środa, 30 października 2013

Do koszyka wpadło: październik

Koniec miesiąca, szybki post podsumowujący moje kosmetyczne zakupy w październiku. Będzie wyjątkowo szybko, bo zakupy były maleńkie :)


Podczas kosmetycznej akcji w Biedronce sięgnęłam po olejek do kąpieli Tutii Frutti w moim ukochanym jesienno-zimowym zapachu karmelu i cynamonu oraz miodową kulę do kąpieli (kule te w Biedronce
w mojej okolicy nadal można kupić za 3,99). Edit. po uwagach Dziewczyn (patrz komentarze) raczej odradzam tę kulę.

Olejek jest właściwie żelem z połyskującymi (nie brokatowymi) drobinkami, a piana jaka z jego pomocą powstaje, pachnie karmelem. Można go także używać pod prysznicem, jako żel do mycia. 

Kula nadal leży nie zaczęta, bo jej zapach, który początkowo mi się podobał, zaczął mnie męczyć.


Podczas kolejnej wizycie w Biedronce skusiłam się jednak (bo wcześniej ją oglądałam) na odżywkę DeBa w zawrotnej cenie 5,99 za 400 ml. Kupno tej odżywki było naprawdę opłacalne, bo moje włosy po niej są świetnie wygładzone, miękkie i błyszczące, cudo!

Kolejny produkt do kąpieli, tym razem sól (Rossmann), której także jakoś nie mam czasu użyć, więc nawet nie wiem jak pachnie.

Dwa wspaniałe piaski Wibo z kolekcji Wow Glamour Sand Effect nr 3 i 4. Długo ich nie było
w pobliskim Rossmannie, ale kiedy tylko je zobaczyłam nie wahałam się ani chwili, no zastanawiałam się tylko nad ilością, bo miałam ochotę na więcej ;) Lakiery są w cenie 7,49 zł (na półce zdawało się, że 5,99, ale niestety są droższe).

Przypomniało mi się, że kupiłam jeszcze jeden lakier Ladycode by Bell, o którym pisałam tutaj KLIK.
Kilka godzin temu w końcu kupiłam także serum do paznokci Regenerum.

Nie szalałam z kosmetycznymi zakupami w mijającym miesiącu, bo nawet nie miałam takiej potrzeby
i cieszę się z tego powodu :)
Nie jestem pewna jak ułoży się listopad pod tym względem, przyznam, że liczę na rossmannowską promocję z cyklu -40%, macie jakiś cynk w tej sprawie? ;)

Jak Wam minął miesiąc pod względem zakupowym?

Pozdrawiam ciepło :)
Czella

poniedziałek, 28 października 2013

Aktualna pielęgnacja twarzy i pierwsze wrażenia z kwasowej kuracji

Pod koniec zeszłego miesiąca pokazywałam Wam moje zamówienie z Biochemii Urody (KLIK)
i zapowiadałam, że planuję kurację kasami. Minął ciut ponad miesiąc od kiedy ją rozpoczęłam i pomyślałam, że to dobry moment, żeby podzielić się swoimi pierwszymi wrażeniami i powiedzieć kilka słów co mojej aktualnej pielęgnacji.

Jaką mam skórę?
Moja skóra jest wrażliwa, z rozszerzonymi naczynkami i sucha, choć myślę o niej raczej, jak o potrzebującej nawilżenia, bo na co dzień nie mam problemów z wysuszonymi czy szorstkimi obszarami na twarzy. Jestem już w takim wieku, że powinnam szczególnie zwracać uwagę na prewencję przeciwzmarszczkową, co więcej w okolicach oczu czy na czole widać już cienkie linie.
Na nosie i brodzie mam zaskórniki, od czasu do czasu coś większego mi wyskoczy, czasem też takie "niespodzianki" długo się goją.
Jakiś rok temu dostałam bardzo dużej i nieładnej alergii na twarzy, co jakiś czas ona powraca choć
w mniejszym nasileniu. Prawdopodobnie alergia jest na tle pokarmowym, spowodowana sztucznymi dodatkami do żywności. Taki atak polega na pojawieniu się swędzącej wysypki i w zależności od natężenia, przechodzi w krostki, podskórne grudki. Odnoszę wrażenie, że wtedy na co dzień normalnie pracujące pory skóry zaczynają być nadaktywne/reaktywne i na mojej skórze powstaje wiele grudek i krostek, a stan ich zanikania jest dość długi. 
Staram się obserwować moją skórę i łączyć jej reakcję z przyjmowanym pożywieniem i w ten sposób wyeliminowałam kilka produktów ze swojej diety, ale co jakiś czas sytuacja się powtarza (szczególnie jeśli się nie przypilnuję).

