poniedziałek, 30 września 2013

Wrześniowe zakupy część trzecia czyli nowe rossmannowe

To już ostatni post z serii zakupowej. Dziś przyjechał kurier i między innymi przywiózł moje kosmetyki
(w tym ostatnie zakupy). Przy okazji muszę Wam powiedzieć, że moje pudło z kosmetykami ważyło prawie 23 kilo :) Wszystko już rozpakowałam, łazienkę trochę zawaliłam i zastosowałam system segregacyjny (czyli osobne pudełko z pielęgnacją włosów, twarzy, ciała) ale i tak jeszcze nie do końca jestem zadowolona
z obecnej organizacji. Tak czy siak fajnie jest mieć prawie wszystkie swoje kosmetyki w łazience, pod ręką, bo wcześniej nie miałam takiej możliwości.
Wracając jednak do tematu tego wpisu czyli zakupów :) Kupiłam głównie rzeczy, które były mi potrzebne ale też takie co są przydatne, trafiły się też małe zachciewajki :)
Część kupiłam tuż przed wyjazdem, część tuż po przyjeździe.



Masło do ciała o zapachu cynamonu i karmelu Farmona Tutti Frutti. Maseł mi obecnie nie brakuje, ale wszystkie zostały w paczkach a ja na kilka dni zostałam bez smarowidła, co jest dla mnie bardzo nieprzyjemne. Miałam zamiar kupić jakiś najtańszy balsam, ale kiedy zobaczyłam cynamonowe masełko, stwierdziłam, że już lepiej kupić coś co lubię i faktycznie do końca wykorzystam. 
To masło było moim ulubieńcem zeszłej zimy i teraz z ogromną przyjemnością do niego wróciłam. Zapach ma obłędny i uwielbiam z nim zasypiać i się budzić :)

Luffa For your Beauty czyli naturalna "gąbka" z ogórecznika morskiego. Do szorowania zamiast syntetycznej gąbki. Trzeba ją dobrze suszyć, bo przy stałej łazienkowej wilgoci, przestaje być to higieniczne.

Drewniana szczoteczka do rąk i paznokci  For your Beauty, czyli coś co zawsze się przydaje :) Cieszę się, że nalazłam taką drewnianą.

Płyn do kąpieli Isana Gute Nacht. Skoro teraz mam wannę postanowiłam to wykorzystać i brać długie kąpiele z pianką. Isana miała mieć delikatniejszy skład, niestety ma SLS, tak jak każdy płyn jaki był
w sklepie. Ma całkiem ciekawy zapach i ciemny kolor, po pierwszym razie trudno mi coś powiedzieć :)

Peeling myjący Joanna Naturia o zapachu gruszki. Jego akurat dorwałam w Biedronce za 3,39. Chciałam wypróbować ten zapach, bo wiele dziewczyn go polecało, ale mnie nie przypadł do gustu.

Alterra Dezodorant Szałwia i Jojoba. Pod koniec wakacji zaczął gorzej działać, ale teraz po przerwie
i gdy jest chłodniej znów spisuje się świetnie i wciąż ma ten cudowny zapach coli z lodem i cytryną :)


Krem do stóp z łojem z jelenia Fuss Wohl. Krem dla Lubego, któremu nie przeszkadza skład. Kiedyś zdarzyło mi się używać tego kremu i był dobry.

Regenerujący krem do stóp Evree. Nie znam tej marki, ale przekonał mnie mocznik w składzie
i promocja :)

Lakierowo czyli fiolet lakier z Miss Sporty, matowy top z Lovely i wysuszacz Sally Hansen. Co ciekawe Insta Dri pierwszy raz widziałam w Rossmannie w dodatku w bardzo dobrej, moim zdaniem, cenie. Co prawda na allegro jest taniej, ale doliczając koszty przesyłki wychodzi na to samo (kosztował 24,99). Był ostatnie, nie mogłam go nie wziąć ;) Jutro będę testować czy rzeczywiście się tak dobrze sprawdza.

Na zdjęciu zabrakło brązowego "korektora" do brwi od Wibo.

Kupiłam jeszcze kilka rzeczy, ale myślę, że produktów typu mydło czy odświeżacz i męskich produktów nie ma co pokazywać :)
W najbliższym czasie nie planuję żadnych kosmetycznych zakupów, bo w sumie wszystko czego potrzebuję mam, a zachciewajkom daję na wstrzymanie ;)
O wiele bardziej kuszą w tym momencie i pasjonują mnie zakupy rzeczy do domu, typu ręczniki czy różne pudełeczka i pojemniczki. Tak poza tym to, aktualnie się aklimatyzuję, sprzątam, gotuję, robię zakupy i jest mi z tym dobrze :) Bo chociaż nie jestem jeszcze u "siebie-siebie", to sama decyduję o tym co i jak, choćby oznaczało to więcej "roboty", jest fajnie :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

sobota, 28 września 2013

Wrześniowe zakupy część druga czyli moje Sylveco i Skarby Syberii

Witajcie :)
Znów zaginęłam w akcji ;) Na wytłumaczenie mam to, że na początku tego tygodnia przeprowadzka weszła w fazę decydującą oraz dopadł mnie dziwny problem zdrowotny i trochę latałam po lekarzach.
Dziś minęła doba odkąd jesteśmy w nowym mieście i miejscu i mam krótką chwilę, którą z przyjemnością poświęcam na bloga :)

W tym miesiącu pojawiły się już właściwie trzy posty zakupowe, ale o dziwo to nie koniec. Zakupy miałam robić po przeprowadzce, ale w końcu zrobiłam je wcześniej i będę Was trochę kusić ;)

Zrobiłam spore zamówienie na Skarbach Syberii oraz w sklepie Twoje Źródło Urody, gdzie kupiłam swoje pierwsze kosmetyki Sylveco.


