czwartek, 29 sierpnia 2013

Drożdżowa maska do włosów. Receptury Babuszki Agafii

Dziś produkt, który albo miałyście/macie, albo chociaż o nim słyszałyście, a ja chcę dorzucić kilka słów na jego temat, do recenzyjnego koszyczka ;)

Maska do włosów drożdżowa na pobudzenie wzrostu.
Receptury Babuszki Agafii




Wg producenta
"Maska do włosów drożdżowa to wspaniały sposób na przyśpieszenie wzrostu włosów. Drożdże piwne to naturalne źródło białka, witamin i mikroelementów, które przenikają w strukturę włosa, wzmacniając je i przyspieszając wzrost. Olej z kiełków pszenicy posiada działanie regeneracyjne
i przeciwdziałające wypadaniu. Sok z brzozy to znany ludowy środek na wzmocnienie cebulek włosowych. Dzięki zawartości olejów z zimnego tłoczenia maska ułatwia rozczesywanie. Włosy stają się jedwabiste i pełne blasku.
Nie zawiera PEG i parabenów.

Maska zawiera ekstrakty z:
Drożdże piwne (Yeast Extract) – poprawiają strukturę włosa, wzmacniają, przyśpieszają wzrost.
Sok brzozowy (Betula Alba Juice) – wzmacnia cebulki włosowe, nadaje włosom blask, zapobiega wypadaniu.
Oman wielki (Inula Helenium Extract) – działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie
Mącznica lekarska ( Arctostaphylos Uva Ursi Extract) - znakomity naturalny antyseptyk
Ostropest plamisty (Silybum Marianum Extract) - łagodzi stany zapalne i hamuje zmiany skórne.

Oraz oleje z zimnego tłoczenia:
Olej z kiełków pszenicy (Triticum Vulgare Germ Oil) - regeneruje wnętrze włosów, odtwarza naturalną osłonkę i wygładza ich powierzchnie. Chroni przed nadmierną utratą wody oraz promieniowaniem UV.
Olej z nasion białej porzeczki (Ribes Aureum Seed Oil) – wykazuje działanie przeciwzapalne, intensywnie odżywia włosy.
Olej z orzeszków cedrowych (Pinus Siberica Cone Oil) – ogranicza łojotok, zwalcza łupież, stymuluje krążenie podskórne i przeciwdziała wypadaniu włosów
Olej z owoców dzikiej róży ( Rosa canina Fruit Oil) - odżywia, nawilża i uelastycznia włosy

Spsób użycia: nanosimy maskę na czyste, wilgotne włosy. Równomiernie rozprowadzamy na całej długości aż do podstawy włosa. Po 1-2 minutach zmywamy wodą."



Skład
Aqua with infusions of: Yeast Extract, Betula Alba Juice; enriched by extracts: Inula Helenium Extract, Arctostaphylos Uva Ursi Extract, Silybum Marianum Extract, Cetrionium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum; cold pressed oils: Triticum Vulgare Germ Oil, Ribes Aureum Seed Oil, Pinus Siberica Cone Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Ascorbic Acid, Panthenol, Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid.




Opakowanie
Plastikowy, zakręcany słoik. Posiada dodatkową nakręteczkę, dzięki której nie upaćkamy nakrętki właściwej, o co przy tej konsystencji było by łatwo. 
Grafika opakowania utrzymana jest w tradycyjno-naturalnej estetyce.
Do opakowania dołączona jest mini książeczka z przepisami, niestety jedynie w języku rosyjskim.



Konsystencja/zapach
Dość rzadka, lekko przelewa się przez palce, może skapywać.
Maska absolutnie nie pachnie drożdżami a słodkimi, waniliowo-maślano-migdałowymi ciasteczkami, czy czymś takim :)



Cena/pojemność
300 ml/ od 15 zł.

Dostępność
Sklepy z rosyjskimi kosmetykami, sklepy z naturalnymi produktami (głównie on-line), allegro.
Ja swoją kupiłam na allegro, od  Triny.pl

Moja opinia
Maska drożdżowa była moim pierwszym rosyjskim  kosmetykiem. Kupiłam ją kilka miesięcy temu, teraz przychodzi mi ją kończyć.
Z początku używałam głównie jej i to głównie wtedy wyrobiłam sobie o niej zdanie. Byłam z niej zadowolona, choć jej działanie mnie nie powaliło ;) Z czasem nawet pewne elementy jej działania mnie irytowały.
Dziś po dłuższym czasie powróciłam do tej maski i zakochałam się w niej na nowo.


Działanie
Włosy po zastosowaniu tej maski są przede wszystkim miękkie. Przy regularnym stosowaniu miękkość się zwiększa. Doszło do tego, że zaczęłam uważać, że moje włosy są za miękkie i delikatne (nie wiedziałam, że mogą być aż tak miękkie). Maska mocno nawilża włosy (a właściwie zabrakło im równowagi) i u mnie po pewnym czasie, jak podejrzewam, doszło do przenawilżenia. 
Niby drożdże to białko(tzn. zawierają białko z błon komórkowych grzybów), białko to proteiny, ale  w tym przypadku chyba jakoś inaczej to działa.

Ponieważ nawilża, włosy po jej użyciu nie są spuszone, choć po długim/regularnym jej stosowaniu wierzchnia warstwa moich odrastających włosów, bardzo brzydko zaczęła odstawać, czego wcześniej nie obserwowałam. Od tego czasu, zjawisko to dość często mi towarzyszyło. Dziś po użyciu maski drożdżowej (po dłuższej przerwie) moje włosy były/są wygładzone i praktycznie nic mi nie odstaje, a włosy dodatkowo ładnie się błyszczą.