Dlaczego sięgnęłam po kwasy?
Zależało mi na oczyszczeniu skóry i pobudzeniu jej normalnych procesów odnowy a także działaniu przeciwzmarszczkowym. Nawodnienie, poprawę elastyczności, lepsze przyswajanie substancji
z kosmetyków pielęgnacyjnych, zmniejszenie przebarwień i blizn także chętnie bym u siebie widziała :)

Czego używam?


Stosuję:
  • tonik z kwasem mlekowym AHA 8 %
  • serum migdałowe 10%
  • krem regenerujący z kwasem liponowym


do tego używam:
  • lekkiego kremu rokitnikowego Sylveco na dzień + krem pod oczy
  • kremu brzozowego Sylveco na noc
  • toniku melisa i "toniku" na hydrolacie różanym z kompleksem morskim i vitasource

Jak tego używam?
Tonik z kwasem mlecznym AHA stosuję co drugi dzień, na wieczór, po kilku minutach nakładam krem regenerujący z kwasem liponowym.


Serum migdałowe także stosuję co drugi dzień, na noc, a na nie krem brzozowy.


Toniki stosuję przed serum oraz na dzień, przed lekkim kremem rokitnikowym.


Taka kombinacja zapewnia mi nawilżenie, natłuszczenie oraz wspomaga procesy regenerujące skórę, ograniczając tym samym skutki stosowania kwasów, czyli łuszczenie (choć przy wybranych przeze mnie produktach powinno być ono delikatne).
Dodatkowo, co dwa-trzy dni stosuję peeling enzymatyczny oraz maseczki nawilżające i odżywcze a także glinki.

Jakie są moje wrażenia?
Już po pierwszym zastosowaniu toniku oraz kremu regenerującego miałam wrażenie, że moja skóra się wygładziła i zyskała napięcie.

plusy

  • wygładzenie skóry
  • zmniejszenie się zaskórników
  • zmniejszenie się naczynek na policzkach
  • ujędrnienie i uelastycznie się skóry
  • zmniejszenie się lini na czole oraz w okolicach oczu
  • okresowo efekt "skóry idealnej", poznikały krostki, wysypki, pory się oczyściły i zwęziły
  • niewielkie łuszczenie się skóry, głównie i prawie stale przy skrzydełkach nosa oraz na brodzie, sporadycznie nad wargą/w okolicach ust

minusy
  • początkowo odczuwałam silne napięcie/ściągnięcie skóry (było to także moją winą, bo przez moment używałam toniku z kwasem codziennie, bo był to jedyny tonik jaki wzięłam do podręcznego bagażu
    w czasie przeprowadzki)
  • pieczenie skóry i zaczerwienienie głównie po zastosowaniu toniku, ale także potrafią się miejscowo utrzymywać cały dzień
  • silne zaczerwienienie wraz z rozgrzaniem a nawet delikatną opuchlizną czy rozpulchnieniem skóry po zastosowaniu duetu tonik plus krem regenerujący (nie zawsze, choć zaczęłam już rozdzielać te kosmetyki, by sprawdzić, czy solo uniknę takich "rewelacji" )
  • podrażnienie okolic oczu (wysypka), prawdopodobnie przez serum migdałowe (tonik i krem można stosować w okolicach oczu), jeszcze sprawdzam
  • okresowe zwiększanie się ilości krostek, wyprysków na skórze

Ogólnie raz jest lepiej raz gorzej :) Raz moja skóra wygląda bardzo zadowalająco, raz nie prezentuje się najlepiej. Łuszczenie się jest niewielkie a przede wszystkim ograniczone powierzchniowo, co jakiś czas dokucza mi także większe wysuszenie skóry, gdy w godzinach popołudniowych odczuwam dyskomfort
i ściągnięcie.