Zakupy są "zapasowe" :)


Żele pod prysznic i mydła


Planeta Organica  Żel pod Prysznic na bazie Organicznego Masła Shea z Kenii (zdążyłam już go wypróbować) KLIK oraz Żel pod Prysznic na bazie Ekologicznego Oleju z Cedru Syberyjskiego KLIK
Natura Siberica Żel pod prysznic. Witaminy dla skóry KLIK.


Receptury Babuszki Agafii Jagodowe pielęgnujące mydło Agafii w płynie do rąk i ciała, 17 syberyjskich ziół KLIK. Drugie mydło dostałam cedrowe, choć zamawiałam miodowe. Czy się skończyło czy nastąpiła pomyłka, tego nie wiem, bo sklep się ze mną nie kontaktował a i ja nie miałam na to czasu. Może następnym razem. Link do miodowego KLIK oraz do cedrowego KLIK.


W końcu coś co bardzo chciałam wypróbować, ale cena wciąż mnie powstrzymywała, czarne mydło Babuszki Agafii KLIK. Z kodem blogowym mydło jest sporo tańsze, poza tym czytałam, że jest bardzo wydajne. Zobaczymy :)

Masła do ciała 


Chyba wszystkie serie z Planeta Organica mnie kuszą, tym chętniej sięgnęłam po masła do ciała. Wybrałam Krem do Ciała z Olejem z Rokitnika KLIKz Oliwą z Oliwek KLIK oraz na bazie Organicznego Kenijskiego Masła Shea KLIK.

Balsamy do włosów


Oczywiście nie mogło zabraknąć czegoś do włosów :) Wybrałam wyczekany balsam rokitnikowy KLIK oraz balsam na bazie organicznej oliwy KLIK.

Każda z rzeczy była kupiona w promocji lub z rabatem, więc sumienie mam czyste ;)
Już nie mogę się doczekać, kiedy te skarby wraz z innymi paczkami przyjadą  do mnie, a ja wezmę się za testowanie :) Czekają nas długie miesiące szorowania się, smarowania i nakładania. Sukcesywnie będę zdawała relację z postępów :)


Sylveco za grosze

Kosmetyki Sylveco kupiłam w ramach wyprzedaży, o której dowiedziałam się na jednym z blogów. Kosmetykom kończy się termin i ich cena została obniżona chyba o 40 %. Przyznam, że miałam dylemat czy kupować kosmetyki na których zużycie będę miała 2-3 miesiące, ale skoro producent określił termin, wierzę, że zrobił to rzetelnie i w tym terminie kosmetyki są pełnowartościowe, ponadto zazwyczaj taki czas wystarcza mi na zużycie kremu.

Kiedy ja rozbiłam zamówienie już wielkiego wyboru nie było, ale wybrałam lekki krem rokitnikowy, krem brzozowy z betuliną oraz łagodzący krem pod oczy. Uznałam, że będzie to idealne dopełnienie mojej kuracji kwasowej.


Dodatkowo otrzymałam kilka próbek oraz "książeczki" Sylveco i Purles. Przyznam, że bardzo doceniam takie gesty ze strony sklepu, w którym kupuję. Sklep Twoje Źródło Urody spisał się na medal, zgodnie
z moją prośbą zamówienie zostało bardzo szybko zrealizowane a kontakt był bardzo dobry. Dlatego
z czystym sumieniem polecam :)

Z tego co wyczytałam na profilu fb, w sklepie zostało jeszcze po 1 sztuce z niektórych kremów Sylveco
i jest to ostatnia szansa na zakupy w takich cenach KLIK


Przyznam się Wam, że zrobiłam kolejne kosmetyczne zakupy, ale pokażę je zbiorczo, kiedy tylko kurier przywiezie nasze 19 pudeł przeprowadzkowych :)


Miałyście coś z moich zdobyczy? Coś się szczególnie sprawdziło?


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

sobota, 21 września 2013

Będzie kwas!

Chłodne i bezsłoneczne jesienno-zimowe miesiące to idealny czas na wprowadzenie do pielęgnacji skóry produktów z kwasami. Ja w tym roku, po raz pierwszy postanowiłam postawić na kwasy i w związku z tym poczyniłam stosowne zakupy. Ich historia jest długa i obejmuje pół nocy rozmyślań i wyborów, ileś tam przeczytanych informacji na temat kwasów oraz pięciokrotną zmianę decyzji, ale koniec końców zdecydowałam się na Biochemię Urody.

Dziś odebrałam paczkę i tak prezentuje się jej zawartość:



Na pierwszy  ogień wybrałam:

  • Tonik mleczny AHA 8%
  • Tonik z kwasami AHA/BHA 10%
  • Serum migdałowe
  • Krem regenerujący z kwasem liponowym

Link do sklepu KLIK

Dla zainteresowanych cenami zamieszczam zdjęcie paragonu.



Jak ze wszystkim podołam a kuracja się sprawdzi, kolejne specyfiki prawdopodobnie będę przygotowywać z półproduktów.


Jeśli macie doświadczenia w stosowaniu tych produktów lub innych kuracji kwasami i możecie coś polecić, piszcie :)
A ja zmykam ukręcić sobie co nieco :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

piątek, 20 września 2013

Peeling myjący Joanna Naturia vs. Farmona Tutti Frutti

Jakiś czas temu pisałam Wam o domowych peelingach (KLIK). Nie każdy i nie zawsze ma ochotę na samodzielne przyrządzanie peelingu, choćby miało to trwać 2 minuty. Wtedy warto sięgnąć po coś gotowego, a jak jeszcze możemy zrobić 2 rzeczy jednocześnie czyli i się umyć i wypeelingować, to już pełnia szczęścia :) Przedstawię dwa sympatyczne produkty, które idealnie spełniają te wymagania.

