanie włosów wyraźnie się zmniejsza.


Serum - witaminy z grupy B (B3, B6, biotyna) hamują wzmożone wypadanie włosów, pobudzają odrost nowych włosów, wpływają na prawidłowe funkcjonowanie skóry głowy. Ekstrakt z cykorii energetyzuje skórę głowy i włosy, chroni przed destrukcyjnym działaniem wolnych rodników, jest inhibitorem enzymu 5-αreduktazy odpowiedzialnego za łysienie androgenowe. Ekstrakt z czerwonych alg dzięki wysokiej zawartości cynku, wapnia i magnezu nadaje siłę włosom, zapobiega ich łamliwości i wzmożonemu wypadaniu. Kompleks ochronno – nawilżający oraz miód intensywnie nawilżają i regenerują skórę głowy i włosy. D-Panthenol nadaje elastyczność, objętość, zapobiega puszeniu się włosów. Włosy stają się silne i pełne blasku, bardziej odporne na uszkodzenia, zyskują zdrowy wygląd, łatwiej się rozczesują. Są bardziej gęste, mocniejsze i odporniejsze na uszkodzenia. Wypadanie włosów wyraźnie się zmniejsza.
Opakowanie 
Wszystkie produkty zamknięte są w białych, nie przejrzystych opakowaniach. Tym razem nie zobaczymy ile produkty zostało. Jednak coś, co zwykle bywa minusem, tu jest zdecydowanie na plus, bo opakowanie chroni cenne składniki przed destrukcyjnym dla nich działaniem światła słonecznego. 
Opakowania są spójne z innymi kosmetykami marki Seboradin, szampon ma wygodną nakrętkę na 'klik', maska jest w tubie, natomiast serum zamknięte jest w małych tubeczkach z wygodnym stożkowym aplikatorem, dzięki czemu lepiej się je aplikuje na skórę głowy. Każdy z kosmetyków zamknięty jest w kartoniku, z dużą ilością, cennych informacji na temat każdego z nich.
Skład
Składy każdego z kosmetyków wchodzących w skład kuracji robią wrażenie. Są długie i pełne ekstraktów, składników aktywnych i odżywczych. Flagowe komórki macierzyste w masce i serum są już na drugim miejscu.
Są też inne rzeczy, których część z nas stara się unikać, jak chociażby te nieszczęsne parabeny, ale przyznam, że mam nadzieję, że mimo wszystko każdy składnik ma tu swoje uzasadnione miejsce i jest przemyślany. Jednak jak, że nie jestem ekspertem, nie będę się wymądrzać ;) 
Prawda jest też taka, że przy zmaganiu się z wypadaniem włosów, dla wielu osób ważniejsza będzie skuteczność preparatu, a nie czy dało się dany składnik zamienić na inny.

Szampon

Maska

Maska zawiera składniki z certyfikatem Ecocert.


Serum


Pojemność, dostępność, cena
Szampon 200 ml za 51,99 zł, maska 150 ml za 59,99zł,  serum 15 ampułek po 6 g za 118,99 zł.
Całą kurację, jak i poszczególne kosmetyki można kupić w oficjalnym sklepie marki Seboradin KLIK oraz w aptekach.


Moja opinia

Szampon
Szampon zawiera SLS, którego na co dzień unikam i miałam z nim pewne obawy. Po pierwszym myciu na włosach powstał duży kołtun i bałam się, że tak już będzie co mycie i włosy ucierpią. Ku mojemu zaskoczeniu sytuacja się nie powtórzyła, co więcej już podczas mycia włosy były gładkie i absolutnie nie splątane. 

SLS zawarty w szamponie nie wysuszył moich włosów ani nie podrażnił skóry głowy. Obstawiam, że jest tam by dobrze oczyszczać skórę głowy po zastosowaniu serum i przed przyjęciem aktywnych składników z maski.

Szampon jest rzadszy, pieni się dobrze, ale dopiero przy drugim myciu (takie podwójne mycie zaleca producent).

Maska

Dość gęsta, nie spływa z włosów ale też dobrze się aplikuje, tak na skórę głowy gdzie ją delikatnie wmasowywałam, jak i na włosy.
Maskę zawsze trzymałam pod czepkiem i turbanem, 30 min lub dłużej. Niby producent mówi o 5 minutach, ale przebąkuje też coś o kompresie i dłuższym zostawieniu, a na profilu fb marki, padło też że im dłużej tym lepiej i to ja rozumiem ;)

Moje włosy po jej użyciu są miękkie, wygładzone, sprężyste oraz bardzo błyszczące. Ani razu nie były ani obciążone, ani przesadnie lekkie. Miały objętość, ale się nie puszyły. 
Już po pierwszym użyciu włosy wyglądały dobrze, natomiast przy regularnym stosowaniu zauważyłam sporą różnicę w ich wyglądzie. Uważam, że moje włosy są zdrowe, ale wiem też, że z racji na swoją kręconą naturę są wymagające i nie zawsze wyglądają idealnie. Podczas stosowania maski nie brakowało im zupełnie nic i nie miałam z nimi żadnych problemów. Mam też wrażenie że spadła mi porowatość włosów, co jest dla mnie ogromnym osiągnięciem/plusem. Nawet loki, które zrobiłam raz po długiej przerwie i właściwie od niechcenia, prezentowały się pięknie, były gładkie (takie lubię najbardziej) i błyszczały jak głupie. Cudo po prostu!