Taka pielęgnacja będzie towarzyszyć mi przez najbliższe zimowe miesiące. Raczej nie sięgnę po nic mocniejszego, jak np.peeling kwasowy, bo moja skóra i tak momentami reaguje dość intensywnie. Zastanawiam się jednak czy nie włączyć dodatkowo toniku z kwasami AHA/BHA 10% , który mam
w zapasie i stosować np. raz na tydzień.


Jeśli macie doświadczenia w stosowaniu kwasów, chętnie poczytam o waszych wrażeniach (możecie podać linki do swoich postów na ten temat).


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

czwartek, 24 października 2013

Cedrowe mydło odżywcze. Receptury Babuszki Agafii

Chyba przez ponad rok niezmiennie używałam do mycia ciała (a także do włosów i wszystkiego innego) Balsamu do kąpieli dla Mam Babydream. Ale się skończyły, zapasu o dziwo nie było, więc pojawiła się szansa na rozejrzenie się za czymś innym. Długo się nie rozglądałam, tylko zrobiłam zamówienie w jednym ze sklepów z rosyjskimi kosmetykami. Po zadowoleniu z kosmetyków zza wschodniej granicy do włosów
i twarzy, przyszedł czas na ciało. Czy na tym "polu" także się sprawdziły? Przekonacie się z recenzji Cedrowego mydła do ciała i rąk od poczciwej Babuszki Agafii (aka. Pierwoje Reshenie), zapraszam :)


Wg producenta
Cedrowe  mydło  Babci Agafji, przygotowano na wodzie zmrożonej o właściwości miękkiej „deszczówki”, nasycono naturalnym cedrowym mleczkiem, olejem z daurskiej róży i żywicą świerkową. Mydło pięknie oczyszcza skórę rąk i ciała, pielęgnując ją delikatnie i miękko. Cedrowe mleczko i świerkowa żywica są unikalnymi darami przyrody, od  najdawniejszych czasów cenionym ze względu na swoje pożyteczne  właściwości. Wchodzące w skład mydła organiczne komponenty i uzdrawiający wyciąg z 17 syberyjskich traw, zebranych w ekologicznie czystych okręgach Ałtajskiego kraju, przeniosą Was w świat tajgi, otulą aromatem dzikich traw 
i dojrzałych jagód, odżywią i uspokoją  Waszą skórę. Poczujecie dobroczynne działanie starodawnych uzdrawiających recept!

Składniki aktywne:
Mleczko cedrowe (Pinus Sylvestris Seed Extract) – intensywnie pielęgnuje, nawilża i regeneruje suchą skórę, odżywia i oczyszcza, działa antyseptycznie.
Daurska róża (Rosa Davurica Flower Oil) – naturalne źródło witamin, bogate w witaminy  B, C
i E i keratynę, regeneruje strukturę włosów, czyniąc je silnymi i lekkimi w układaniu.  Jest jednym z najsilniejszych naturalnych antyoksydantów.
Żywica świerkowa (Picea Abies Wood Tar) – dezynfekuje, poprawia ukrwienie, stosowana
w chorobach skórnych (egzemy, wypryski)
Zbiór 17 ziół syberyjskich – jasnota biała, iglica pospolita, kokoryczka wonna, malina kamionka, różeniec górski, pokrzywa, mydlnica lekarska, powojnik syberyjski, gnidosz uralski, nawłoć dahurska, rumianek, bylica mongolska, tarczyca bajkalska, oman wielki, kocanka piaskowa, różanecznik daurski, lepnica jenisejska.
Mydło nie zawiera SLS i parabenów.