Używana na zmianę z innymi maskami, pozostawia włosy gładkie, miękkie, elastyczne i mięsiste. Skręt na takich włosach jest ładny i dobrze się trzyma. Włosy zyskują dodatkowy blask i wyglądają zdrowo. Jednym słowem, są takie, jakie lubię :)

Jak stosuję?
Podane przez producenta zalecenia, to zdecydowanie za mało.
Ja nakładam maskę na min. 20 minut (przeważnie 40-60 min), łącznie ze skórą głowy, pod czepek i ręcznik. Czasem przed myciem, głównie jednak po myciu. Zdarzyło mi się także nakładać ją razem z olejem na noc.


Czy pobudza do wzrostu i hamuje wypadanie? 
Trudno mi powiedzieć, bo stosując maskę drożdżową używałam także innych specyfików o tożsamym działaniu. Patrząc na skład, przewiduje jej pozytywne działanie w tym kierunku :)

Plusy 
  • skład
  • nawilża
  • zmiękcza włosy
  • wygładza
  • nabłyszcza
  • ładnie pachnie w opakowaniu
  • stosunek ceny do objętości
  • wydajna

Minusy
  • zapach na włosach w czasie/po wyschnięciu
  • rzadka konsystencja, choć mnie akurat to nie przeszkadza, a wręcz pomaga przy aplikacji na skalp :)
  • po długotrwałym stosowaniu za bardzo zmiękczyła moje włosy a bejbiki i średniaczki zaczęły niemiłosiernie odstawać

Podsumowanie
Maska drożdżowa, to moim zdaniem jeden z hitów blogosfery. Głównie jest kochana i wychwalana, ale niektórym dziewczyną w ogóle się nie sprawdziła a dla jeszcze innych jest po prostu średnia. Wiele oczywiście zależy od rodzaju włosów, ich kondycji czy sposobu używania. 
Sama nie doświadczyłam efektu WOW, ale szczególnie teraz, kiedy już wiem, jak jej w odpowiedni dla siebie sposób używać, jestem jeszcze bardziej z niej zadowolona.
Czy do niej wrócę? Z pewnością, ale najpierw wypróbuję jajeczną siostrę :)


W której grupie się znalazłyście, kochacie, nienawidzicie, ani Was ziębi, ani grzeje? ;) A może jeszcze nie używałyście tej maski drożdzowej? Dajcie znać :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

środa, 28 sierpnia 2013

Kieszonkowe słodkości. Nivea Lip Butter Vanilla & Macadamia

Zaczynam odnosić wrażenie, że lubuję się w apetycznych kosmetykach, takich aż "do zjedzenia", ale prawdę powiedziawszy, kto tego nie lubi? :)

Dziś dosłownie kilka słów o smakołyku, który wyciągnęłam ze swojej szafy. Masełko do ust Nivea od początku roku jest moim ulubieńcem. Tym bardziej się ucieszyłam kiedy jeden z produktów do ust, jakiego używałam dokonał swojego żywota, bo mogłam sięgnąć po apetyczną wanilię z orzechami makadamia (taką umowę ze sobą zawarłam :)).


To, co chyba najważniejsze w tym produkcie to zapach, słodki, ciepły, do schrupania. Przypomina mi trochę maskę Kallos Latte lub po prostu ciepły, pachnący waniliowy budyń z dodatkiem czekolady, a dokładniej czekoladowej pralinki :)
Jeśli lubicie takie zapachy, śmiało sięgajcie po to masełko.


Masełko poza zapachem nie różni się właściwościami od swoich braci malinowego i karmelowego, dlatego po więcej szczegółów odsyłam Was TU.




Nadal nie jest to mój idealny produkt do ust, chociażby ze względu na parafinę w składzie, ale muszę przyznać, że masełko działa na moje usta bardzo dobrze (ale nie mam problemów z ustami, co chyba także jest wynikiem działania masełka), jest mega wydajne i bardzo przyjemne w stosowaniu. Niestety nie smakuje tak jak pachnie, ale może to i lepiej ;)


Lubicie takie smakołyki? :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

wtorek, 27 sierpnia 2013

Idealna skóra w tubce? Skin 79 BB Cream Oriental Gold Plus

W okolicach zeszłego tygodnia (lub trochę dawniej) pisałam Wam o moich zmaganiach z podkładem mineralnym (KLIK). Dziś natomiast będzie o tym, do czego z ulgą powróciłam, czyli kremie BB.

Skin 79 BB Cream Oriental Gold Plus


Wg producenta
Skin79 Oriental Gold Plus BB Cream
Złota wersja orientalnego fioletowego kremu BB, która jeszcze intensywniej chroni i pielęgnuje skórę 
na trzy różne sposoby.
Adeozyna i arbutyna działają rozjaśniająco niwelując i zmniejszając widoczność niedoskonałości takich, jak przebarwienia i skazy.
Złoto i ekstrakt z kawiory nawilżają i odżywiają cerę sprawiając, że staje się ona promienna
i zdrowa.
Naturalna ochrona przeciwsłoneczna chroni skórę przed szkodliwym promieniowaniem UVA
i UVB.

Funkcje
- wygładza i ujednolica
- rozjaśnia i stopniowo wybiela
- spowalnia proces starzenia się skóry i zmniejsza widoczność zmarszczek
- odżywia i głęboko nawilża
- chroni przed promieniowaniem UVA/UVB

Waga netto: 40g
Termin trwałości: 12 miesięcy od otwarcia

Sposób użycia
Niewielką ilość kremu rozprowadzać równomiernie bardzo cienką wartwą wklepując krem opuszkami palców. Aby uniknąć zważenia się kremu stopniować poziom krycia, nakładając kolejną warstwę kremu po 5 minut od aplikacji poprzedniej.




