piątek, 29 listopada 2013

Nie taka nud(e)na biel od MUA

Robiąc zakupy w Mintishop nie mogłam przejść obojętnie obok kosmetyków MUA. To tania i podobno dość dobra brytyjska marka. Między innymi wybrałam lakier w kolorze All Nude, choć według mnie nazwa może być myląca. Lakier jest w kolorze kremowej bieli. W zależności od światła wygląda na bardziej kremowy lub po prostu jak biały.


Opakowanie
Ma zgrabną buteleczkę z wąską nakrętką i równie niewielkim, wąskim pędzelkiem. Dobrze się sprawdza do malowania krótkich paznokci.

Konsystencja
Lakier jest dość rzadki, pozwala na położenie cienkiej warstwy. Przy odrobinie nieuwagi może trochę upaćkać skórki i nie tylko, co możecie dostrzec na zdjęciach :)
Po jednorazowym użyciu, od razy widać ubytek lakieru.


Krycie
Żeby lakier dobrze wyglądał potrzebne są dwie do trzech warstw, w zależności od ich grubości. Nie jest jakoś specjalnie problematyczny, nie smuży.

Trwałość
Niestety lakier wytrzymał u mnie dobę ale możliwe, że przyczynił się do tego kiepski stan moich paznokci lub jakieś moczenie rąk w wodzie.




Pojemność/cena
6,2 ml/5,90 zł

Dostępność
Superdrug w Angli, oficjalny sklep MUA KLIK .
W Polsce w niektórych sklepach internetowych np. Mintishop KLIK, bywają też na Allegro.







Użyłam tego zestawu.



Białe paznokcie to dla Was hit czy kit?

Pozdrawiam ciepło :)
Czella

czwartek, 28 listopada 2013

Paczka od Mamy czyli kilka kosmetycznych nowości

Tytułową paczkę dostałam prawie dwa tygodnie temu, ale ponieważ mam duże blogowe zaległości, to jeden z wielu postów jakie ukazują się z opóźnieniem.
W paczce znalazły się moje zakupy z Sheinside, które zrobiłam chyba z 2 i pół miesiąca temu oraz ubraniowe i kosmetyczne podarki od Mamy. Skupię się na tych kosmetycznych :)


Trzech, a właściwie czterech rzeczy się spodziewałam, pozostałe były miłym zaskoczeniem.

Farmona Tutti Frutti Kremowy peeling myjący o zapachu cynamonu i karmelu. Mama wiedząc, że mam jesienno-zimową manię tego zapachu, dokupiła mi do kompletu peeling, którego ja (tu) w pobliskim Rossmannie nie widziałam. Teraz odurzam się olejkiem do kąpieli, peelingiem i masłem do ciała :)

Avon Speed Dry. Lakier do paznokci w cudownym kolorze czerwonego wina. Na razie wylądował na paznokciach u stóp i zachwyca mnie za każdym razem gdy widzę swoje gołe stópki :)
Duża i bardzo miła niespodzianka :)

Loton Provit Rosa we włosach. Lekka odżywka w sprayu do włosów. Mama kupiła sobie jakiś czas temu, ale jakoś nie ma okazji używać, więc dostałam w spadku. Zużyję, choć chyba dopiero na wiosnę :)

Barbra Pro Serum z mirrą i odżywka z krzemem i koralowcem. Wyczekane przeze mnie produkty, kupione na targach kosmetycznych, coś co mam nadzieję definitywnie wyeliminuje moje problemy z paznokciami. Jestem już w trakcie testów serum i widzę poprawę w stanie paznokci.

Na koniec garść próbek kremów z Ziaji oraz Noni Care, którą właśnie wczoraj wykorzystałam i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym kremem. Będę miała go na uwadze, kiedy będę potrzebowała nowego kremu.

Te kilka rzeczy zasiliły moje kosmetyczne "zbiory" i sprawiały wielką radość :D


Znacie któryś z tych produktów?


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

środa, 27 listopada 2013

Termo-czepek Inventure

Czepka do włosów używam od wielu lat, ale początkowo używałam go jedynie by ochronić włosy podczas kąpieli, gdyż wszelka wilgoć na mozolnie prostowanych włosach była niewskazana :) Przeznaczenie czepka lekko zmieniło się wraz z bardziej świadomą pielęgnacją moich włosów, ale tak naprawdę dopiero w tym roku zaczęłam używać go regularnie jako element zestawu maska i ręcznik. Niestety mój czepek był już mocno wysłużony i rozciągnięty, a ja nie mogłam się zebrać do zakup kolejnego. Kiedy pod koniec września odezwała się do mnie Pani Joanna z firmy Inventure z propozycją przetestowania Ich Termo-czepka, był to strzał w dziesiątkę.

Dostałam opakowanie zawierające trzy czepki oraz miły list, po testach miałam jedynie wypełnić ankietę. Ponieważ jestem z tego pomysłowego produktu wyjątkowo zadowolona, chcę Wam o nim opowiedzieć.



Wg producenta
"Pod wpływem ciepła otwierają się zarówno pory w skórze jak i łuski włosa, co umożliwia efektywne przyswajanie dobroczynnych składników odżywczych. Ta prosta zasada wykorzystywana w działaniu termo-czepka, który utrzymuje naturalne ciepło wytwarzane przez głowę bezpośrednio przy skalpie
i włosach
Atutem termo-czepka jest to, że dzięki zastosowanej warstwie chłonnej, zatrzymuje nałożone substancje odżywcze na włosach i skórze głowy ograniczając ich wyciekanie na zewnątrzPonadto termo-czepek skonstruowany jest tak, że przy jego prawidłowym założeniu, stabilizuje włosy na głowie dając pełną swobodę ruchówEstetyczne wykończenie termo-czepka zapewnia schludny wygląd i daje poczucie komfortu. Czepek jest idealnym rozwiązaniem podczas aplikacji kosmetyków, które wymagają wstępnego umycia / zwilżenia włosów.Doskonale wspomaga więc działanie odżywek, masek czy olejków do włosów."