Sposób użycia:
Nanosimy niewielką ilość mydła na wilgotną skórę rąk i ciała, spieniamy i zmywamy ciepłą wodą.


Skład
Aqua with infusions of: Pinus Sylvestris Seed extract (mleczko cedrowe), Rosa Davurica Flower Oil (daurska róża), Picea Abies Wood Tar (świerkowa żywica), Lamium Album Extract, Erodium Cicutarium Extract, Polygonatum Odoratum Extract, Rubus Saxatilis Extract, Rhodiola Rosea Root Extract, Urtica Dioica Leaf Extract, Saponaria Officinalis Extract, Atragene Sibirica Extract, Pedicularis Uralensis Extract, Solidago Dahurica Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Artemisia Mongolica Extract, Scutellaria  Baicalensis Extract, Inula Helenium Extract, Helichrysum Arenarium Extract, Rhododendron Duricum Extract, Silene Jenissensis Wild Extract; Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA, Sodium Styrene/Acrylates Copolimer,  Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Tocopherol(wit.E), Citric Acid.


Opakowanie
Średniej wielkości, lekko beczułkowata butelka z pompką. Pompka jest sprawna, nie zacina się i dozuje odpowiednią, pojedynczą porcję mydła.
Przyjemna, "tradycyjna" estetyka etykiety sprawiają, że mydło ładnie prezentuje się w łazience :)


Konsystencja/zapach
Żelowata, pół-kremowa konsystencja, nie ucieka między palcami i przyjemnie się rozprowadza
w dłoniach czy na ciele.
Mydło pieni się niewiele, ale przy użyciu gąbki czy myjki, piana robi się o wiele większa i moim zdaniem jest to najlepszy sposób, ponieważ zużywamy wtedy mniej produktu, a także lepiej oczyszczamy
i masujemy ciało.
Zapach to pierwsza rzecz, jaka urzekła mnie w tym produkcie. Przywodzi mi na myśl jakieś perfumy, których kiedyś używałam. Wyczuwam w nim także lubiane przeze mnie delikatne męskie nuty. Zapach jest świeży, otulający i szlachetny. Bałam się, że będzie pachnieć choinką, ale nawet przez chwilę nie miałam takiego skojarzenia.

Pojemność/cena
500 ml/od 23 do 15,50 zł cena regularna, 12,90 w promocji (Skarbysyberii.pl).

Dostęność
Sklepy internetowe, rzadziej stacjonarnie w sklepach ze zdrową żywnością/zielarskich.
Ja swoje mydło kupiłam w sklepie Skarbysyberii.pl

Moja opinia
Mydło cedrowe dostałam chyba przez przypadek, ponieważ zamawiałam miodowe. Na początku byłam pomyłką trochę rozczarowana, ale po pierwszym użyciu ucieszyłam się z takiego obrotu sprawy. 
Początkowo także myślałam, że mydło będę używać głównie do rąk, ale po przeczytaniu opisu i składu, zrobiło mi się żal zużywać je do mycia dłoni. Po pierwszej kąpieli z tym mydłem, tylko utwierdziłam się
w swoim wyborze.

Oprócz przyjemnego zapachu i fajnej konsystencji, która nie ucieka z ręki i ciała, mydło oczywiście dobrze myje, nie wysuszając przy tym skóry. Byłam zaskoczona dotykając skóry po użyciu, bo była gładka, miękka i faktycznie miałam wrażenie, że jest odżywiona. Nie czułam też potrzeby zastosowania zaraz żadnego smarowidła do ciała, a to się u mnie prawie nigdy nie zdarza. Co więcej, faktycznie kilka razy po umyciu się tym mydłem zrezygnowałam z masła do ciała.

