sobota, 8 czerwca 2013

Podróże wzbogacają ;)

Jak już chyba wspominałam kilka dni temu zwróciłam z mojej medyczno-zawodowo-rodzinnej wyprawy do Łodzi.
Przy tej okazji, muszę Wam powiedzieć, że mocno zawiodłam się na Polskim Busie, którym po zmianach nie da się jeździć na trasie Białystok-Łódź, bo nie dość, że trzeba by jechać przez pół Warszawy żeby się przesiąść, to w dodatku nie ma połączeń, które by się zgrały. A mając ciężki bagaż, raczej nie wyobrażam sobie buszowania po Warszawie w oczekiwaniu na przesiadkę. Dlatego kolej powróciła do łask :)
Bezpośrednio, zarezerwowane miejsce, prawie sześć godzin na tyłku w przypadkowym i często intrygującym (ważne, by nie irytującym) towarzystwie a bagaż spokojnie, od początku do końca, leży sobie na półeczce. Luby odprowadza, Tatuś odbiera, żyć nie umierać ;)
Jak już możecie wywnioskować, mój bagaż odgrywał ważną rolę w mojej podróży. Jechałam obładowana, ale pocieszeniem było, że co najmniej połowę zostawię w domu. Naiwność moja nie zna chyba granic, bo wracałam z o połowę większym bagażem niż wyruszałam. Wiadomo, jak jest się w domu to zawsze można zabrać coś, co się może przydać, czego niby nam do tej pory brakowało. 
Na szczęście moja Mama nie jest z tych Mam co to niezależnie od okoliczności, zaopatrują w wałówkę, bo bym chyba w ogóle nie dała razy wrócić. Za to od mojej Mamy mogę spodziewać się ubrań i kosmetyków:) To za duże, to za małe, to sobie weź, tobie się przyda. Sama też coś podebrałam ;) Tym oto sposobem dodajemy +100 do bagażu.
Potem są drogerie, których tu nie ma, są promocję, których nie sposób ominąć. Kolejne kilogramy. 
Są też zakupy z Mamą :* i samotne wyprawy. Jakoś się to upchnie ;) 
Jest też Ikea, na szczęście to tylko drobiazg. Ale jakbym mogła, to ciężarówką bym stamtąd wyjechała ;) Tak już mam, Ikeę kocham.
Są też owoce zawodowej części podróży, moje filce i tiule.
Uf, to prawie wszystko. Jeszcze wyprawka dla Piesia od Mamci, prezenty dla Lubego i sok z mniszka od Taty. Lektura na drogę, coś do picia i można jechać, o ile oderwę torby od podłogi. Tata ratuje sytuację, ja robię za wsparcie, a dla pociągu moje bagaże to pikuś. Luby odbierając mnie stara się kryć przerażenie
w oczach i dzielnie dźwiga do samochodu. Mnie pozostaje rozpakować się i wyczarować miejsce
w szafkach. Tak, podróże wzbogacają nasze wnętrze ;)

Żeby nie być gołosłowną, część zdobyczy, które z sobą przywiozłam.


Poszczególne rzeczy mam zamiar testować i recenzować, ale jeśli by Was coś teraz zainteresowało dajcie znać :)

Ciekawa jestem czy Wy też zawsze wracacie z podróży, nawet tych małych, z jakimiś łupami? 


Pozdrawiam cieplutko :)
Czella

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszą mnie Twoje odwiedziny i będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz :)
Na komentarze odpowiadam pod Twoim komentarzem.
Jeśli chcesz być na bieżąco z komentarzami do danego posta, zaznacz "powiadamiaj mnie".

Będę się cieszyć, kiedy dodasz mnie do obserwowanych :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...