Termo-czepek
Czepek jest w formie długiego paska foli, na dole ma podkładkę z miękkiego włókna/delikatnej fizeliny
i zapięcie w formie naklejki, a u góry wstążeczki-troczki do ściągnięcia.



Sposób użycia
"Prawidłowe założenie termo-czepka gwarantuje jego prawidłowe działanie i komfort w noszeniu. Aby każdy mógł go jak najlepiej dopasować do kształtu i rozmiaru swojej głowy nowo zakupiony termo-czepek ma postać pasa:
1. Termo-czepek należy owinąć dookoła głowy tak, aby warstwa chłonna szczelnie przylegała do skóry głowy na granicy linii włosów (wszystkie włosy powinny być zebrane pod czepkiem – nie mogą wychodzić na zewnątrz).

2. Pas jest dłuższy niż obwód głowy, wykorzystując całkowitą długość pasa druga warstwa będzie nachodzić częściowo na pierwszą.

3. Dolną krawędź termo-czepka należy zabezpieczyć przed rozwinięciem przy użyciu załączonej naklejki(widocznej po całkowitym rozwinięciu termo-czepka, zaznaczonej na schemacie powyżej kolorem żółtym). 
4. Najlepiej jest jeśli podczas przyklejania naklejki delikatnie naciągniemy zewnętrzną warstwę pasa poprawiając szczelność. 
5. Ściągamy maksymalnie tasiemką górną krawędź termo-czepka i zawiązujemy tak, aby szczelnie przylegał do włosów, stabilizując je przy głowie."

Strona producenta: 
hairinventure.com

Zastosowanie
Razem z maskami, odżywkami, olejkami, kuracjami aby wspomóc ich działanie. Także przy farbowaniu włosów.

Opakowanie
Proste foliowe opakowanie, zawierające trzy termo-czepki. Prosta, przejrzysta grafika oraz informację odnośnie sposobu użycia.




Cena
Od 7,50 zł do 4,91 zł (w promocji).

Dostępność
Dostępność jest taka sobie, ale z tego co zauważyłam, to ciągle się poszerza. Termo-czepek dostaniecie głównie w internecie ale i znajdziecie go w niektórych miejscach stacjonarnie.
Lista punktów dystrybukcyjnych na stronie KLIK
Widziałam go także na Allegro.

Moja opinia
Termo-czepek pierwszy raz zobaczyłam na blogu Eve i bardzo mnie zainteresował więc tym bardziej byłam ciekawa tego cuda. Od momentu kiedy go dostałam używałam go regularnie przez cały miesiąc, przy każdym myciu razem z maską i ręcznikiem, choć czasem rezygnowałam z ręcznika.
Trochę obawiałam się jego formy, ale sobie bez problemu poradziłam :) Termo-czepek świetnie przylega, co po moim starym czepku jest bardzo przyjemną odmianą. Zapobiega wydostawaniu się wilgoci na zewnątrz
i utrzymuje przy głowie wyższą temperaturę. Chociaż czepek nie jest "pełny" (jak np. czepek kąpielowy), fragmenty foli na siebie nachodzą i widać, że jest wewnątrz zaparowany, więc zimne powietrze się do środka nie dostaje, tym samym termo-czepek spełnia swoją rolę.
Przy dobrym, ścisłym założeniu/dopasowaniu czepek jest mega stabilny i mobilny, a ja mogę dosłownie zapomnieć, że mam coś na głowie. Z termo-czepkiem wykonywałam już wszelkie domowe czynności
a nawet ćwiczyłam (pozbywałam się wtedy jedynie ręcznika).
Obawiałam się jednorazowości czepka, ale okazało się, że spokojnie mogę go używać wielokrotnie, ponieważ naklejka mocująca wciąż mocno kleiła. Mój pierwszy termo-czepek używałam ok. 7-krotnie, aż zakończył swój żywot po spotkaniu z farbą do włosów. I nie, wcale się podczas tego wydarzenia nie zniszczył, tylko biała taśma uległa zafarbowaniu i pomyślałam, że to już jego czas :)
Po użyciu z maską, wspomniana biała taśma była zazwyczaj wilgotna (tak jak i czepek wewnątrz), więc pozostawiałam czepek do wyschnięcia (wieszałam go za wstążeczkę, na pokrętle od łazienkowego grzejnika), uważając by naklejka gdzieś nie zamokła, po prostu najczęściej ją przyklejałam po zewnętrznej stronie, tak jakby czepek był na głowie.

Wydaje mi się, że zalety stosowania czepka czy jakiejś foli na głowę po aplikacji maski do włosów (odżywki, kuracji) są Wam znane, a przynajmniej wiecie, że taka praktyka istnieje :) Przewagą Termo-czepka Inventure jest niewątpliwie jego indywidualne dopasowanie i perfekcyjne przyleganie do głowy (szczególnie przy karku, skroniach, czole). Nie ma mowy o rozciąganiu się gumeczki i cieknięciu wody po karku (no chyba, że włosów w ogóle nie osuszycie). Jest też szybki i dość łatwy w użyciu. Kolejną zaletą jest fakt, że można stosować go wielokrotnie, nie wyobrażam sobie, że miałabym taki czepek wyrzucać po każdym "zabiegu" na moich włosach i przyczyniać się jeszcze bardziej po olbrzymiej góry plastikowych śmieci.



Plusy
  • możliwość indywidualnego dopasowania (długie włosy spokojnie się pod nim zmieszczą)
  • szczelność
  • wygoda i zapewniona mobilność
  • pośrednie działanie pielęgnacyjne
  • wielorazowość użytku
  • ładne "włosomaniacze" logo
  • cena

Minusy
  • dostępność
  • możliwe maleńkie problemy z pierwszym użyciem


Zdaje sobie sprawę, że mocno wychwalam, ten kawałek plastikowej foli, ale uważam, że Termo-czepek został bardzo fajnie pomyślany i spełnia obietnice producenta. Chciałoby się powiedzieć "mała rzecz
a cieszy" :) 
Miałam swoje uwagi np. czemu w sumie czepek nie jest "cały i okrągły" ale wtedy raczej nie był by taki dopasowany i w końcu nie wymyśliłam nic mądrzejszego niż twórcy termo-czepka.
Używam go z przyjemnością, jest to praktycznie nieodłączny element mojej pielęgnacji włosów i na razie nie widzę równie skutecznej i komfortowej w stosowaniu alternatywy (ale podobno ma być ulepszona wersja, więc znów jestem ciekawa :) ).