Nadal nie wiem jak tłumaczyć sobie zwrot "Aqua with infusions of", ale nie ulega wątpliwości, że po tym tajemniczym zwrocie mamy długą listę roślinnych ekstraktów. Jak to na środek myjący przystało są też substancję powierzchniowo czynne i w tej roli występuję łagodniejszy brat (jeśli mogę tak powiedzieć) nie lubianego przez większość SLSa, czyli Magnesium Laureth Sulfate. Z tego co wyczytałam MLS, ma nie mieć działania podrażniającego (lub mniejsze) a równie dobrą/mocną siłę mycia. W składzie znajdziemy też delikatniejsze środki myjące, zapach i konserwanty. Mnie MLS, szczególnie w połowie składu, jakoś nie jest straszny, nie zauważyłam żeby mi szkodził.

Cedrowym mydłem myję ciało, czasem używam go także do mycia twarz czy higieny intymnej.
Mydła używa też Luby i jest zadowolony, nie skarży się na suchą skórę czy swędzenie.

Plusy
  • skład bogaty w ziołowe wyciągi
  • nie wysusza skóry
  • zapach
  • konsystencja
  • wydajność

Minusy
  • niektórym osobom może przeszkadzać Magnesium Laureth Sulfate

W zapasie mam jeszcze z tej serii mydło jagodowe, planuję także wypróbować miodowe, do cedrowego także chętnie wrócę i mogę je polecić :)



Pozdrawiam ciepło :)
Czella

środa, 23 października 2013

Melisa Tonik bezalkoholowy

Nie wyobrażam sobie pielęgnacji cery bez elementu tonizowania, dlatego gdy skończyła się moja woda różana, a ja nie mogłam znaleźć jej stacjonarnie, rozejrzałam się za czymś, co może mnie w tej sytuacji poratować. Tonik Melisa zwrócił moją uwagę w gazetce drogerii, a wybór potwierdziły opinie na wizażu. Czy i u mnie się sprawdził, dowiecie się z dalszych części wpisu, zapraszam :)


Wg producenta
Delikatny tonik bezalkoholowy z wyciągami z zielonej herbaty i melisy, alantoiną oraz prowitaminą B5 wspomaga naturalny proces odnowy skóry. Melisa od dawna zanana jest jako roślina lecznicza, głównie ze względu na swoje właściwości uspokajające i łagodzące. Wyciąg z zielonej herbaty chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, opóźniając w ten sposób proces przedwczesnego starzenia się skóry. Tonik dokładnie oczyszcza oraz pozostawia na skórze uczucie nawilżenia i świeżości. Sprawia, że skóra jest gładka w dotyku. Przyjemny, relaksujący zapach daje uczucie komfortu. 






Skład
Aqua, Sorbitol, Camellia Sinesis Leaf Extract, Melissa Officinalis leaf Extrct, Panthenol, Allantoin, Tridecth-9, PEG-5, Ethylhexanoate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum,  Butylene Glycol, Disodium EDTA,  Benzophenone-1, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Hydrocitronellal, Hydroxyisohexyl 3-cyclohexene Carboxaldehyde, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Citronellol,  Hexyl Cinnamal, Linalool, CI 19140, CI 42090 .


Opakowanie
Sztywna, smukła butelka zamykana na 'klik'. Otwór przez który wydobywa się produkt jest w porządku, można odpowiednią ilość zaaplikować na płatek kosmetyczny.

Pojemność/cena
200ml/5,99 zł.

Dostępność
Na pewno znajdziecie go w Drogerii Natura, pewnie także w większych marketach czy mniejszych drogeriach.