Skład
Water, Titanium Dioxide, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Butylene Glycol, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Phenyl Trimethicone, Orbignya Oleifera Seed Oil, Hydrogenated Polyisobutene, Hydrogenated Polydecene, Hydrogenated C6-14 Olefin  Polymers, Sodium Hyaluronate, Dipropylene Glycol, Ethylhexyl Olivate, Arbutin, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Zinc Oxide, Talc, Sodium Chloride, Hexyl Laurate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Sorbitan Isostearate, Adenosine, Tocopheryl Acetate, Camellia Sinensis Leaf Extract, Phyllostachis Bambusoides Juice, Betula Platyphylla Japonica Juice, Chamaecyparis Obtusa Water, Palmitoyl Oligopeptide, Palmitoyl Tetrapeptide-7, Pseudoalteromonad Ferment Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydolyzed Soy Protein, Tripeptide-10 Citrulline, Tripeptide-1, Gold, Caviar Extract, Royal Jelly Extract, Pearl Extract, Adanosonia Digitata Seed Extract,  Ubiquinone, Nelumbium Speciosum Flower Extract, Fish Extract, Algae Extract, Mussel Extract, Chrysanthemum Indicum Flower Extract, Artemisia Princeps Leaf Extract, Cinnamomum  Cassia Bark Extract, Diospyros Kaki Leaf Extract, Morus Alba Fruit Extract, Peuraria Lobata Root Extract, Morus Alba Fruit Extract, Pueraria Lobata Root Extract, Morniga Pterygosperma seed Oil, Ceramide 3, Creatine, Polyglutamic Acid, Sodium Ascorbyl Phosphate, Lysine, Histidine, Arginine, Threonine, Valine, Retinol, Ascorbic Acid, Methicone, Isoleucine, Phenylalanine, Collagen, Biotin, Copper Tripeptide-1, Acetyl Hexapeptide-8, Palmitoyl Pentapeptide-4, Panthenol, Niacinamide, Sea Water, Steareth-20, Chrysin, N-Hydroxysuccinimide, Dimethicone, Sorbitan Olivate, Disteardimonium Hecotrite, Ozokerite, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Mca, Beeswax, Calcium Stearate, Propylene Carbonate, Triethoxycaprylylsilane, Dimethicone/Methicone Copolymer, Methicone, Disodium EDTA, MEthylparaben, Chlorpenesin, Propylparaben, Butylparaben, Fragrance, CI 77491, CI 77492, CI 77499



Opakowanie
Do wyboru mamy miękką tubę lub eleganckie sztywne, owalne opakowanie z różem w komplecie.
Krem w tubce jest tańszy i jak mi się wydaje łatwiejszy w obsłudze, bo nie ma ryzyka popsucia się pompki,
a kiedy krem się kończy bez problemu tubkę można rozciąć.
Tubka przychodzi w kartoniku, a na nakrętce są dwie naklejki gwarantujące świeżość kosmetyku. 





Konsystencja
Gładka, kremowa, średno gęsta i treściwa. Z łatwością się rozprowadza na twarzy.
Ma delikatny zapach, który lubię :)





Cena/pojemność
Ok. 37 - 45 zł (u "mojego" sprzedawcy  na ebay)/40g. Dostępne są także miniaturki po 10 g.
110 zł na jednej z polskich stron z azjatyckimi kosmetykami.

Dostępność
Ebay, allegro, polskie strony z azjatyckimi kosmetykami.
Ze względu na często absurdalną różnicę cenową na polskich stronach, kremy bb kupuję na ebay.
Mam sprawdzonego sprzedawcę i to do niego zawsze wracam (KLIK).


Moja opinia
Kremów BB używam od ok. 1,5 roku, a obecnie używany jest moim 3 pełnowymiarowym opakowaniem.
Ze Skin79 miałam też zestaw miniaturek oraz próbki. Właśnie dzięki próbce zdecydowałam się na Oriental Gold Plus. Chociaż próbka sprawowała się trochę inaczej i powiedziałbym, że chyba trochę lepiej, to
z pełnego opakowani też jestem zadowolona i nie marzę o innym produkcie.


Kolor
Dostępny tylko w jednym kolorze. Jasny, dość neutralny beż z delikatnymi różowymi tonami, które lekko znoszą tony żółte, ale nie daje efektu różowego pysiaka.


Kolor po lewej niestety trochę przekłamany.


Błysk
Posiada charakterystyczny dla kremow BB błysk, ale nie jest on mocny i łatwo go zmatowić. Nie kleji się, nie jest tłusty.
Jednakże na ten błysk ma także wpływ krem jakiego użyjemy pod spód oraz zapewne jaką mamy skórę.

Trwałość
Zazwyczaj 6 godzin wytrzymuje w stanie idealnym. Nie ściera się łatwo, nie warzy się, nie wałkuje. 
Jeśli będziemy dotykać twarzy, podpierać się czy wycierać nos, warstwa kremu trochę się wytrze, ale nie odznacza się to mocno. 
Oriental Gold Plus potrafi być naturalnie matowy (po nałożeniu cienkiej warstwy pudru) przez 6-7 godzin, ale może się też zacząć mocniej błyszczeć już po 2 godzinach.
Ogólnie u mnie wytrzymuje w bardzo dobrym stanie od rana do wieczora, z mniej więcej jednym zmatowieniem w trakcie. 