Farmona Tutti Frutti Peeling Myjący




Od producenta
Orzeźwiająca jeżyna i słodka, soczysta malina wraz z zawartymi w olejku fitoendorfinami – cząsteczkami szczęścia, szybko przywracają siły, doskonały nastrój i chęć do działania.
Peelingujące drobinki zanurzone w delikatnym żelu doskonale usuwają zanieczyszczenia martwe komórki naskórkaCiało pozostaje idealnie oczyszczone wygładzonea skóra miękka i delikatna dotyku.

Skład


Opakowanie
Niewielka, przezroczysta plastikowa butelka. Plastik jest dość twardy. Zamknięcie na klik, ja czasem muszę się pomęczyć by otworzyć, szczególnie pod prysznicem, gdy mam mokre ręce. 

Konsystencja
Gęstszy żel z zatopionymi dwoma-trzema rodzajami drobinek.




Zapach
Intensywny, owocowy. Jeżyna i malina na początku pachną kwaskowato, by po roztarciu na ciele otoczyć nas słodkim aromatem, który przypomina mi jakieś piankowe ciastko :)

Cena/pojemność
Od. 4,49 zł  za 110 ml.

Dostępność
Drogerie Natura, SuperPharm, niektóre hipermarkety.


Plusy
  • ładny zapach
  • ostre drobiny
  • mocne zdzieranie
  • wydajny
  • niewielkie opakowanie
  • nietestowany na zwierzętach
  • tani
Minusy
  • sls w składzie i ogólnie średni skład





Moja opinia
Dawno nie miałam gotowego peelingu, zadowalałam się tym domowym i rękawicą, ale będąc w sklepie skusiłam się na to słodkie maleństwo, które dodatkowo było nowością.
Peeling dobrze zdziera, czasem nawet (jeśli za dużo w jedno miejsce się nałoży) ciut za bardzo drapie. Jest wydajny, używam go regularnie jakoś od ponad miesiąca i jeszcze w buteleczce zostało mi na jakieś 4 zużycia. Chociaż ma sls-y, których unikam, to nie zauważyłam przesuszenia skóry. Nie używam go jednak codziennie i zawsze stosuję olejek/maso do ciała. 
Ponieważ jest w małej buteleczce i jest niedrogi, myślę, że warto mieć go w swojej łazience, na chwilę leniuszka czy na wyjazdy, gdzie sprawdzi się idealnie.

Joanna Naturia Peeling myjący




Od producenta

Peeling myjący o owocowym zapachu doskonale wygładza i odświeża ciało. Specjalnie dobrana receptura zawiera nawilżający ekstrakt owocowy (w zależności od wersji: z kiwi, pomarańczy, truskawki, porzeczki lub grapefruita) oraz drobinki ścierające, które usuwają zanieczyszczenia
i martwe komórki naskórka.

Wspaniałe rezultaty:
- oczyszczona i odświeżona skóra
- gładsza i milsza w dotyku
- przyjemnie pachnąca



Skład




Opakowanie
Przezroczysta buteleczka z miększego plastiku. Bardzo fajna nakrętka ułatwiająca bezproblemowe otwieranie.




Konsystencja
Półpłynny żel z drobinkami ściernymi i czarnymi kuleczkami.




Zapach
Owocowy, przyjemny choć ciut sztuczny. Żurawina ma kwaskowo-słodki aromat.

Cena/pojemność
ok. 4 zł/ 100 ml

Dostępność
Dość duża, większość drogerii oraz supermarkety.

Plusy
  • sympatyczny zapach
  • duży wybór zapachów
  • poręczne opakowanie, z wygodną nakrętką
  • tani
  • bardziej dostępny

Minusy
  • średnie zdzieranie 
  • sls w składzie i ogólnie średni skład




Moja opinia
Naturię kupiłam jako drugą w celu jej porównania do Tutti Frutti, poza tym takie kolorowe buteleczki ładnie się do mnie w sklepie do mnie uśmiechały ;) Nie sposób było się oprzeć :) 
Peeling ma ładny, choć ciut chemiczny zapach, ma rzadszą konsystencję i tym samym trochę gorszą wydajność. Za to jego miększa buteleczka i sprytna nakrętka uprzyjemnia stosowanie. Sięgam po niego rzadziej, ale ogólnie jest ok. 

Podsumowanie
Oba produkty są do siebie mocno zbliżone. Joanna Naturia jest trochę lepiej dostępna, niewiele tańsza i ma o wiele większy wybór zapachów (truskawka, żurawina, gruszka, kiwi, czarna porzeczka, pomarańcz, grejpfrut, znalazłam też takie o zapachu kawy oraz imbiru). Ma delikatniejsze drobinki i słabsze zdzieranie od Farmony Tutti Frutti, ale kiedy dla jednych będzie to wada, drudzy odbiorą to jako zaletę.
Chciałam napisać, że peeling Farmony ma tylko dwie wersje zapachowe, ale te dwie o których myślałam, są to nowe zapach, w sumie dostępne są 4 wersje tych małych peelingów (jeżyna i malina, wiśnia i porzeczka oraz melon i arbuz, figi i daktyle). Tutti Frutti ma trochę większą pojemność, większe i bardziej zdzierające drobinki, jest też wydajniejszy. 
Tak naprawdę nie są to duże różnice  i oba peelingi sprawdzają się ok., myślę, że który nie kupicie będziecie zadowolone :) 
Ja preferowałabym Futii Frutti, ale jestem pewna, że po którąś Naturię też sięgnę :)
Myślę, że te małe peelingi szczególnie przydadzą się w podróży czy jako taki peeling awaryjny.


Używacie? Który jest Waszym ulubionym? :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

czwartek, 19 września 2013

Himalaya Antyseptyczny krem kojąco-osłaniający

Powiem Wam dziś kilka słów o kremie, który ostatnimi czasy pomagał mi w moich trudniejszych skórnych dniach. Czyli o kremie kojąco-osłaniającym Himalaya.