Moja opinia
Tonik Melisa kupiłam jakoś na początku września, po zakupie byłam podekscytowana czując, że trafił mi się kolejny mały kosmetyczny cud, by po pierwszym użyciu z rozczarowaniem dziwić się tylu pozytywnym opiniom. 
Tonik był dziwny, jakby lekko klejący, niby ładnie pachniał ale jakoś tak zbyt intensywnie i jeszcze trzeba było użyć do niego wacika kosmetycznego, od czego się odzwyczaiłam. 
Muszę zaznaczyć, że przez poprzednie miesiące używałam wody różanej, którą rozpylałam obficie z butelki
z atomizerem, czekałam aż lekko wyschnie i jeszcze na wilgotną twarz nakładałam serum czy krem. Bardzo polubiłam taki sposób postępowania i brakowało mi tego przy nowym toniku.
Postanowiłam przenieść patent z atomizerem na Melisę, ale po pierwszym spryskaniu twarzy tonik dostał się do oczu i zdecydowanie nie było to przyjemne. 
Oprócz problemów z aplikacją, nie zauważyłam żeby tonik łagodził podrażnienia czy jakoś szczególnie nawilżał. Nie miałam jednak możliwości wybrania czegoś innego, poza tym wypadało zużyć to, co się kupiło, więc tak dzień w dzień stosowałam tonik, standardowo, jak Bóg przykazał, z wacikiem ;) I tak po czasie, czy to ze względu na przyzwyczajenie, czy to tonik zaczął działać, ale w końcu stwierdziłam, że jest nawet OK. Całkiem przyjemnie zaczął nawilżać skórę oraz delikatnie łagodzić podrażnienia i zaczerwienienia. Nie jest to moja ukochana woda różana (czy hydrolat), ale nie wzdrygam się gdy po niego sięgam ;)

Plusy
  • tonizuje
  • delikatnie usuwa resztki makijażu/kosmetyku
  • likwiduje uczucie ściągnięcia skóry
  • delikatnie nawilża
  • delikatnie łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia
  • niska cena
  • wydajność
Minusy
  • trochę zbyt intensywny zapach (jak dla mnie)
  • niefajne konserwanty, spora ilość substancji zapachowych

Z tego co zauważyłam, wraz ze zmianą opakowania, zmienił się także skład toniku i jest trochę lepiej, nadal jednak, po przyjemnych wyciągach na początku, znajdziemy sporo konserwantów (też takie które mogą uwalniać się do formaldehydu: DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate), substancji zapachowych
i barwniki, które osobom ze szczególnie wrażliwą skórą mogą nie być obojętne. Nie jest to tonik idealny, ale jeśli nie lubicie/nie macie okazji stosować hydrolatów, to będzie to chyba lepszy wybór, niż większość drogeryjnych toników, szczególnie tych z alkoholem w składzie. 

Ja sama nie planuję być mu wierna, ale jeśli będę w nagłej tonikowej potrzebie, to pewnie sięgnę właśnie po niego :)


Macie swój ulubiony tonik? Wolicie hydrolaty?


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

wtorek, 22 października 2013

Blue bubel by Bell

Dawno nie zdarzył mi się żaden bubel, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Mowa o lakierze Ladycode, który można było kupić w Biedronce, a który jest produktem Bell. Lakierów od Bell mam kilka (zresztą też kupione w Biedronce) i jestem z nich bardzo zadowolona. Niestety nie mogę tego powiedzieć o tym "wynalazku".


Lakier był w kartoniku z producenckim opisem, ale się go pozbyłam. Na pewno była na nim mowa
o szybkim schnięciu, super kryciu, trwałości, połysku, konsystencji nie pozostawiającej smug oraz szerokim pędzelku ułatwiającym aplikacje. 
Jak przekonacie się z dalszych części tego wpisu, tylko procent z obietnic producenta okazała się prawdą.




Aplikacja
To chyba jedna z niewielu zalet tego lakieru. Lakier jest raczej rzadki, ale operuje się nim dobrze. Rzeczywiście nie smuży a konsystencja pozwala na niewielką korektę w trakcie malowania.
Pędzelek, wbrew zapewnieniom producenta, nie jest szeroki, jest taki w sam raz, ale raczej z kategorii tych smukłych. Maluje się nim wygodnie i w połączeniu z konsystencją, sprawdza się.


Krycie
Na buteleczce widnieje napis "1 application", co jest wg mnie wielkim żartem. Dawno nie miałam tak źle kryjącego lakieru i nie chodzi o to, że pierwsza warstwa nie kryje idealnie a o to, że kryje minimalnie dając paznokciem lekki błękitny odcień. Jedna warstwa jest pół transparentna a nie super kryjąca.
Paznokcie pomalowałam trzema warstwami (czego praktycznie nigdy nie robię), a wydaję mi się, że przydałaby się jeszcze jedna.