Na trwałość i zachowanie kremu duży wpływ ma to, co położymy pod spód i czy utrwalimy go pudrem.

Krycie
Jak dla mnie krem ma krycie dobre do bardzo dobrego. 
Zazwyczaj nie mam wielkich problemów z cerą, nie mam trądziku czy większych wyprysków, ale czasem coś mi tam wyskoczy. Mam rozszerzone naczynka (szczególnie na policzkach) a od jakiegoś czasu, raz po raz dopada mnie jakaś alergia, która odbija się na mojej twarzy.




Oriental Gold Plus świetnie radzi sobie z kryciem zaczerwienień, krostek, zaskórników. Na jakieś 70 % maskuje większe zaczerwieniania (wypryski). 
Krycie można stopniować, dokładając kolejną warstwę, co daje jeszcze lepszy efeky.
Maskuje też cienie pod oczami, choć nie całkowicie. Mimo to najczęściej rezygnuje z korektora pod oczami (który i tak jest nie najlepszy), pozostając jedynie przy kremie BB.

Aplikacja
Najłatwiej jest go lekko rozsmarować palcami a następnie wklepać, co zapewni lepsze stopienie się kremu ze skórą. 
Ostatnio zaczęłam używać do nakładania kremu bb pędzla i jestem bardzo zadowolona z efektu, bo wydaje mi się, że wygląda jeszcze naturalniej. Rozsmarowuje krem kolistymi ruchami, a następnie uklepuje/dociskam dłońmi, by pozbyć się ewentualnych śladów po pędzlu.


Plusy
  • wyrównuje kolor skóry
  • dobrze kryje i stapia się ze skórą
  • wygląda naturalnie
  • nie zapycha (ważne jest jednak dobre oczyszczanie)
  • ma właściwości pielęgnacyjne
  • nie wysusza skóry
  • nie podkreśla suchych skórek
  • posiada wyższy, skuteczny filtr SPF 25 oraz PA++
  • wydajny 

Minusy
  • w zależności od użytego kremu może podkreślać pory, błyszczeć się lub szybciej ścierać
  • dla niektórych dostępność może być problemem

Podsumowując
Kremy BB od poczatku skradły moje serce, a z każdym kolejnym, jestem co raz bardziej zadowolona.
Oryginal Gold Plus spełnia maje oczekiwania i wymagania względem kremu BB.
Błyskawicznie poprawia wygląd cery, kryjąc jej mankamenty i poprawiając mi samopoczucie :) Nie jest tłusty i nie błyszczy się mocno, czego nie lubię. Daje się łatwo zmatowić, a róż czy bronzer nie zostawia na nim plam. 
Sięgam po niego z przyjemnością i wiem, że mogłabym do niego wrócić, bo daje mi komfort dobrze wyglądającej skóry, nawet jeśli pod spodem nie wszystko jest takie idealne, na jakie wygląda ;)


Wy też pokochałyście kremy BB? :)


Pozdarwiam ciepło :)
Czella

niedziela, 25 sierpnia 2013

Takie tam :)

Dzisiejszy post będzie właściwie o niczym, czyli w zgodzie z początkowym tytułem tego bloga "O wszystkim
i o niczym" :)

Wybraliśmy się dziś DO MIASTA. Jeśli nie jeszcze nie wiecie, większość czasu spędzam NA PROWINCJI, tu mieszkam i pracuję w domu. Wychodzę na spacery z Psem, na pocztę i czasem do sklepu a nawet na spacer do puszczy czy nad rzekę. Większość zakupów, w tym kosmetycznych, robię przez Internet. Przychodzi jednak taki moment, że coś lepiej kupić stacjonarnie i/lub po prostu ciągnie DO LUDZI ;) Właśnie z tych powodów wybraliśmy się dziś do Białegostoku. Głównym celem były pudła przeprowadzkowe i nici, które skończyły mi się akurat w trakcie szycia słodkiego muffina. 
Przy okazji tej wyprawy,  poczyniłam kilka spostrzeżeń, doświadczeń i odkryć.

1)
Okazało się, że sprawdzanie dostępności produktów przez internet, można traktować co najmniej jak luźną sugestię i nie planować zakupów pod tym kątem, a lepiej zaufać swojej kobiecej intuicji.
W internecie jest napisane jak byk, że dostępne, na półce pusto, obsługa potwierdziła, że owszem na stanie mają 4 pudła, ale gdzieś się zagubiły lub zniszczyły. Na szczęście ich wewnętrzny system jest dokładny co do sztuki i w innym markecie czekało na nas 427 kartonowych pudełek. Raczej ciężko było by to zgubić, więc pojechaliśmy i nawet kupiliśmy. 
Wiecie, ja jestem wyrozumiała i raczej nie skora do bezpodstawnego hejtu, ale swego rodzaju głupota
i utrudnianie życia sobie i innym mnie mierzi. Czy naprawdę nie można by zdjąć ze stanu tych pudełek jeszcze przez wielką inwentaryzacją? 

Wniosek: nie oglądać się na systemy, a słuchać się siebie.