Wg producenta
Środek pomocniczy stosowany w leczeniu zranień, skaleczeń, drobnych oparzeń, ran, różnego rodzaju wysypek, grzybiczych infekcji skórnych.
Krem zawierający wyciąg z aloesu ma silne właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybiczne. Zawiera także tlenek cynku, który przyspiesza gojenie się ran. Indyjska marzanna i niepokalanek pięciolistny mają właściwości antyseptyczne, wspomagają leczenie skaleczeń.

Krem zawiera:
  • aloes (Barbados Aloe)
  • olejek migdałaowy (Prunus amygdalus)
  • niepokalanek (Vitex negundo)
  • marzannę indyjską (Rubia cordifolia)
  • tlenek cynku


Sposób użycia
Dwa-trzy razy dziennie wmasowywać niewielką ilość kremu w zmienione chorobowo miejsce.


Skład
Składniki aktywne: Indian Aloe (Aloe Vera), Five-leaved Chaste Tree (Vitex Negundo), Almond (Prunus Amygdalus), Indian Madder (Rubia Cordifolia), Borax Anhydrous (Tankana), Zinc Calx (Yashad Bhasma).
Składniki pozostałe: Aqua, Propylene Glycol, Glyceryl Stearate SE, Cetyl Palmitate, Liquid Paraffin, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Polyoxylated Alcohol, Dimethicone, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Fragrance, Methylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Propylparaben. 


Opakowanie
Niewielka, ładna, miękka tubka z dużą dziurką :) Tubka dodatkowo pakowana w kartonowe pudełeczko, moim zdaniem zbędne i mało ekologiczne.

Krem jest wydajny. Początkowo byłam pewna, że zaraz się skończy, ale mam go jeszcze dość sporo.

Konsystencja
Gęsta, beżowo-bura pasta, która choć dobrze się rozsmarowuje, to nałożona w większej ilości nie wchłonie się od razy, a punktowo może nawet tkwić sobie na twarzy.

Krem ma dość intensywny zapach. Ziołowo-kwiatowo-jakaśtam woń, mnie się podoba :)




Pojemność/cena
20 g/ok. 4,99 zł (w promocji nawet 3,49 zł).

Dostępność
SuperPharm, Natura, (chyba) Rossmann, DOZ.


Moja opinia
Zacznę od tego, że nie przepadam za parafiną i unikam jej w miarę możliwości. Z pielęgnacji twarzy wykluczyłam ją całkowicie i właściwie dopuszczam ją jedynie w pielęgnacji stóp, ale nie zaraz na drugim miejscu. 
Przeważnie przed zakupem nowego produktu wczytuję się w skład, zdarza się jednak czasem, że kupię coś impulsywnie lub coś przeoczę (tak było z wczorajszym zakupem masła do ciała). 
Zakup kremu Himalaya był trochę takim owczym pędem, wszyscy zachwalali, więc kiedy dorwałam go
w sklepie od razu kupiłam.
Potem wczytałam się w skład i było mi trochę przykro, bo parafina, bo parabeny i takie tam inne...
Wcześniej jednak zdążyłam użyć kremu na podrażnienie słoneczne i moją alergię a także na wypryski
i ranki. Za każdym razem byłam zachwycona działaniem :) Krem naprawdę koi i goi, nie powodując przy tym dodatkowych nieszczęść na skórze.
Tytuł tego posta miał brzmieć "Cudo na parafinie", ale ta nieszczęsna parafina w składzie jest na szóstym miejscu, za to na drugim, po wodzie, mamy ekstrakt z aloesu.

Stosowanie/działanie
Krem nakładam punktowo lub na większe obszary skóry, ale nigdy na całą twarz. Zawsze stosuję go na noc i skóra rano wygląda lepiej, zaczerwienienia bledną lub całkiem znikają.
Nie jest to "normalny" krem, nie polecam stosować go pod makijaż.
Moja skóra ostatnio jest wybredna i łatwo reaguje podrażnieniem czy wysypką. Stosowałam krem nawet codziennie, bez jakiegokolwiek, widocznego negatywnego oddziaływania. Co więcej, krem szybko 
i skutecznie pomaga mi przy różnych skórnych problemach i cieszę się, że jest w mojej kosmetyczce.

Producent zapewnia, że krem jest w pełni bezpieczny i nie ma efektów ubocznych i ja się z tym zgadzam. Nie jest to jednak produkt w 100% naturalny. Jeśli rzeczywiście nie reagujecie alergicznie na parafinę, myślę, że warto go wypróbować. U mnie się sprawdził, a jak będzie u Was, musicie przekonać się same :)


Znacie, lubicie? Pomógł Wam czy zaszkodził?


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

środa, 18 września 2013

Wrześniowe zakupy

Ostatnio był cynk gdzie, co można taniej kupić, a dziś post zakupowy.
Wprawdzie można powiedzieć, że wciąż mam zakupowego bana, ale tak wyszło, tak się złożyło, że coś tam kupiłam i zamiast ograniczać ilość słoiczków do przewiezienia, dorobiłam się nowych (a kolejne dopiero
w drodze).

W poniedziałek dotarła paczka z rosyjskimi kosmetykami ze sklepu Skarby Syberii. Już jakiś czas temu wygrałam tam voucher na zakupy, który mogłam w końcu zrealizować, więc to takie "zakupy" ekstra.
Trwało to dość długo, ale cieszę się z wygranej i kosmetyków :)



Wybrałam Marokańską maskę do włosów Planeta Organica, maskę jajeczną oraz serum na porost włosów Babuszki Agafii, czyli same hity :)
Zdążyłam już wypróbować maskę marokańską i jestem bardzo zadowolona z jej działania oraz niesamowitego zapachu (choć pachnie inaczej niż balsam).
Reszta czeka jeszcze na swoją kolejkę :)

Dziś, przy okazji kupowania wielkiej rolki folii bąbelkowej, odwiedziłam Naturę i wyszłam z niej z małymi łupami.