Czas wysychania
Kolejna skucha. Wg. producenta lakier ma szybko schnąć. Do krycia widocznego na zdjęciach konieczne były trzy, raczej cienkie warstwy. Na wyschnięcie pozwalające mi zacząć w miarę normalnie funkcjonować czekałam ok. 45 minut. Po trochę dłuższym czasie mogłam palcem przycisnąć do paznokcia bez pozostawiania na nich odcisków, jednak rano obudziłam się ze śladami od pościeli na lakierze (malowałam 4 godziny przed snem, ślady widać na zdjęciach).
Może szybkie schnięcie dotyczy jednej, zalecanej warstwy, jednak nikt o minimalnym poczuciu estetyki nie zdecydowałby się na pozostawienie jednej warstwy na paznokciach.


Trwałość
Już rano miałam lekko starte końcówki, a po niecałej dobie lakier zaczął odpryskiwać, a nie narażałam paznokci na żadne trudne warunki.


Połysk
Powiedziałabym, że jest przeciętny, jak w każdym innym lakierze, na pewno nie jest to super połysk.


Ponieważ ten lakier nie spełnia prawie żadnej z obietnic producenta, jest dla mnie bublem. Mimo to, nie można mu odmówić dwóch plusów: koloru (choć po buteleczce oczekiwałam trochę ciemniejszego) i tego, że nie barwi paznokci. Kładłam go bezpośrednio na płytkę i po zmyciu nie było po nim śladu w postaci przebarwień.

Nie wiem czy to tylko specyfika tego koloru czy wszystkie te lakiery są takie kiepskie. Cieszę się, że poprzestałam tylko na jednym, choć inne kolory były kuszące.
Jeśli miałyście z nimi do czynienie, dajcie znać jak sprawują się u Was, ale jeśli zastanawiacie się nad kupnem (o ile jeszcze są dostępne), to na podstawie swoich doświadczeń, odradzam.


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

niedziela, 20 października 2013

Tydzień w zdjęciach # 5

Znów zacznę wpis od słów "Dawno nie było wpisu z tej kategorii...", co jednak zrobić, kiedy taka jest prawda :) Prawdą jednak nie jest, że zdjęcia jakie zobaczycie poniżej to zdarzenia z ostatniego tygodnia. To coś w rodzaju historii w obrazkach z ostatniego przeprowadzkowego miesiąca. 
Zapraszam na skrawki z mojego życia :)

Zaczęło się miesiąc temu od kartonów i foli bąbelkowej. Tak naprawdę zaczęło się dużo wcześniej, ale to długa historia ;)


Bye, bye Białystok.


Corando wie jak podróżować.


Część z 19 pudłowego dobytku.


Bydgoski mglisty poranek.


Małe imieninowe przyjemności.


Moja pierwsza wyprawa w nieznane ;)


Premiera, niestety przymałe.


Zakupy dla faceta, czyli consulting online, werdykt ""Gejowata".


Po szaleństwie, coś się kupić udało.


Dzięki nowemu kubkowi znów wpadłam w sidła kawy.


Testuję termoczepek.


Electric blue.


Kiedy aparat w telefonie, nie robi zdjęć wtedy kiedy powinien, też może być fajnie.


Pajęczynka.

 

Biedronki na spacerze i biedronkowa enklawa na balkonie.\


Lubię takie momenty.







Bywają też takie dni.

Kulinarnie czyli cała kuchnia moja.


Moje pierwsze puszyste bułeczki.


Bułeczki w akcji.


Gruszki z niebieskim serem lazur.


Szybki deser, jabłka z cynamonem na cieście francuskim.


Tarta ze szpinakiem.


Pieczone ziemniaczki z serem camember.


Pańćka, chyba żeś przesadziła!

 

No dobra, może nie jest tak źle ;)


18+ 
Na "nową drogę życia" ;)


Uff, to tyle, pozdrawiam ciepło :)
Czella

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...