2)
Jako, że jesień się zbliża a ja będę raczej zdecydowanie częściej wychodzić z domu, postanowiłam w końcu zaopatrzyć się w kalosze. Mam niby swoje upatrzone, w INTERNECIE oczywiście, ale wyczytałam, że
w Decathlonie buty do jazdy konnej są bardzo fajne i się nadają. Na stronie obadałam co i jak i odkryłam, że Decathlon też tutaj, na wschodzie, jest. Tak się nawet złożyło, że był zaraz obok celu naszego pudełkowego przeznaczenia. 
Kalosze bardzo fajne, odlane z jednego kawałka gumy, matowe, czarne i rzeczywiście z dobrze przylegającą cholewką. Na tyle dobrze, że ja musiałam się mocno zaprzeć, a Luby mocno ciągnąć żeby mi tego buta ściągnąć. Więc Decathlonowe kalosze nie dla mojej nie-takiej-szczupłej łydki. 
Jeśli nie macie z tym problemu, polecam, jedyne 64,99 ;)

3)
W Jysku mają świetny wybór pudełek i pudełeczek wszelakich i na pewno, już po przeprowadzce, wybiorę się tam na zakupy.

4)
W Białymstoku jest Pepco, a nawet dwa. Nie wiem niestety gdzie, to znaczy wiem na jakiej ulicy ale nic mi to nie mówi :) Ważne, że jest (choć pewnie nie będę już miała okazji się wybrać).

5)
Nie pamiętam co chciałam napisać, na pewno było to jakiś szczególnie ważne odkrycie, ale już o nim zapomniałam ;)


Na koniec pokażę Wam potrfelo-kopertówkę, w której się po prostu zakochałam (zdetronizowała crown smart pouch, choć cały czas chcę i muszę go mieć).

Umarł król, niech żyje król ;)



Mam tylko dylemat jaki kolor wybrać i jak się kupuję na aliexpress :)
Jeśli i Wam się podoba Day by day Pouch, możecie go kupić TU


Uf, miałam napisać tylko kilka zdań, a wyszło jak zwykle ;)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

sobota, 24 sierpnia 2013

Smakowity peeling. Organic Shop Enzymatyczny peeling do twarzy Brzoskwinia i Mango

Jakiś czas temu pisałam Wam o lubianym przeze mnie peelingu enzymatycznym firmy Planeta Organica (KLIK). Dziś natomiast chcę Wam przedstawić produkt, który absolutnie pokochałam :)

Enzymatyczny Peeling Do Twarzy Brzoskwinia I Mango





Wg producenta 
Peeling enzymatyczny, który delikatne złuszcza i doskonale oczyszcza i odświeża skórę, dostarcza jej odpowiednich składników odżywczych. Peeling zmiękcza skórę twarzy, nadając jej miękkości, sprężystości
i aksamitności.

Formuła peelingu nie zawiera parabenów, silikonów, SLS, syntetycznych substancji zapachowych 
i barwników, syntetycznych konserwantów i polietylenu. 
Zawiera wyłącznie certyfikowane ekstrakty organiczne i olejki.

Sposób użycia: Nanieść peeling na oczyszczoną skórę twarzy i pozostawić na 8-10 minut, spłukać wodą.

Skład 
Aqua, Glycolic Acid, Olea Europea Fruit Oil, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Cetyl Palmitate, Glycerin, Organic Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Oil, Ethylhexyl Stearate, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Sodium Hydroxide, Magnolia Liliflora Flower Extract, Panthenol, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum.

Na polskiej etykiecie, nie było pełnego składu. Więc zwróćcie na to uwagę.



Opakowanie
Prosta tubka z zamknięciem na klik. Tubka (pod nakrętką) była zabezpieczona srebrną folią, dzięki czemu mamy pewność, że produkt jest świeży i nikt go przed nami nie  "testował".
Opakowanie ma też przyjemną grafikę :)



Konsystencja/zapach
Gęsta, kremowa o lekko pomarańczowo-różowym kolorze. Rozsmarowuje się jak gęstszy krem na twarzy, zostawiając jasne smugi.
Zapach to główny powód mojej miłości do tego produktu. Piękny owocowy zapach brzoskwini i mango, dla mnie pachnie naturalnie i bardzo apetycznie. Aplikacja i czas kiedy peeling-maska działa na twarzy to soczysta uczta dla moich zmysłów :)

Cena/pojemność
Od 9,9 zł (nawet do 20 zł) za 75 ml.

Dostępność
Sklepy z kosmetykami naturalnymi, rosyjskimi, allegro.
Ja swój peeling w bardzo dobrej cenie kupiłam w sklepie FirmaRelax i gorąco ten sklep polecam (ja akurat kupowałam na ich koncie na allegro). Mają bardzo szeroki asortyment naturalnych kosmetyków, suplementów diety, herbat, itp. poza tym szybką i miłą obsługę.


Moja opinia
Peeling kupiłam przy okazji innych zakupów. Skusił mnie kwas glikolowy.

Za wikipedią: Dzięki bardzo dobrym zdolnościom do przenikania skóry, kwas glikolowy znajduje zastosowanie w produktach ochrony skóry. Stosowany jest w celu polepszenia wyglądu skóry i jej tekstury. Powoduje zmniejszenie zmarszczek, trądziku młodzieńczego oraz hiperkeratozy. Po zaaplikowaniu, kwas glikolowy, reaguje z górnymi warstwami naskórka pobudzając właściwości wiążące lipidów które utrzymują martwe komórki naskórka razem. Dzięki temu warstwa zrogowaciała naskórka złuszcza się, ukazując żywą skórę.

Za zróbsobiekrem.pl: W stężeniu do 10% kwas glikolowy ma bardzo efektowne działanie nawilżające, niewidoczne dla oka działanie złuszczające na powierzchowną warstwę rogową naskórka, oraz wspomaga odnowę i regenerację skóry właściwej poprzez pobudzenie aktywności fibroblastów (komórek łącznotkankowych wytwarzających kolagen i elastynę). 
Wyższe stężenie 20% - 35% oprócz działania nawilżającego i oczyszczającego skórę (np. trądzikową) dają efekt powierzchownego peelingu.