Moim celem było masło Tutti Frutti o zapachu jeżyn i malin (w promocji ok 10 zł). Mam z tej serii mały peeling myjący i bardzo spodobał mi się zapach, myślę, że jest idealny na taką przejściową, "pluchową" pogodę.

Nie mogłam przejść obojętnie obok półki z kosmetykami do włosów, a gdy dojrzałam trzy słoiczki maski aloesowej Natur Vital (ok. 22 zł), szybko porwałam jeden. Miałam mały dylemat odnośnie zakupu, ale wiedziałam, że skoro jest tak trudno dostępna i akurat na nią trafiłam, to powinnam ją kupić, bo to po prostu znak od niebios ;) 
Jeszcze nigdy tej maski nie miałam, ani nawet na żywo nie widziałam, ale po takiej ilości pozytywnych opinii, nie miałam wyboru ;)
KWC KLIK

Skusiłam się także na ponowny zakup Jedwabnej Kuracji Marion, poprzednia buteleczka właśnie mi się skończyła, a produkt jest wart kontynuacji.

W Auchan kupiłam klipsy do włosów (1,89 zł), przydadzą się do podpinania włosów czy to z maskami, farbą czy pod prysznic.



Ponieważ skończyły się moje witaminy, kupiłam kolejne opakowanie, tym razem Maxivit wersję dla kobiet. Ceny wahają się od 31 do 38 zł i o dziwo, nie zawsze w internecie jest taniej. 

Prawie na drugim końcu Polski, udało mi się w końcu kupić moją ulubioną wersję, mojej ulubionej, ostatnimi czasy, zielonej herbaty. Pięknie pachnie i smakuję, najlepiej z miodem, polecam :)

Na koniec, książka, którą kupiłam w markecie za 4,99 zł dla przysłowiowego "zabicia czasu". 


Ze sterty książek wybrałam jednak coś, co mnie zainteresuję, powieść fantasy, którą klimatem porównałabym trochę do Jonathana Carolla. Dokończę ją w kolejnej podróży :)



Przez kilka dni mnie nie było, ale teraz mam nadzieję, choć odrobinę nadrobię zaległości u siebie i u Was :)
Po krótkiej podróży, którą na dniach z Lubym odbyliśmy, mogę już oficjalnie powiedzieć, że już wiem gdzie się przeprowadzamy i będzie to Bydgoszcz. Ktoś chętny na oprowadzanie? ;)



Pozdrawiam ciepło :)
Czella

niedziela, 15 września 2013

To, co lubimy czyli zniżki, promocje, okazje

Już dość późno, rodzinne obowiązki odciągnęły mnie od komputera, dlatego szybciutko donoszę Wam
o różnego rodzaju promocjach, o których się dowiedziałam. Część jest ograniczona czasowo lub dziś się kończy a więc, nie przedłużając, zapraszam do lektury i zakupów ;)

Zacznę od tego co pilne.

Bioema



Darmowa wysyłka za pośrednictwem poczty polskiej i paczkomatów, przy zakupach za min. 55 zł.
Promocja dziś się kończy.


E-naturalne



-30% przy zakupach za min. 20 zł na wszystkie hydrolaty na hasło: hydrolaty :)

Promocja trwa do dziś KLIK

Skarby syberii

Dziś także kończy się promocja coś dla najmłodszych i ich mam w sklepie Skarby Syberii.
Sporo produktów w obniżonych cenach, trochę nowości i darmowa wysyłka przy zakupach powyżej 60 zł, przy polubieniu ich profilu na facebooku.

Produkty w niższych cenach KLIK

Szaleństwo zakupów z Elle i InStyle

W końcu dobrałam się do moich gazetowych zaległości i czekała mnie miła niespodzianka. O ile o kuponach w Elle już zdążyłam usłyszeć, o tyle te w InStyle mnie zaskoczyły.



O co chodzi? 5 i 6 października w (podobno) 6000 sklepów, w całej Polsce możemy liczyć na rabaty nawet do 70%. W prawdzie zazwyczaj jest to 20 %, ale zawsze to coś :)
Rabaty obowiązują na nowe kolekcje i nie łączą się z innymi promocjami. Aby skorzystać z rabatu należy kupić jedna z gazet (Elle lub InStyle) i z wyciętym kuponem (lub hasłem na zakupy on-line) udać się do sklepu w pierwszy październikowy weekend.



Ponad to jeśli mieszkacie w Warszawie, Katowicach lub Poznaniu możecie liczyć na prezenty, porady ekspertów, makijaże.


Dodatkowo w każdej z gazet znajdziecie kartę do H&Mu upoważniającą do 20 złotowej zniżki.


Cena InStyle to 5,90 a Elle 7,90 zł.

Więcej szczegółów na stronach Elle KLIK i InStyle KLIK

Przedsprzedaż w SheInside



Ciekawe modele ubrań w niższych cenach, w przedsprzedaży KLIK

Trzy progi ilościowo cenowe i mniej więcej zasada kto pierwszy, ten lepszy :)
Dostawa po 30 września.
Darmowa wysyłka na cały świat, proste płatności.

Wyprzedaż w Romwe






48 godzinna wyprzedaż najlepiej sprzedających się modeli KLIK


Nie wiem jak z jakością rzeczy w SheInside ani w Romwe, ale wiem, że wiele dziewczyn z powodzeniem tam kupuje.



Czujecie się skuszone do zakupów? :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

sobota, 14 września 2013

Aktualizacja włosów sierpień/wrzesień

Przyszedł moment na podsumowanie mojej włosowej pielęgnacji na przestrzeni sierpnia i września.