Spotkałyście się z tym produktem? W ogóle używacie czepków i macie swoje patenty na wzmocnienie działania kosmetyków do włosów?


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

niedziela, 24 listopada 2013

-40% na bis

Kontynuuje temat promocyjno-zakupowo-szaleńczy, bo dokupiłam kilka drobiażdżków, obiecuję jednak, że to już koniec :)

Rossmann


Upolowałam w końcu brązowy, matowy piasek z Wibo nr 2 (znów wzięłam ostatnią sztukę), bibułki matujące Wibo, o których ostatnio zapomniałam (3,39 zł) oraz lakier Lovely nr 237 (3,39 zł), który poprzednio miałam w planach, ale wtedy w końcu go nie wzięłam. Skusiłam się również na jeszcze jeden cień Miss Sporty nr 129 (4,79 zł), bo wyglądał słodko, jak cukiereczek ;) Chwyciłam także korektor rozświetlający z Lovely (4,59 zł), jednak mimo spojrzenia szybko w sklepie na dość pochlebne recenzję, po pierwszych testach jestem rozczarowana. Korektor ciemnieje i zamiast rozświetlać, tworzy żółte podkówki pod oczami. Nie mam ja szczęścia do korektorów, oj nie mam...

SuperPharm


Do SuperPharm wybrałam się ze względu na obniżkę na produkty do włosów oraz witaminy. Żadnych interesujących mnie witamin ani suplementów niestety nie znalazłam, ale kupiłam odżywkę w sprayu Gliss Kur z 7 olejami i, a jakże, silikonem (10,49 zł) oraz maskę Naturalne Oleje (11,99 zł) tak popularnej w blogosferze, a mnie do tej pory nieznanej, marki Biovax.

Dodatkowo kupiłam dla Mamy podkład Lirene, bo w R. ta marka nie była objęta promocją.

W SuperPharm było dużo ludzi i ciekawe było małe zamieszanie cenowe, bo były ceny regularne, promocyjne oraz informacje o promocji -40% i można było mieć wątpliwości, która cena jest wiążąca. Koniec końców -40 było obliczane przy kasie od ceny regularnej i np. w przypadku aktualnej promocji na maski Biovax a akcją specjalną było zaledwie 2 zł różnicy, więc jeśli nie zdążyłyście zrobić tam zakupów, jeszcze nic straconego. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich produktów, ale ogólnie promocji było/jest sporo.


To na tyle, żadnymi Rossmannami, SuperPharmami ani Hebe nie będę więcej zamęczać, kusić i szczuć. Swoje kupiłam i basta, teraz tylko muszę wziąć się za nową organizację kosmetyków, bo nie dość że lakiery mi się nie mieszczą, to ileż można cisnąć się z kolorowymi kosmetykami w niewielkiej kosmetyczce? Na razie myślę nad wykorzystaniem organizera biurkowego. Macie jakieś sprawdzone patenty na organizację kosmetyków?


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

sobota, 23 listopada 2013

Byłam, przeżyłam, kupiłam czyli Rossmann -40%

Poprzedni post dotyczył przygotowania do "operacji Rossmann" i mojej liście zakupów, więc oczywiste jest, że dziś pokarzę Wam moje zdobycze :)

Do R. mogłam wybrać się wczoraj dopiero późnym popołudniem/wieczorem i miałam wielkie obawy, że zastanę puste półki, tym bardziej, że to jedyny (z tego co wiem) Rossmann w okolicy. Luby miał trzymać kciuki, a gdy wychodziłam życzył powodzenia. Podziałało! :)

Przy szafach kłębiło się sporo pań i z każdą chwilą pojawiały się nowe. Przebrane były oczywiście piaski Wibo (chwyciłam ostatni szmaragdowy), puste miejsca były też w szafie Lovely, zdarzyło mi się wziąć z trzy ostatnie produkty, ale poza tym szafy były dobrze zaopatrzone. Właściwie po kolei brałam rzeczy ze swojej listy, potem trochę się pokręciłam, pozastanawiałam, powybierałam.  
Właściwie nie wyszłam poza listę, ale tą rozszerzoną ;) Nie dostałam trzech drobiazgów, ale to nadrobię.

Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie pracownice Rossmanna, bo były bardzo pomocne i kiedy nie było czegoś na półce wystarczyło zapytać, a panie sprawdzały w tych wielkich szufladach. Słyszałam także jak zwracały uwagę jednej babeczce, która testowała normalny produkt (ale też zauważyłam, jak jakaś dziewczyna po kolei otwierała tusze do rzęs, nawet taki, który miał szczoteczkę pokazaną na zewnątrz...nie każdego dało się upilnować).
Kosmetyki w większości miały oryginalne zabezpieczenia, a np. konturówki do ust Lovely były zaklejone taśmą. Mimo mojej czujności, trafiła mi się niemiła niespodzianka, jedna z pomadek Wibo była testowana, czego nie zauważyłam, bo naklejka na opakowaniu wyglądała na nienaruszoną.

Kupiłam dużo, ale część potrzebowałam na już, część to zapasy, kolejna kosmetyki odkładane w czasie, kilka polecanych i kilka kosmetycznych fanaberii, ale na pewno nic nie będzie leżeć nieużywane. Głowy na zakupach nie straciłam, z fortuną to już inna inszość ...

Tak się to prezentuje


Zdjęcia w nie najlepszej jakości, ale był u mnie dość ciemny dzień i trudno mi było zdjęcia doświetlić.