Niestety na opakowaniu nie jest podane stężenie kwasu glikolowego. Na pewno nie zaobserwujecie po tym peelingu widocznego łuszczenia się skóry, pozostawi ją za to wygładzoną, miłą i miękką w dotyku. Dodatkowo skóra zdaje się być odżywiona i nawilżona. 

Nie doświadczyłam absolutnie żadnego pieczenia (nawet na jakiś małych rankach), czasem tylko delikatne mrowienie. 
Twarz nie jest po peelingu zaczerwieniona, moja cera naczynkowa się na niego nie skarży :)

Stosując kosmetyki z kwasami należy pamiętać o ochronie przeciwsłonecznej.

Jak go stosuje? 
Zwykle zgodnie z zaleceniem producenta, czyli nakładam na ok. 10 min a następnie spłukuję. Czasem połowę tego czasu wmasowuję peeling w skórę, czasem zostawiam nawet na 15-20 minut, wmasowując peeling na początku lub na końcu, przed spłukaniem, albo i tak i tak :) 
Używam porcji mniejszej lub równej średniej wielkości orzecha laskowego.
Najchętniej używam go 2 razy w tygodniu lub 1 raz jak nie mam czasu :)


Plusy
  • cudowny zapach
  • dobry skad w tym kwas glikolowy na drugim miejscu, masło z mango, olej z pestek brzoskwini, olej macadamia, eksktrakt z magnolii, panthenol
  • wygładza, zmiękcza i odżywia skórę
  • bez parabenów, sls, silikonów
  • wydajny (używam go już chyba dwa miesiące i końca, ani nawet połowy nie widać)
Minusy
  • nie zauważyłam

Podsumowując
Pięknie pachnący, dobrze działający, kolejny rosyjski kosmetyk, który podbił moje serce i nos ;)
Zdecydowanie będę do niego wracać i myślę, że spokojnie mogę Wam go polecić :) 



Pozdrawiam ciepło :)
Czella

piątek, 23 sierpnia 2013

Kulturalny piątek #4

W tym odcinku "Kulturalnego piatku" nie będzie aż tak wiele poleceń. Poprzednie 2 tygodnie nie obfitowały u mnie w filmy dokumentalne, a w seriale i paratelenowele wnętrzarską, ale o tym poniżej :)


Filmy dokumentalne

Tak się złożyło, że wszystkie domumenty, jakie obejrzałam dotyczą zdrowia.

Kto nas tuczy?




Badania wskazują, że na całym świecie żyje więcej osób z chorobliwą nadwagą niż tych, które są niedożywione. Dziennikarz Jacques Peretti bada, w jaki sposób czerpanie zysków ze sprzedaży jedzenia sprawiło, że w ciągu ostatnich 40 lat nawyki dietetyczne ludzi uległy tak istotnej zmianie.
W tym celu jeździ po USA i spotyka się z przedstawicielami przemysłu żywieniowego i handlu. Rozmawia z nimi o wprowadzeniu na rynek tanich, gotowych posiłków, przekąsek i smakołyków o olbrzymich rozmiarach, a także promocjach, które zachęcają do kupowania produktów w zestawach.

Trzy kolejne odcinki:

Raz KLIK

Dwa KLIK

Trzy KLIK


Walter Veith Mleko-czynnik chorobotwórczy



Po tytule, możan asię domyśleć czego film dotyczy :)
Profesor Walter Veith w swoim wykładzie w sposób prosty, dosadny i zabawny tłumaczy dlaczego mleko (krowie, kozie, itp.) nie jest dla nas, ludzi.  

Wykład obejrzycie np. na youtube KLIK (z polskimi napisami) 


Burzyński – Rak to poważny biznes




"Historia lekarza i biochemika dr Stanisława Burzyńskiego, który wygrał największą batalię prawną przeciwko federalnemu Urzędowi Żywności i Leków (FDA) w historii Stanów Zjednoczonych. 
Dr Stanisław Burzyński to Polak, który w latach 70-tych ogłosił, że wynalazł lek na raka. Mówi jednak, że za odkrycie musiał stoczyć heroiczną walkę z amerykańskim systemem zajmującym się rejestracją leków – groziło mu 300 lat więzienia. Wielu sceptycznie podchodzi do jego metod leczenia."

źródło: vod.onet.pl


Obie części filmu z 2007 i 2013 roku. Film obejrzycie bez rejestrcji.

Część pierwsza KLIK

Część druga KLIK 


Poniekąd także o zdrowiu:

Krew w twoim telefonie.



Czy rzeczywiście wiemy, co kryje w sobie nasz telefon? Reżyser tego filmu ujawnia silne
i wstrząsające powiązania przemysłu telefonii komórkowej z nielegalnym wydobyciem surowców
w Kongo. Każda wykonana przez komórkę rozmowa nakręca zbrodniczy biznes, przysparzając dochodów nielegalnym kopalniom surowców mineralnych w Kongo. Ten kraj, który posiada tak olbrzymie i bogate złoża surowców mineralnych, od lat ogarnięty jest wojną, w której do tej pory zginęło już prawie 5 milionów ludzi, a 300 tysięcy kobiet brutalnie zgwałcono.