Kosmetyki
Przede wszystkim prym wiódł balsam na wypadanie z enzymami pijawek (KLIK) i z tego powodu za bardzo nie chciałam kombinować z innymi rzeczami, ale absolutne minimum pielęgnacyjne zachowałam
i w tym czasie używałam tej o to małej gromadki:



W tym okresie często myłam głowę i trochę mnie to zmęczyło, cieszę się, że już powróciłam do mojego normalnego rytmu.

  • Najpierw intensywnie testowałam odżywkę NS Objętość i nawilżanie (pisałam o nim TU). 
  • Potem wróciłam do zestawu na łopianowym propolisie, ale jakoś tym razem średnio pomyślnie, po prostu brakowało mi odżywienia/nawilżenia. 
  • Następnie wzięłam się za duet z PO szampon i odżywka aleppo, tu mogłam już liczyć na lepsze nawilżenie i dociążenie. 
  • Dokończyłam też maskę drożdżową i kilka razy użyłam kalosa latte, podobnie kilka razy sięgnęłam po olejek Babuszki Agafii. 
  • W ramach wykańczania sięgnęłam raz po naftę kosmetyczną Anna i niestety tym razem to był koszmar, bo chyba czterokrotnie musiałam myć włosy, by pozbyć się jej z włosów. 
  • Standardowo używałam też jedwabnego serum do zabezpieczania końcówek Marion.
    Kiedy już jestem przy końcówkach, to po dwóch miesiącach od ścięcia włosów, stwierdzam, że są w świetnej kondycji i nie znalazłam ani jednego rozdwojonego włoska.


Ogólnie odczułam uboższą pielęgnację, szczególnie we wrześniu miałam problem z nawilżeniem oraz
z puszeniem w wilgotne, deszczowe dni, chociażby takie, jak ten dzisiejszy (co zresztą widać na zdjęciu).



Lewe zdjęcie robione w słońcu (11.08), prawe robione wewnątrz, w świetle naturalnym (14.09), kolor niestety przekłamany.


Przyrost
Z tyłu, jak dla mnie dość standardowy, dwu centymetrowy przyrost, z 36 na 38 cm. Ale już 3 cm z przodu, bo z 32 do 35.
Możliwe, że to dlatego, że bardziej  skupiałam się na aplikacji balsamu, właśnie z przodu głowy. 

Suplementacja
Maxivit i skrzypopokrzywa.

Inne
  • Oczywiście największym sukcesem jaki odnotowałam, to ograniczenie wypadania.
  • Ufarbowałam też odrosty farbą Herbatint w kolorze 5N, kolor całych włosów też stracił czerwoną poświatę, czego akurat na zdjęciu nie widać.


Plany na kolejny miesiąc

  • będę testowała dwie nowe maseczki Marokańską z PO i Jajeczną z Babuszki Agafii
  • kuracja z serum na porost włosów Babuszki Agafii
  • chętnie wrócę do mojej bogatej pielęgnacji, ale nie mam pewności czy mi się uda, biorąc pod uwagę zbliżającą się coraz większymi krokami przeprowadzkę
  • standardowo Maxivit
  • zrezygnuję ze skrzypopokrzywy by dobrze ocenić działanie serum.