Tusze: Max Factor False Lash Effect (29,99), Max Factor 2000 Calorie Dramatic Look (17,99), Miss Sporty Lash Millionaire All-In-One (8,99).
Lakiery: Rimmel Salon Pro 711 Punk Rock (11,39) , Wibo Glamour Sand Efect nr 1 (4,59), Lovely Gloss Gel Like nr 206 i 128, Lovely Classic nr 365 (3,39), Miss Sporty Clubing Colour 031 (3,89) oraz odżywka wybielająca (4,79), Wibo preparat do skórek (4,19).
Podkłady,pudry: Bourjois Healthy Mix podkład (35,99)  i puder (24,59) w najjaśniejszych odcieniach,
Rimmel Stay 
Matte 15,59.
Róże, bronzery: bronzer z rozświetlaczem Miss Sporty Oh Oh Tan So Fine nr 1 (8,39), róż Lovely Natural
 Beauty nr 1 (5,19).
Cienie: Miss Sporty mono cień nr 110 Sense (4,79), Maybelline Collor Tattoo nr 40 (do brwi) (14,39).
Pomadki: Astor Soft Sensation Lipcolor Butter 013 Magic Magenta (15,59), Wibo Eliksir nr 8 i 5 (5,19).

Inne: Poza promocją kupiłam pomadkę ochronną Isana z limitowanej kolekcji Malina i Rabarbar (4,19).

Ceny wielu kosmetyków po obniżce można sprawdzić także na stronie Rossmanna, ceny z racji promocji nie wzrosły.









Ogólnie jestem bardzo zadowolona i kosmetycznie czuję się spełniona (wpadnę jeszcze tylko po dwie rzeczy) i myślę, że najwcześniej za pół roku kupię coś z kolorówki.
Mówiłam, że po rossmannowskiej promocji ban kosmetyczny będzie mi się należał ;)

Chętnie dowiem się jak było u Was :)
Wybieracie się jeszcze do SP i Hebe? 


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

czwartek, 21 listopada 2013

Jak nie stracić głowy i fortuny czyli Rossmann -40%

Dziś wracam do Was z postem wyjątkowo na czasie, bo (choć na tę chwilę informacji na stronie wciąż nie ma) już jutro w Rossmannie kosmetyczne zakupy z poczuciem winy obniżonym o 40 %.
W szale zakupów łatwo się zatracić, dlatego myślę, że warto się dobrze przygotować, by nie skończyć
z portfelem, w którym będzie hulał wiatr i zalegającymi kosmetykami, które użyjemy tylko raz i to jak dobrze pójdzie.

Co warto zrobić?

  • listę zakupów

Najpierw możecie wypisać wszystko co chciałybyście kupić, co Wam się skończyło, czego zakup wciąż odkładałyście, swoich ulubieńców, coś co chciałyście wypróbować, pomysły na prezenty. 
Jeśli na liście macie produkty nowe, warto wcześniej sprawdzić opinie o nich, a nawet obejrzeć je wcześniej na spokojnie w drogerii, tak by nie popełnić jakiegoś błędu i kupić bubela.

  • potem dokładnie przeanalizować tę listę

Czy faktycznie jest to wszystko nam potrzebne, czy korzystanie z danej rzeczy nie skończy się na jej kupieniu? I czy 26 błyszczyk, to naprawdę coś czego potrzebujemy do szczęścia?

Kolejną kwestią jest robienie zapasów. Przyznaję, że u mnie ten patent się sprawdził i podczas takiej dużej promocji kupuję rzeczy, które będę zużywać, aż do kolejnej promocji. Nie u każdego jednak ten system się sprawdzi, szczególnie jeśli mocno kuszą Was różne nowości i okazję i nie potraficie się powstrzymać od kupowania mimo zapasów.

  • sprawdzić ceny

Wiele kosmetyków dostępnych w dużych drogeriach  stacjonarnych, można kupić dużo taniej w drogeriach internetowych. Często różnice w cenach są drastyczne i nieraz miewam podejrzenia co do oryginalności czy świeżości tych kosmetyków, ale patrząc na sposób przechowywania kolorówki w nagrzanych szafach np.
w Rossmannie, to te internetowe mogą być w lepszym stanie. Poza tym kupując w dużym/popularnym sklepie internetowym możemy być spokojniejsi o jakość kosmetyków, mnie do tej pory nie zdarzyło się zaliczyć wpadki w takim przypadku (w przeciwieństwie do zakupów stacjonarnych).
Kupując przez internet w większości przypadków dochodzi opłata za przesyłkę i cena regularna internetowa oraz cena promocyjna stacjonarna jest taka sama lub zbliżona. Może nie ma się co rzucać na coś teraz jeśli, będę mogła to kupić w tedy, kiedy faktycznie będę tego potrzebować, za tę samą ceną. Trzeba rozważyć też inne wady i zalety takich (promocyjnych/internetowych) zakupów.

Aktualne ceny sporej części kolorówki możemy sprawdzić na stronie rossnet.pl KLIK, potem wystarczy już tylko obliczyć sobie cenę niższą o te 40%.
Istnieje ryzyko, że ceny wzrosną tuż przed promocją, więc dobrze jest się wcześniej wybrać i potem porównać.

  • podliczyć swoją listę i przeliczyć pieniądze

Koniec miesiąca nie koniecznie jest idealnym terminem na takie szaleństwo, dlatego warto ocenić, czy w tym momencie po prostu stać nas na te zakupy. Możliwe, że staniemy przed dylematem czy zrezygnować
z zakupu czy pokombinować, by kupić o prawie połowę taniej coś, czego i tak potrzebujemy. 