Film obejrzycie TU


Seriale

Jestem prawdopodobnie ostatnią osobą, która obejrzała ten serial ;) Dość długo się opierałam, kiedy coś tam przeczytałam na ten temat, trochę się zniechęciłam, a koniec końców w dwa tygodnie obejrzeliśmy trzy sezony (pewnie obejrzeliśbyśmy szybciej gdyby nie praca :) ).
Jeśli jednak któraś z Was takżę ma zaległości w tym temacie, czym szybciej polecam je nadrobić ;)
To chyba jeden z lepszych serialów, jaki powstał lub jaki oststnio oglądałam ;) 

Gra o tron




Adaptacja sagi George'a R.R. Martina. Opowieść o królestwie Westeros, gdzie walka o władzę, spiski oraz zbrodnie są na porządku dziennym.

Rodzina Borgiów




Trochę w opozycji do Gry o tron, nie polecam Rodziny Borgiów. Wiem, że są osoby, którym ten serial bardzo się podoba, ale ja do ich grona się raczej nie będę zaliczać.
Zaczeliśmy oglądąć krótko po "Grze o tron" i zawiedliśmy się powolnością akcji (choć zwykle nie jest to dla mnie problem) i brutalnością (której nie brakuje w GoT, ale tam jakoś było to bardziej do zniesienia i aż tak nie "bolało").

Nie przekreślam tego serialu, może się rozkręci, ale na razie dość trudno się go ogląda i dalsze jego oglądanie stoi pod znakim zapytania.

Akcja serialu toczy się w XV-wiecznych Włoszech. Przedstawia on dzieje patriarchy Rodrigo Borgii, który w wyniku licznych intryg w 1492 roku zasiada na tronie papieskim, przyjmując imię Aleksandra VI. Podczas swojego pontyfikatu jest w stanie zrobić wszystko, aby utrzymać zdobytą władzę oraz  ogromne bogactwo.


Dekoratornia




Czyli coś, co chwilowo trochę odciągnęło mnie od filmów dokumentalnych.

Magazyn wnętrzarski oparty na formule telenoweli dokumentalnej - łączy treści poradnikowe oraz prawdziwe perypetie bohaterów poszczególnych odcinków.

Konwencja podoba mi się tak sobie, ale projekty i realizację pobudzają moją wyobraźnie i marzenia :)

Wszystkie odcinki (tak myślę) obejrzycie na ipla.tv



Aplikacje

Couple




Aplikacja nie jest nowa ani na rynku ani dla mnie. Couple używałam kiedy jeszcze nazywało się Pair
i miało mniej gadżetów :) 

Jeśli jesteście w związku, pewnie lubicie być w kontakcie za swoją drugą połówką. Ta aplikacja sprawi, że przestaniecie wydawać pieniądze na smsy (o ile się je jeszcze pisze). 

Couple to komunikator dla par, pozwala na wymianę wiadomości, zdjęć (proste filtry), filmów, wiadomości głosowych, naszych obrazków, wirtualnych całusów, lokalizacji, interaktywnych notatek/rysunków oraz ostatnio dodanych zabawnych i miłych naklejek. 
Za pośrednictwem aplikacji, można też jednym kliknięciem, dać znać ukochanej osobie, że o niej myślimy :)
Poza tym mamy większość rzeczy, które potrzebuje para w komunikacji między sobą. Mamy kalendarz, listy, daty (z przypomnieniami), wspólne momenty, czyli zdjęcia/multimedia jakie z sobą wymienialiśmy.




Można by się zastanowić po co jakiś kolejny komunikator, ale ja myślę, że miło i przyjemnie mieć coś, co dzielimy tylko z naszą drugą połówką :)

Więcej o alikacji możecie przeczytać TU

Aplikacja jest darmowa, możecie ją pobrać dla systemu android TU oraz iOS TU



To tyle na dziś :)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

środa, 21 sierpnia 2013

Natura Siberica Odżywka Objętość i Nawilżenie

Robiąc jakiś czas temu zakupy na Triny.pl, szukałam jeszcze jakiejś dobrze nawilżającej odżywki do włosów. Na którymś z blogów, znalazłam bardzo pozytywną recenzję, więc zdecydowałam się na odżywkę Natura Siberica Objętość i nawilżanie.

Wg producenta
"OBJĘTOŚĆ I NAWILŻENIE Odżywka dla włosów suchych.
Balsam powstał by nadać objętość suchym włosom, dzięki zastosowaniu ekstraktów górskich sosen (kosodrzewina) i dzikiej róży dahurskiej. Wysoka zawartość naturalnej witaminy C w wyciągu z dzikiej róży dahurskiej otacza włosy długotrwałą ochroną i pielęgnacją, jednocześnie chroniąc włosy przed wysuszeniem. 
Włosy w efekcie są naprawdę zdrowe i lśniące. W celu dodatkowego wzmocnienia odżywienia włosów
w balsamie zostały zastosowane naturalne roślinne białka.
W 100% naturalne organiczne oleje otrzymane przez tłoczenie na zimno.

  • Dahurska dzika róża dzięki wysokiej zawartości naturalnej witaminy C zapewnia włosom długotrwałą ochronę i delikatną pielęgnację, jednocześnie chroniąc włosy przed utratą wilgoci.
  • Ekstrakty kosolimby zawierają aminokwasy, które odbudowują naturalną strukturę zniszczonych włosów, oraz nadają im naturalną objętość i puszystość.
  • Ekstrakt cytryńca chińskiego - bogaty we wszystkie „witaminy piękności” (A, B, C, D, E, P), wypełnia włosy energią, a także tonizuje zmęczone i osłabione włosy, nadając im zdrowy wygląd, połysk i siłę.
  • Balsam wzbogacono dodatkowo w naturalne proteiny roślinne, których zadaniem jest odżywienie włosów.
  • Ponadto kompleks zawiera: Nagietek lekarski (Calendula Officinalis), Rumianek pospolity (Chamomilla Recutita), Chmiel zwyczajny (Humulus Lupulus), Sosna syberyjska (Pinus Sibirica), Szałwia lekarska (Salvia Officinalis), Białka roślinne (Vegetable Protein), Proteiny pszenicy (Wheat Protein), Panthenol, Witaminę C (Ascorbic Acid).