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

piątek, 13 września 2013

Moje doświadczenia i przemyślenia na temat wypadania włosów

Dziś kontynuje temat z wczoraj czyli będzie o wypadaniu włosów. Mam wrażenie, że większość z nas narzeka na wypadanie włosów. Warto się jednak zastanowić czy jest to realny problem czy nasza fizjologia, a my niepotrzebnie się tym zamartwiamy. Zapraszam do lektury :)
O wypadaniu ogólnie
Wypadnie włosów to naturalne zjawisko (w ten sposób odnawiają się one). Włos żyje średnio około cztery lata, potem obumiera i wypada, a mieszek odpoczywa przez 2–4 miesiące. Następnie pojawia się nowy włos. Według normy mamy prawo tracić do stu włosów dziennie. Przeciętna długość ich życia, podobnie jak grubość czy gęstość, w dużym stopniu zależą od czynników genetycznych. Dlatego niektóre kobiety „gubią” tylko kilkanaście włosów na dobę, a inne aż kilkadziesiąt. 
Problem zaczyna się wtedy, gdy włosów wypada więcej niż przewiduje norma. Podaje się, że taką normą jest wypadanie 100 do nawet 200 włosów dziennie. Jednakże jeżeli do tej pory dla kogoś normą było 20-30 włosów dziennie, a nagle zaczęło wypadać ich 2–3 razy tyle, należałoby zgłosić się do dermatologa. Podobnie, jeśli włosów nie wypada wiele, ale z określonych miejsc (widać niemal łyse „placki”) albo zauważymy ich przerzedzanie się na skroniach, nad czołem lub czubku głowy.
Powody wypadania włosów.
Jednym z najczęstszych jest stres i związane z nim zjawiska: długotrwałe napięcie, zmęczenie, przepracowanie, niedobór snu i ruchu (zwłaszcza na świeżym powietrzu). Kolejną przyczyną jest niedożywienie. Niedobór różnorodnych makro- i mikroelementów oraz witamin, zwłaszcza jeśli taki stan trwa kilka czy kilkanaście tygodni, odbija się na zdrowiu i wyglądzie włosów.
Czasem niedobór tylko jednego związku może być przyczyną wypadania włosów. Tak dzieje się m.in.
w przypadku niewielkiego nawet obniżenia poziomu żelaza (często zdarza się przy obfitych miesiączkach) lub jego niedoboru np. w anemii. Podobnie jest z magnezem, wapniem, cynkiem czy witaminami: H, z grupy B. Kondycja włosów zależy też od prawidłowego funkcjonowania układu hormonalnego. Wahania między proporcjami żeńskich i męskich hormonów (co zdarza się nie tylko w okresie przekwitania) mogą doprowadzić do łysienia androgennego (wypadanie włosów na skroniach czy nad czołem). Często intensywne wypadnie włosów powodują zaburzenia wydzielania hormonów tarczycy. Wypadanie włosów może być także objawem zatrucia chemicznego wywołanego np. pracą w szkodliwych warunkach oraz przebytej choroby zakaźnej z gorączką dochodzącą do 40 C (wystarczy zwyczajna grypa). Podobnie mogą zareagować włosy na operację czy nawet drobny zabieg chirurgiczny (np. usunięcie zęba), a także na przyjmowanie niektórych lekarstw.
Żródło: KLIK
Słów kilka na temat mojego wypadania
Moje włosy przeszły ze mną wiele, kilkuletnie rozjaśnianie, farbowanie i znów rozjaśnianie, codzienne stosowanie prostownicy, trzy narkozy i usunięcie 4 zębów oraz długotrwały stres.
Włosy wypadały, owszem, ale jakoś specjalnie nigdy się tym nie przejmowałam, ot wypadają bardziej lub mniej, w końcu miały też swoje powody. Dwa lata temu zaczęłam przyglądać im się baczniej, traktować łagodniej i sensowniej dbać. 
Zwiększone wypadnie zaobserwowałam tak naprawę właśnie od kiedy zaczęłam bardziej o nie dbać (przerzuciłam się na pielęgnację bardziej naturalną, bez sls, odstawiłam silikony, czytałm składy, odstawiłam suszarkę i prostownicę, itp.) i używać w ich pielęgnacji oleji. Po każdym ich nakladaniu, dużo włosów zostawało mi na rękach. Potem kolejne podczas mycia, nakładania odżywki. Doszło do tego, że
z lękiem szłam myć włosy. Pocieszałam się tym, że włosy mi odrastają, bo faktycznie wciąż przybywało baby hair.
W końcu moje włosomaniactwo trochę bardziej się rozwinęło i zaczęłam pic skrzypopokrzywę, używać wcierek a z czasem zaczęłam kupować kosmetyki dedykowane włosą wypadającym i brałam witaminy. Włosy wypadały, ale mniej, wciąż rosły nowe, więc starałam się już tak nie zamartwiać z tego powodu. Do czasu aż kilka miesięcy temu przyszedł kryzys i włosy znów zaczęły lecieć a nowe przestały rosnąć. Początkowo obwiniałam maskę koloryzującą, ale w końcu doszłam do tego, że przestałam brać witaminy i oto efekt. Wróciłam do witaminek, ziółek i kosmetyków na wypadanie, aż kupiłam pijawkowy balsam i w końcu to on, w największej mierze ograniczył wypadanie.
Jak wczoraj pisałm, odczas kuracji balsamem z enzymami pijawek, nauczyłam się czegoś o moich włosach
i o tym jak wypadają, przy okazji poczynilam kilka ogólnych refleksji na temat wypadania włosów.
Co zaczęłam robić/czego się nauczyłam?
  • Zaczęłam liczyć włosy. Liczyłam te z czesania, mycia, przeczesywania włosów dłonią, aplikowania wcierki. Liczyłam, sumowałam, czasem orientacyjnie, ale liczyłam. 
    Po co? Daje to swego rodzaju kontrolę i pomaga zorientować się w sytuacji. Wiecie ile faktycznie włosów Wam wypada. Ponad to po któtkim czasie uczycie się tego jak wygląda jaka ilość włosów. Przerażające jest jak wyciąga się, zdawałoby się całkiem sporą garstkę włosów, ale jak je policzycie okazuje się, że nie jest ich wcale tak dużo. 
    Pomoże Wam to w ustaleniu swojej dziennej normy wypadania i pomoże odpowiedziec na pytanie czy faktycznie mamy do czynienia z wzmożonym/nadmiernym wypadaniem czy tylko nam się wydaje.
  • Zaczełam czesać włosy przed myciem (także je liczyłam). 
    Do tej pory rzadko to robiłam, co tylko potęgowało moje przerażenie ilością wypadających włosów podczas mycia. Kiedyś, ponieważ prostowałam włosy, czesałam je kilkakrotnie w ciągu dnia (min. 3 razy), od kiedy pozwalam im się falować a czasem nawet kręcić, czesałam je głownie po myciu, czasem raz dziennie, czasem wcale. 
    Ponieważ włosy mają swoją dzienną normę wypadania (pamiętajcie, że dla każdego może ona wyglądac inaczej), jeśli nie będa mialy okzaji wypaść jednego dnia, to zrobią do drugiego czy trzeciego, kiedy będą miały ku temu okazję a ich ilośc będzie wtedy większa, zsumowana z dni poprzednich.
  • Przekonałam się, że moje włosy nie za bardzo lubią kiedy się w nie coś wciera, za badzo dotyka i ogólnie przy nich majstruje :) Doczytałam, że w ogóle nie powinno się wcierać
    a wklepywać. Z drugiej strony masaż skóry głowy jest wskazany, bo pobudza mikrokrążenie, tak więc ostrożnie, z umiarem i miłością :) Myślę, że dobrze jest zaiwestować kilka złoty
    w masażer czy odpowiednią szczotkę.
  • Zaczęłam też kombinować z inną metodą olejowania włosów (to dotychczas podczas tego procesu widziałam duże ilości wypadających włosów). Wcześniej kładłam olej na skórę głowy i suche włosy przed myciem, zazwyczaj na całą noc. Teraz głównie próbuję na zwilżone włosy, mokre po myciu i umijam skalp.
  • Postanowiłam mniej się przejmować :) Doszłam do wniosku, że włosy tak już mają, że wypadają a dopóki te ilości nie przekraczają sugerowanych i moich własnych norm będę zachowywała spokój. Zwiększone ilości włosów jakie wypadają podczas mycia uznaję za normalną, jeśli w dni bez mycia włosów wypada mi o wiele mniej. Niemniej kontroluję sytuację licząc włosy, choćby orientacyjnie.
  • Obserwuję siebie i swój organizm.