  • przeznaczyć konkretną kwotę na zakupy

Kwota, która wyszła nam z naszej listy + mały zapas na małe szaleństwo czy modyfikacje wynikające
z zastanych w drogerii warunków :)

  • logistyka

Podejścia do tematu mogą być co najmniej dwa. Możemy pójść na zakupy pierwszego dnia promocji rano, przed resztą, być dostać jeszcze to, co nas interesuje ale istnieje ryzyko, że rano półki nie będę uzupełnione, no i wiele z nas nie ma takiej możliwości, by wyrwać się rano na zakupy.
Można również wybrać drogerię na uboczu, gdzie szanse na przewinięcie się dzikich i oszalałych tłumów są mniejsze, choć nie zawsze takie drogerie mają pełny wybór asortymentu.
Oczywiście możemy także zrobić sobie rundkę po różnych Rossmannach, w różnych porach dnia i tygodnia, w poszukiwaniu upragnionych łupów. Z doświadczenia wydaję mi się, że to może być najczęściej wybierana strategia :)

Stosując się do powyższych zasad możemy mieć przekonanie bliskie pewności, że będziemy w pełni zadowolone z zakupów, portfel mocno nie ucierpi, a my uzupełnimy swoje kosmetyczne braki, dokładnie 
o to, czego potrzebujemy.

Moja lista prezentuje się następująco.


Tusze: Max Factor False Lash Effect oraz 2000 Calorie.
Lakiery: Rimmel Salon Pro, Wibo Sand Efect, prawdopodobnie także Lovely.
Podkłady i pudry: Bourjois Healthy Mix (raczej), Rimmel Stay Matt w kamieniu.
Pomadki: Planowałam głównie Astor soft sensation lipcolor butter ale nie wiem czy nie skończy się jedynie na kilku Wibo Eliksir i Lovely.
Inne: Wibo biułkim matujące, Eyeliner w żelu (jeśli go dostanę), myślę także o jakimś cieniu mono i  Color Tattoo Maybelline.

Nie wykluczam pewnych modyfikacji, jednak już uwzględnionych w moich zakupowych planach. 

Jeszcze garść informacji:
Promocja ma trwać od 22 do 28 listopada we wszystkich drogeriach Rossmann i będzie obejmowała kosmetyki kolorowe (w razie wątpliwości warto pytać czy sprawdzać w czytniku cen). 

Pamiętajcie, że cena na półce będzie regularna a obniżka jest naliczana przy kasie. Cenę promocyjną możecie wcześniej sprawdzić w czytniku cen.

Mój mały apel, choć jestem pewna, że większość z Was tego nie robi, ale jeśli nie jesteście pewne zakupu, nie otwierajcie opakowań, nie testujcie pełnowymiarowych kosmetyków. Jestem pewna, że każda z nas chce kupić nowy i świeży kosmetyk, więc róbmy tak byśmy wszystkie miały na to szanse.


Na koniec jeszcze informacja, o której pewnie większość z Was już wie, od dziś czyli 21 do 24.11 w Super-Pharm będzie -40% na wszystkie maskary, podkłady, oczyszczanie twarzy, stylizacje i odżywianie włosów, witaminy
i produkty na odporność. 
Promocji
nie podlegają artykuły apteczne a szczegółów należy dopytywać się
w danej drogerii, gdyż każdy sklep może mieć trochę inną kategoryzację produktów.
Z obniżki mogą skorzystać osoby posiadające kartę Life Style. Informacja o promocji pochodzi z smsa rozsyłanego przez SuperPharm, do osób, które podały swój numer telefonu i wyraziły zgodę na otrzymywanie informacji o ofercie handlowej.


Wybieracie się na zakupy czy wszystko macie? Podzielcie się swoimi typami na zakupy, może mnie jeszcze do czegoś zainspirujecie :)



Pozdrawiam Was ciepło i życzę udanych łowów!
Czella

czwartek, 14 listopada 2013

Gdzie jestem i co robię kiedy mnie nie ma

Jako, że od kilku dobrych dni nie ma mnie na blogu, stwierdziłam, że należą Wam się wyjaśnienia i tak oto chcę powiedzieć, co robię, kiedy mnie nie ma. Ogólnie rzecz biorąc ratuję świat. Ten mały, maleńki, mój. 
Jestem cichym bohaterem swego domu, którego wyczyny nikną pięć minut po ich dokonaniu.

Źródło

Tak z grubsza robię to:

  • Prowadzę dom czyli sprzątam, gotuję, zakupy czasem robię
  • Karmię, głąszczę i chodzę na spacery z czworonożnym członkiem rodziny
  • Ogarniam sprawy zawodowe, a przynajmniej usilnie się staram
  • Trochę ćwiczę
  • Regularnie nie udaje mi się wykreślić wszystkich pozycji z listy "to do"
  • W między czasie staram się trochę o siebie dbać
  • Tęsknię za blogiem
W sumie niewiele, ale jakoś skutecznie wypełnia mi to czas, którego brakuje mi na choć połowę rzeczy, które chciałbym zrobić i/lub czuję, że powinnam.
Ponieważ powoli przymierzam się do małych zmian, a część z nich nawet staram się już wprowadzać
w życie, trzymam się zasady, że obowiązki w pierwszej kolejności. Dlatego pewnie jeszcze chwilę mnie tu ani u Was nie będzie, ale czekam już na moment swojego powrotu i liczę na to, że nastąpi to szybko.



Jak zawsze pozdrawiam ciepło :)
Czella

sobota, 9 listopada 2013

Zakupy, nowości PO oraz oficjalny zakupowy ban.

Czasem coś planujemy, potem zmieniamy zdanie raz, drugi, trzeci, ale w końcu wychodzi jeszcze inaczej
i też jest fajnie :) Tak też było z zakupami, jakie chcę Wam pokazać. Miały być w tym miesiącu, potem jednak za miesiąc, w końcu kilka razy zmieniałam zawartość koszyka i oto są.

Chciałam być sprytna i podzielić produkty na zdjęciach sklepami, ale chyba w trakcie zmieniłam zdanie
i podzieliłam przeznaczeniem.

Mintishop


Zakupy były głównie podyktowane planowanym rozdaniem, a przy okazji wpadło też coś dla mnie i są to:

Paleta Natural Glow Barry M, którą już jakiś czas temu zobaczyłam u Idalii i mnie urzekła. Idealna do dziennych, ale nie tylko, makijaży. Dodatkowo jest ładnym produktem :)

Pomadka i lakiery MUA. Tanie i podobno dość dobre brytyjskie produkty, będę testować na sobie czy to prawda. 
Pomadka ma numer 7, lakiery to All nude i Bright Coral.