Od dawna urozmaicałam swoją pielęgnację w celu odpowiedniego i pełnego dostarczenia moim włosom, potrzebnych im składników. Mając w planach stosowanie jedynie kuracji FitoCell, trochę się obawiałam, czy włosom się nie znudzi, ale wydaje mi się, że jest wręcz przeciwnie i taka "mono" pielęgnacja zdecydowanie im służy. 

Trzeba jednak zwrócić uwagę, że każdy z produktów nasycony jest substancjami odżywczymi i skład skonstruowany jest tak, by zapewnić włosom zmagających się z problemem tego, czego potrzebują. W potrzeby moich włosów FitoCell wstrzelił się wyśmienicie.

Serum

Serum zamknięte jest w małych tubkach o pojemności 6 g i taką ilość powinno się używać raz dziennie przez okres 3 miesięcy, czyli czas trwania pełnej kuracji. Sama zazwyczaj tubkę stosowałam na dwa razy, ale wynikało to głównie z poczucia, że skóra głowy jest już dobrze pokryta, a nie chciałam "marnować" produktu na włosy czy wycierać serum w poduszkę.

Serum stosowałam na noc. Producent zaznacza, że może obciążać włosy i konieczne będzie umycie włosów na następny dzień. Nie lubię myć włosów codziennie, jest to dla mnie kłopotliwe i normalnie po prostu nie mam takiej potrzeby, więc nie bardzo podobał mi się ten pomysł. Na szczęście okazało się, że do żadnego obciążenia u mnie nie dochodziło i włosy mogłam myć standardowo co 2-3 dni. 
Może gdybym zawsze używałam pełnej tubki było by inaczej, ale jak wspominałam kierowałam się indywidualnym odczuciem, a nie ścisłym zaleceniem. 

Serum ma lekką żelową konsystencje, co jest bardzo wygodne, choć najlepszy i tak jest stożkowy aplikator, którym idealnie trafiamy dokładnie tam, gdzie preparat ma się znaleźć czyli na skórę głowy. Ja robiłam przedziałki aplikatorem, a po pokryciu nim skóry głowy masowałam ją jeszcze przez kilka chwil i/lub przeczesywałam/masowałam TT. I tak codziennie, no prawie, bo przyznaje, że zdarzały mi się pojedyncze dni lenistwa.


Muszę wspomnieć jeszcze o zapachu. Cała seria ma ten sam kwiatowo-pralinkowy zapach, który bardzo mi się spodobał i niezwykle uprzyjemniał stosowanie kosmetyków. Szampon i maska pachną intensywniej i włosy potrafią utrzymywać ten zapach jeszcze przez kolejne dni, co dla mnie było dodatkowym plusem.

Kosmetyki są też dość wydajne, po miesiącu regularnego stosowania, mam jeszcze ok. połowy szamponu, maska też starczy jeszcze na kilka-kilkanaście użyć, a wcale jej sobie nie żałowałam. Jedynie serum skończyłam, choć i tak starczyło na 30 a nie 15 dni.


Wypadanie
Od momentu zmniejszenia wypadania balsamem Seboradin Przeciw Wypadaniu, moje włosy wypadają raczej w mojej utrzymującej się od dłuższego czasu normie, choć oczywiście bardzo chętnie ograniczyłabym ten proces jeszcze bardziej. 
Przez większość czasu nie zauważyłam większych zmian w ilości wypadających włosów, aż w ostatnim tygodniu ich ilość podczas mycia (kiedy to wypada mi ich najwięcej) znacznie się zmniejszyła.  Podobnie jak przy balsamie, zwiększone efekty zaczynam odczuwać po ok. 3 tygodniach i odczytuję to jako dobry znak :) 

Wzmocnienie
Włosy wyglądają lepiej, są gładsze, wizualnie oraz w dotyku, mają większy połysk i większą sprężystość. Są też bardziej odporne na uszkodzenia. 

Odrost włosów
To chyba to, na co liczyłam najbardziej i się nie zawiodłam. Pojawiły się nowe baby hair, a te które wyrosły przy stosowaniu balsamu przeciw wypadaniu, zdecydowanie się wydłużyły.  Zagęściły się na linii włosów nad czołem oraz na zakolach. Podczas dotychczasowej kuracji włosy rosły też szybciej niż miesiąc temu. 

Żałuje, że nie miałam okazji zrobić sobie takich super zdjęć w przybliżeniu, jakie widać na opakowaniach kosmetyków i potwierdzić obietnice producenta. Mimo wszystko gołym okiem widzę, że jest lepiej, a nowe włosy się pojawiają. 


Podsumowując

Na swoim przykładzie mogę potwierdzić, że kuracja działa. Przychylam się do zapewnień producenta o odroście, zagęszczeniu i wzmocnieniu włosów. Poprawia się też ich kondycja i wygląd. Jak dla mnie to naprawdę dobre, kompleksowo działające kosmetyki. Kiedy przystępowałam do ich testowania, nie spodziewałam się, że będą miały tak pozytywny wpływ na moje włosy. 

Jedyny minus jaki widzę to cena pełnej kuracji, którą należałoby stosować przez 3 miesiące dla uzyskania najlepszych efektów. Myślę jednak, że przy dużych problemach z włosami, efekt jaki można osiągnąć może być ważniejszy i cenniejszy. Sama też wiem, że często kupuje się dużo, różnych produktów dedykowanych wypadającym włosom, a efekt nie zawsze jest zgodny z oczekiwaniami i obietnicami producenta. 
Z tego co widziałam, obecnie trwa promocja na stronie producenta i cała kurację można kupić taniej aż o 56 zł :) Link do sklepu KLIK



Pozdrawiam ciepło :)
Czella
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...