Co mi pomaga na wypadanie?

  • Przyjmowanie witamin. Obecnie biorę Maxivitę, z biotyną i żen-szeniem; 
  • Picie skrzypopokrzywy, które u mnie głównie pobudza włosy do wzrostu i "wyrostu" oraz dostarcza organizmowi cennych mikroelementów;
  • Wspomniany już balsam przeciw wypadaniu z enzymami pijawek;
  • Jeszcze delikatniejsze obchodzenie się z włosami, raczej staram się produkt nakładać,
    a nie wcierać;
  • Wizualizacja. Możecie się dziwić czy krzywić, ale wizualizację stosuję przy różnych dolegliwościach, np. bólu głowy czy stanach przed przeziębieniowych. 
    W mojej wizualizacji zakładam n agłowę specjalny hełmn, który wzmacnia moje cebulki włosów, zatrzymuje je na miejscu a także pobudza włosy do wzrostu. Nie robię tego dostatecznie często, zazwyczaj jedynie chwilę przed zaśnięciem, kiedy mi się przypomni, ale wiem że myśli
    i wizualizacja mają moc :) 
    Wizualizację od lat wykorzystuje się mi.in. w treningach spotrowców czy terapiach nowotworowych, a wykorzytując siłę swego umysłu ludzie potrafią dojść do pełnego zdrowia, ze stanów w których lekarze nie dawali im już szans.

  • Ogólne zdbanie o siebie i swoje zdrowie fizyczne i psychiczne.

Co mi szkodzi?
Głównie działania odwrotne do poprzedniego punktu, czyli:
  • Brak dodatkowej porcji witamin. 
    Chocaż staram się odżywiać racjonalnie, wiele mi brakuję do mojej wizji zdrowego odżywiania, dlatego stosuję dodatkową suplementację (spotkałam się z opiniami lekarzy, że spożywając współczesną, wysoko przetworzoną żywność, suplementacja jest koniecznością).
    Już po krótkiej przerwie w przyjmowaniu witamin, zaobserwowałm ich wzmożone wypadanie.

  • Stres. Chociaż staram się mniej przejmować, to zauważyłam, że jestem w ciagłym napięciu. Ponadto w takim stanie zazwyczaj napięta jest skóra głowy, co dodatkowo ma negatywny wpływ na włosy a przede wszystkim cebuli włosów, które są niedokrwione. 
    Czasem wystarczy chwila oddechu, refleksji, intencji a nawet prośba by skóra głowy się rozluźniła. U mnie działa :) 

  • Brak snu. Skończyły się czasy kiedy mogę zarwać nockę, teraz kilka godzin mniej przeznaczoneych na nocny odpoczynek, odbija się zwiększonym wypadaniem już następnego dnia.
  • Ciasno i/lub wysoko związane włosy. Moje włosy przed obcięciem często związywałam
    w wysoki koczek, w ciągu dnia i praktycznie zawsze na noc. W efekcie bardzo często bolała mnie skóra głowy i w miejscu wiązania dość znacznie przerzedziły mi się włosy. 
    Po obcięciu spałam w rozpuszczonych włosach i było mi cudownie :) Teraz kiedy włosy robią się z każdym miesiącem dłuższe, zaplatam je w wysoki, luźny warkocz lub wzijam w ruloniki
    i podpinam nad karkiem. 

Poza tym wzmagać wypadanie może też:
  • nieodpowiednia pielęgnacja czyli mi.in nieodpowiednio dobrane kosmetyki;
  • silne detergenty;
  • składniki uczulające;
  • choroby skóry głowy;
  • zbyt sucha ale też zbyt tłusta skóra głowy;
  • niedelikatne obchodzenie się z włosami, ich szarpanie przy czesaniu szczególnie gdy są mokre;
  • farbowanie, prostowanie, suszenie gorącym powietrzem oraz mycie w za ciepłej wodzie;
  • duża ekspozycja głowy na słońce i wysokie temperatury;
  • odchudzanie;
  • okresy przesilenia (wiosna, jesień), kiedy odporność organizmu może być obniżona;
  • przymowane leki, szczególnie długotrwale;
  • wpomniane wcześniej zaburzenia hormonalne. Jeśli problem z wypadaniem nasila się w dodatku czujecie się przemęczone, senne, macie problem z utrzymaniem wagi mimo braku zmian
    w odżywianiu czy w ogóle coś niepokoi Was w waszym samopoczuciu, udajcie się do lekarza na badania (morfologia, oznaczenie hormonów TSH).

Nadmierne wypadanie włosów praktycznie zawsze jest informacją od organiznu i objawem czegoś . Ponad to bardzo często jest to objaw z tzw. opóźnionym zapłonem, czyli przyczyna miała miejsce kilka tygodni a czasem nawet miesięcy przed wzmożonym wypadaniem, kiedy trudno nam już powiązać konkretną przyczynę ze skutkiem.
Przede wszystkim należy dbać o siebie na codzień, zdrowo się odżywiać, wysypiać, dbać
o odpowiednią dawkę ruchu, czyli ogólnie wszystko to o czym wiemy, a nie zawsze udaje nam się to robić :) Najpierw zadbajmy o swoje wnętrze, bo to będzie miało bezpośrdnie przełożenie na nasze włosy, skórę, paznokcie i ogólne samopoczucie. Potem sięgajmy po kosmetyki, które wspomogą nas od zewnątrz.
Oczywiście jeśli zależy nam na szybszych rezultatach, warto działać wielopłaszczyznowo czyli np. łykać witaminy i stosować wcierkę.


Uff...mam nadziję, że przebrnełyście :)
Starałam się nie tylko ogólnie nakreślić problem wypadania włosów, ale głównie opisać to na moim przykładzie. Może moje doświadczenia i przemyślenia, którejś z Was, w jakiś sposób pomogą.



Pozdrawiam ciepło :)
Czella
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...