Poshe Fast drying top coat. Próbuję utrafić na idealny dla siebie produkt tego typu. Miniaturka jest w tym celu wręcz idealna.

Batiste Big & Bouncy XXL volume. Suchy szampon mający także zwiększać objętość.

To były moje pierwsze zakupy w Mintishop KLIK i chętnie kiedyś znów u nich zamówię. Zamówienie było szybko zrealizowane, przedmioty były ładnie zapakowana a paczka dość dobrze zabezpieczona i nic nie ucierpiało.

Lawendowa szafa


Planeta Organica Tureckie mydło do kąpieli - hammam - do łaźni i pod prysznic. Już od dawna marzyło mi się to mydło (jak i pozostałe z serii), to tureckie jest w 100% naturalne.
Więcej info KLIK <-- link do sklepu

Planeta Organica Morze Martwe - regeneracyjna maska do włosów - włosy zniszczone. Nowa seria kosmetyków z minerałami z morza martwego, to dla niej odsunęłam w czasie kupno maski Omnia. Skusiłam się bo nowość, bo PO, bo skład i bo silikony, które chcę tą chłodną porą używać świadomie. 
Więcej info KLIK

Planeta Organica Morze Martwe - nawilżające serum do twarzy - skóra sucha i wrażliwa. Jestem bardzo ciekawa tego serum (w formie kremu), ma fajny skład i dużą pojemność 100 ml. Powstrzymam się jednak z otwarciem, aż wykończę aktualnie używane kremy.
Więcej info KLIK

Sylveco Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu. Czytałam, że cynamonem to ona za bardzo nie pachnie, ale musiałam się o tym sama przekonać, poza tym ostatnio bardzo lubię się
z rokitnikiem.
Więcej info KLIK

Także moje pierwsze zamówienie w sklepie Lawendowa szafa KLIK. Mają naprawdę duży wybór
i przekrój producentów i to ich wielki atut, ceny przeciętne, ale skorzystałam z kuponu -15 % z jednego
z blogów KLIK i były przyjemniejsze ;)

Ponieważ bywa, że mam średnie wyczucie czasu (lub sklepy), kilka godzin po moim zamówieniu wprowadzono darmową przesyłkę od 100 zł, a teraz w weekend 8-11 listopada jest 12 % obniżki (przy zamówieni za min. 30 zł należy wpisać kod WEEKEND, promocje jednak nie sumują się). 

Zamówienie także szybko zrealizowane, paczka zabezpieczona, ogólnie wszystko fajnie więc polecam :) 


A teraz oświadczenie :)
Uroczyście oświadczam, że poza Rossmannowym szaleństwem jakie przed nami, nie planuję przez jakiś czas zakupów i nakładam na siebie zakupowego bana. Wiem, że będę potrzebować kremu do rąk i stóp, ale będzie to po prostu coś, co mi się w najbliższym czasie skończy i będę potrzebowała w to miejsce zastępstwa, poza tym będę głucha na pokusy.

Jeśli przyłapiecie mnie na zakupach, proszę mi przypomnieć, że nie brakuję mi nic pierwszej potrzeby i mam grzecznie wrócić do zużywania, tego co mam. Dziękuję :)


Dajcie znać jeśli coś szczególnie Was zainteresowało i chciałybyście wiedzieć o tym coś więcej w pierwszej kolejności.


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

piątek, 8 listopada 2013

Szybki nius: Glossybox za 29 zł i promocja w Rossmannie -40 %

Niusy miały być już wczoraj, ale jakoś wyleciały mi z głowy, więc szybciutko nadrabiam i uprzejmie donoszę o dwóch promocjach, którymi możecie być zainteresowane.

Glossybox
Zdjęcie pochodzi z serwisu zlotewyprzedaze.pl
Na Złotewyprzedaże.pl możecie kupić teraz poprzednie wersje pudełek w cenie 29 zł + 9,90 dostawa.
W sumie trochę taniej (ok 10 zł) niż normalnie i jeśli nie zdecydowałyście się poprzednio a coś Was zaciekawiło, to teraz macie  jeszcze przez chwilę okazję by wypróbować kosmetyczne pudełeczko.
Chyba trzeba się pospieszyć, bo męskie już zostało wyprzedane.

Ja w serwisie Złote wyprzedaże jeszcze nic nie kupowałam, gdzieś przy jakiejś okazji się zarejestrowałam, ale to chyba dość popularny serwis z "okazjami" :)

Rossmann

Baner z poprzedniej promocji :)
Rozważałyśmy już termin kolejnej promocji z cyklu -40 % i może nie jest to nic nowego, ale wczoraj na wizażowym wątku właśnie tego dotyczącym TU, padła informacja, że to będzie ostatni tydzień listopada. Wiadomość nie jest w prawdzie oficjalna, ale ja mam zamiar już jakąś listę zakupową sklecić :)

Mam nadzieję, że skorzystacie z tych informacji :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

czwartek, 7 listopada 2013

Olejowanie paznokci. Moje uwagi i dalsze plany

Już dawno, bo w sierpniu pisałam o olejowaniu paznokci KLIK. Miałam po miesiącu zdać relację, ale nie wyszło. Ponieważ jestem winna, to się tłumaczę. Nie wyszło bo:

  • skończył mi się olejek z drzewa herbacianego, a potem olejek Alterra i mieszanka z olejem rycynowym
  • wyjazd i zawirowania związane ze zmianą miejsca zamieszkania  i  pracy
  • przeprowadzka i  to co z nią związane, czyli np. pakowanie
  • choroba
  • ogólne rozbicie i zniechęcenie


Do olejowania paznokci przystąpiłam z entuzjazmem i wieczór w wieczór wmasowałam w paznokcie olejek (przez trzy tygodnie) a ponadto przez pierwszy tydzień moczyłam paznokcie w ciepłym oleju. W tym czasie nie używałam lakieru do paznokci.