Nie zawierają parabenów, które działają drażniąco na skórę i niszczą naturalną barierę ochronną.
Produkt uhonorowany nagrodą Best Green Cosmetics Cosmoprof 2012
Sposób użyciaRozprowadzić równomiernie odżywkę na czystych i wilgotnych włosach i skórze głowy. Po 2-3 minutach zmyć ciepłą wodą."



Skład
Aqua with infusions of: Pinus Pumila Extract, Rosa Davurica Extract, Schisandra Chinensis Extract, Calendula Officinalis Extract, Chamomilla Recutita Extract, Humulus Lupulus Extract, Behentrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Panthenol, Hydrolyzed Wheat Protein, Oils: Pinus Sibirica, Salvia Officinalis, Hydrolyzed Vegetable Protein, Ascorbic Acid, Citric Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid.


Cena/pojemność
Od 22-25 zł/400 ml

Dostępność 
Głownie sklepy internetowe z rosyjskimi i naturalnymi kosmetykami.
Ja swoją odżywkę kupowałam w Triny.pl

Opakowanie
Duża, smukła plastikowa butla z wygodnym zamknięciem na klik. Delikatny zielony kolor opakowania
i ładna grafika sprawia, że produkt ładnie wygląda na półce i z chęcią po niego się sięga.

  


Konsystencja/ zapach
Odżywka ma biały kolor i dość gęstą, kremową konsystencje. Nie spływa z dłoni, ani włosów. 
Zapach jest dla mnie dość dziwny, najpewniej jest to połączenie zapachu kosodrzewiny i róży. Długo utrzymuje się ma włosach.


Moja opinia
Odżywka dedykowana jest włosom suchym. Moje włosy w prawdzie jako takie suche nie są, ale z racji ich natury, potrzebują większej porcji nawilżania. Głównie tym kierowałam się przy wyborze odżywki, ale obietnica dodania objętości była przyjemnym bonusem :)

Po pierwszych użyciach odżywka była ok, ale nie zachwyciła mnie. Głównie sięgałam po nią w moich maskowo-odżywkowych miksach.

W ostatnim tygodniu ze względu na kurację balsamem z pijawek, myłam włosy codziennie i codziennie stosowałam balsam NS Objętość i Nawilżanie. Nie stosowałam już nic więcej by rzetelnie ocenić jej działanie. Przekonałam się, że odżywka zdecydowanie lepiej sprawdza się przy regularnym stosowaniu. 

Włosy (szczególnie na początku stosowania) chłoną odżywkę, dlatego mimo ich nie dużej długości, nakładałam jej więcej.
W trakcie spłukiwania czuć gładkość i tak jakby filtr na włosach. 
Włosy się łatwo rozczesują, po wyschnięciu są miękkie, gładkie, mięsiste. Zyskują dodatkowy blask oraz objętość i odbicie od nasady (a miewam tendencję do przyklapu), co bardzo mi się spodobało.
Co ważne z każdym użyciem odżywki w/w efekty się pogłębiają.

Odżywka oprócz różnych sympatycznych wyciągów ma w składzie proteiny pszenicy i proteiny roślinne (cokolwiek to znaczy), dlatego jeśli Wasze włosy ich w ogóle nie tolerują, pamiętajcie o tym.

Ja swoim włosom raz w tygodniu robię proteinową kurację, jest  to dla nich optymalne. Jednak w tej odżywce ilość protein jest w sam raz nawet na codzienne stosowanie, bez ryzyka przeproteinowania, a
z korzyścią w postaci lśniących włosów.

To co mi przeszkadza, to zapach. Rzadko kiedy narzekam na jakiś zapach, ale w tym wypadku po prostu mnie trochę drażni.

Plusy 
  • skład
  • dobrze nawilża włosy, ale (u mnie) przy regularnym stosowaniu
  • dodaje trochę objętości
  • włosy pięknie się po niej błyszczą, są miękkie i mięsiste
  • stosunek objętości do ceny i do składu

Minusy
  • zapach (kwestia indywidualna)
  • nie dość dociąża/wygładza moje odstające baby hair



Podsumowując
Odżywka nawilża i dodaje objętości, zgodnie z obietnicami producenta. Nie jest to chyba jednak super ekstra nawilżanie i objętość (choć to będzie zależało od włosów). Trzeba z resztą pamiętać, że jest to odżywka a nie maska.
Podczas jej stosowania podobała mi się mięsistość, miękkość, duży blask i odbicie włosów od nasady. Nie podobał mi się zapach i to, że choć włosy w dotyku były gładkie, to moje odrastające włoski, które mają różność długość, nieestetycznie odstawały. 
Gdyby nie te dwa minusy, była by jedną z moich ulubionych odżywek, a tak, choć jest to dobry kosmetyk, ponownie jej raczej nie kupię.

Wydaje mi się, że szczególnie prostowłose mogą być z tej odżywki bardzo zadowolone :)


Używałyście tej odżywki? Jakie macie o niej zdanie?



Pozdrawiam ciepło :)
Czella
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...