Co zaobserwowałam/osiągnęłam olejując paznokcie:

na plus

  • zgodnie z zamierzeniem pozbyłam się białych plamek po uszkodzeniach mechanicznych
  • wyeliminowałam ból/dyskomfort paznokci przy braku lakieru na paznokciach
  • poprawił się stan skórek
  • paznokcie zyskały zdrowszy odcień


na minus

  • onycholiza się pogłębiła (?!?)
  • już w pierwszym tygodniu intensywnego olejowania (dzień w dzień moczenie w ciepłym olejku) złamały mi się dwa paznokcie (w dodatku krótkie), w kolejnym tygodniu (bez moczenia) sytuacja się powtórzyła
  • chyba oparzyłam paznokcie ciepłym, choć wcale nie (jak się zdawało) za ciepłym olejkiem i przez kilka dni były dziwnie zaróżowione a nawet miejscami lekko fioletowe.


Choć uzyskałam część zamierzonych pozytywnych efektów, to te negatywne dość mnie, mówiąc w prost, wkurzyły i zniechęciły, co w powiązaniu z powodami, o których pisałam na początku, spowodowało iż zarzuciłam olejową pielęgnację paznokci. Na szczęście czasowo, bo tydzień temu powróciłam do "walki"
o zdrowe i mam nadzieję piękne paznokcie. 

Przez ostatni miesiąc moje paznokcie były w ciężkiej formie, nie wyglądały najlepiej, a skórki były wysuszone. Zaczęłam w końcu  używać rękawiczek przy sprzątaniu/kontakcie z detergentami i powróciłam do preparatu krzemowego Joko. Paznokcie zaczęły wizualnie wyglądać lepiej, ale też złamały mi się dwa poniżej wolnego brzegu paznokcia (ałć!), a na kolejnych widzę poprzeczne pęknięcia i czuję, że płytka jest uszkodzona np. kiedy pisze na klawiaturze. Na szczęście onycholiza sobie gdzieś poszła i mam nadzieję już nie wróci.

Tym razem z lenistwa czy też, jak kto woli, wygody sięgnę po gotowe preparaty:
  • Regenerum (już używam)
  • odżywkę z mirrą Barbra Pro (czekam aż paczka przyjdzie)
  • odżywkę z krzemem i koralowcem Barbra Pro

Stan obecny, po tygodniu stosowania Regenerum, głównie na skórki i przy macierzy paznokcia (bo przeważnie miałam pomalowane paznokcie). Same paznokcie się nie zmieniły, ale skórki wyglądają już lepiej.
Jestem zachwycona formą tego serum. Tubka z pędzelkiem to strzał w dziesiątkę!

Nie będę czasowo deklarować aktualizacji, ale na pewno będę chciała zdać relację z efektów, jakiekolwiek by one nie były :) Wtedy też będę mogła powiedzieć coś więcej o samym Regenerum do paznokci.


Miałyście jakieś doświadczenia z którymś z wymienionych przeze mnie preparatów?


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

środa, 6 listopada 2013

Wibo Wow Glamour Sand Effect nr 4

Piaskowe lakiery od początku trafiły w mój gust, więc chętnie sięgam po ich różne wersje. Seria Wow Glamour Sand Wibo bardzo mi się spodobała i dziś pokażę Wam nr 4. 


Wg producenta
"WOW Glamour Sand dzięki błyszczącym drobinkom brokatu, po wyschnięciu nadaje niezwykle modny efekt piaskowej struktury. Kolory kolekcji nawiązują do błyszczących trendów tej jesieni."



 Nr 4 to ciemna baza z wielokolorowym, drobnym brokatem. W zależności od światła jest to grafit lub prawie czarny mat lub połyskujący drobinkami ciemny granat.




Lakier daje "asfaltowe" wykończenie. Struktura jest chropowata, ale nie haczy o ubrania. Jedynie początkowo drobinki na samej krawędzi paznokcia mogą przeszkadzać, na szczęście szybko się wycierają.



Lakier łatwo się nakłada, nic się nie rozlewa, ma odpowiednią konsystencję.
Dobrze kryje, teoretycznie jedna warstwa jest wystarczająca, ja dla lepszego efektu daję dwie.
Lakier jak inne piaski szybko schnie, jest dość trwały (raczej najpierw zetrą się końcówki, niż odpryśnie, choć i to się zdarza), zmywa się nie najgorzej.



Piaskowy lakier, szczególnie taki jak te z serii Glamour Sand, to niezawodny sposób na świetny efekt przy minimalnym nakładzie czasu i wysiłku. 
Dostaniecie go na pewno w Rossmannie (jeśli akurat nie jest wykupiony), w cenie regularnej 7,69 zł.

  
Nr 4 dla dla mnie prawie identyczna kopia P2 050 Confidential KLIK. Tamten miał chyba więcej granatowo-fioletowych tonów, jednak są bardzo podobne. Mój P2 przechwyciła moja Mama, więc cieszę się, że mogłam kupić zamiennik stacjonarnie, w Rossmannie, w dodatku co najmniej o połowę taniej.


Już niedługo pokażę Wam również nr 3.
Na inne odcienie i wykończenia też mam chęć, ale czekam na dobrą promocję :) 


Pozdrawiam ciepło :)
Czella 


PS. Czy tylko mi Blogger tak dziwnie zżera jakość zdjęć?

wtorek, 5 listopada 2013

Landryneczka czyli rokitnikowy krem do ciała Planata Organica

Pod koniec września kupiłam sporo rosyjskich kosmetyków do ciała. Od tamtego czasu regularnie ich używam i dziś przyszedł czas na recenzję kolejnego z nich, a będzie to rokitnikowy krem do ciała. Czy się sprawdził, dowiedzie się z dalszej części tekstu. 


O rokitniku słów kilka
"Zastosowanie w kosmetyce:

Rokitnik stosowany jest w Rosji, Chinach, krajach Europy tj. Niemcy, czy Polska. Używany jest jako składnik preparatów nawilżających, przeciw łysieniu i przeciw łupieżowi. Oleje z rokitnika zawierają wysokie stężenie kwasu palmitynowego, składnika wchodzącego w skład związków budulcowych ludzkiej skóry. Kwas palmitynowy odpowiedzialny jest za szybsze ziarninowanie ran i regenerację naskórka.
Wyciągi z rokitnika stosowane są w kosmetyce do pielęgnacji skóry uszkodzonej przez promienie słoneczne (łagodzi tany zapalne). Wchodzą w skład środków kosmetycznych używanych do pielęgnacji skóry zniszczonej, przesuszonej i łuszczącej się. Ze względu na dużą zawartość witaminy C flawonów
i flawonoidów w owocach, rokitnik jest cennym składnikiem preparatów likwidujących przebarwienia skóry, wykorzystywany jest do produkcji preparatów, do opalania się jako naturalny bloker promieni UVA i UVB."
źródło: doz.pl artykuł KLIK 

Wg producenta
"Olej Arktycznego Rokitnika to najbogatsze źródło witaminy C, aktywnie regeneruje i odmładza skórę, skutecznie hamuje oznaki starzenia. Odmiana rokitnika syberyjskiego jest bowiem tak bogata w odżywcze i lecznicze składniki, jak żadna inna, chociażby ta, którą spotykamy na wybrzeżach Bałtyku. Na Syberii robią najlepszy na świecie olejek rokitnikowy. Wykonują go uczciwie, nie dodając barwników, ani wyciągów z innych roślin zastępczych

Krem do ciała na bazie organicznego oleju z Rokitnika Arktycznego aktywnie regeneruje i odmładza skórę, skutecznie zapobiega starzeniu się skóry, przywraca jej sprężystość i aksamitność.

Zastosowanie
Do ciała

Sposób użycia
Niewielką ilość kremu nanieść na czystą skórę, wmasować do całkowitego wchłonięcia

Nowe produkty Planeta Organica na bazie 5 najbardziej znanych i najwartościowszych olejów na ziemi, podarują wam piękno, młodość i nadzwyczajne zadowolenie z pilegęnacji swojego ciała.

Kosmetyki Planata Organica:
  • bez syntetycznych barwników
  • bez SLS i parabenów
  • nie testowane na zwierzętach"

Skład 
Aqua, Hippophae Rhamnoides Pulp Oil, Glyceryl Stearate, Cocoglycerides, Sodium Stearoyl Glutamate, Octyldodecanol, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Rosa Canina Fruit Oil, Linnum Usitatissimum Seed Oil, Tocopherol, Hydrolyzed Wheat Protein, Parfum, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid.


Opakowanie
Płaski, zakręcany, plastikowy słoik. Krem wewnątrz nie jest zabezpieczone żadnym dodatkowym wieczkiem/folią. Opakowanie łatwo się zakręca/odkręca i nie ma z nim żadnych problemów.
Ładna szata graficzna, spójna z innymi kosmetykami z tej serii.

Konsystencja/zapach
Krem ma gęstą ale jakby lekko napowietrzoną konsystencję. Nie jest idealnie gładki i sprawia wrażenie grudkowatego, choć żadnej fizycznej grudki w nim nie znalazłam. Dobrze się rozprowadza, choć ze względu na konsystencję trzeba trochę większą uwagę przyłożyć do aplikacji i po prosty krem wsmarować.  
Pozostawia na skórze delikatny film ale nie jest on tłusty, nie zauważyłam, żeby cokolwiek ubrudził, do niczego się też nie przykleiłam :) Kiedy krem wchłonie się całkowicie nadal czuję jego ochronne działanie, albo nie czuję nic, bo nawilżona i zadbana skóra nie daje o sobie znać :)

Pachnie dla mnie landrynkami czy jakimiś innymi cukierkami owocowymi, zapach jest jednocześnie słodki
i kwaskowaty. Wg mnie przyjemnie i nastraja optymistycznie :)
Krem ma żółtawy kolor.



Pojemność/cena
300 ml/od 17,40 (w promocji) do 25,50 zł.

Dostępność
Sklepy z rosyjskimi kosmetykami.
Ja swój kupiłam w sklepie Skarbysyberii.pl

Moja opinia
Moja skóra praktycznie zawsze wymaga nawilżenia, zdarzają mi się też przesuszone miejsca, szczególnie
w okresie zimowym. Po jakiś nawilżacz obowiązkowo sięgam po kąpieli (ostatnio dzięki mydle cedrowym już nie zawsze), dodatkowo często 
miejscowo dokładam porcję w ciągu dnia, więc do tej pory, zazwyczaj smarowałam się dwa razy dziennie. Od kiedy używam tego kremu/masła wystarcza mi jego jednorazowe użycie w ciągu dnia.
Uczucie nawilżenia i delikatnego, ochronnego natłuszczenia utrzymuje się na skórze długo (ponad dobę) i daje mi poczucie komfortu. Żadnych przesuszonych miejsc, podrażnień, pieczenia za to mam gładką i miłą w dotyku skórę.
Zazwyczaj używałam większych porcji produktu, w tym przypadku się od tego odzwyczajam, bo po prostu nie jest to konieczne. W dodatku masło jest wydajne i przy regularnym stosowaniu (choć kilka razy z niego zrezygnowałam na rzecz innego masła) i początkowych nadużyciach, po miesiącu stosowania została mi ponad połowa opakowania. Pozostałą część na pewno będę już zużywała wolniej.

Krem ma przyjazny skład, nie ma parafiny ani silikonów, nie posiada także parabenów i innych dziwactw.
Oprócz oleju z rokitnika, znajdziemy w nim olej z dzikiej róży, siemienia lnianego, proteiny pszeniczne  oraz roślinne emolienty. 

Plusy
  • bardzo dobre nawilżenie i lekkie natłuszczenie
  • długotrwałe działanie
  • skład
  • zapach
  • pojemność
  • wydajność

Minusy
  • minusem może być cena i dostępność, choć produkt jest wydajny i skuteczny



Z tej serii mam jeszcze dwa kremy i nie wiem jeszcze, który z nich zostanie moim faworytem, jednak rokitnikowy zdecydowanie się sprawdził i uważam go za godnego polecenia :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...