wtorek, 18 czerwca 2013

Czas na brąz. Samoopalacz do twarzy w dwóch wersjach, chemicznie i naturalnie.

Lato tuż tuż, a jeśli lato, to opalenizna. U mnie bollywoodzka pogoda czyli czasem słońce, czasem deszcz, dlatego tym trudniej złapać trochę słoneczka. Inną sprawą jest fakt, że od zeszłego roku unikam wystawiania buzi na słońce. Mam jednak jasną karnację i cienką skórę, z prześwitującymi, rozszerzonymi naczynkami. Ta bladość i nierównomierność długo były moimi kompleksami. Z tego powodu często sięgałam po samoopalacze (szczególnie w okresie zimowym). Po lekkim zbrązowieniu twarzy od razu oddychałam z ulgą i chętniej na siebie patrzyłam. Teraz jestem dla swojej jasnej skóry bardziej wyrozumiała a uprzednio używany samoopalacz stoi w szafce i się kurzy. Chociaż blade jest OK, to pomyślałam, że może jednak, skoro lato, to lekkie ocieplenie karnacji było by na miejscu. Do wyboru miałam dwa produkty naturalny i typowy, chemiczny samoopalacz, stąd też pomysł na post :)

Wersja pierwsza. Sally Hansen, Airbrush Sun for Face. Samoopalacz do twarzy w sprayu




Wg. producenta
"Piękna, naturalna opalenizna w spray'u! Doskonały preparat samoopalający do całorocznego stosowania, zapewnia idealnie równą aplikację samoopalacza. Samoopalacz przeznaczony jest w szczególności na skórę twarzy i dekoltu. Polecany do każdego rodzaju cery. Aktywny składnik koloryzujący w krótkim czasie wywołuje efekt naturalnej, zdrowej opalenizny, bez udziału promieniowania słonecznego. Formuła preparatu wzbogacona jest w witaminy i retinol, które nie tylko neutralizują wolne rodniki, zapobiegając starzeniu się skóry, ale również nawilżają skórę, pozostawiając ją miękką i delikatną.

Zalety samoopalacza od Sally Hansen:
  • Airbrush Sun utrzymuje efekt opalenizny do 7 dni;
  • Lekka konsystencja;
  • Błyskawicznie wchłania się w skórę - 60 sekund;
  • Efekt opalenizny zaczyna być widoczny już po upływie godziny, opalienizna tworzy się przez koleje 12 godzin;
  • Nie pozostawia śladów na odzieży;
  • Nie pozostawia plam na włosach i brwiach;
  • Preparat testowany dermatologicznie.


Stosowanie:
Spryskać twarz z odległości 30 cm. Preparat przyjemnie pachnie i wysycha w 60 sekund. Skóra przed aplikacją powinna być oczyszczona i wysuszona. Po aplikacji należy unikać kąpieli i mycia twarzy przez 6 godzin. Nie nakładać więcej niż 1 warstwy jednocześnie. Dla najlepszych rezultatów można stosować codziennie."

Skład



Cena/pojemność
Od 7,5 do 43 zł/51g.

Dostępność
Drogerie internetowe, allegro.

Moja opinia
Kiedyś regularnie używałam samoopalaczy w kremie, ale każdy był niewłaściwy. Były tłuste, długo trzeba było czekać na efekt i ogólnie wymagały wiele uwagi. Gdzieś zobaczyłam samoopalacz w spray'u Sally Hansen, zamówiłam i się zakochałam. W moim przypadku wszystko (no prawie) co obiecuje producent, sprawdziło się. Łatwa i szybka aplikacja, nie pozostawiał smug, efekt już po godzinie, bez obaw można kłaść na niego makijaż, daje ładny efekt (jak na samoopalacz). Uwielbiałam go i zużyłam prawie dwa opakowania. Dlaczego prawie dwa i dlaczego przestałam? Po pierwsze samoopalacz lubił podkreślać zaskórniki. Po drugie i najważniejsze, ma bardzo silny i długo utrzymujący się zapach, po pewnym czasie skóra po prostu śmierdzi. Mając go na twarzy czułam go praktycznie cały czas. Używałam go z tego powodu głównie na dzień, bo w nocy mój Współspacz (bardzo spodobało mi się to określenie) nie mógł wytrzymać tego zapachu. Używałam go co raz rzadziej, poznałam kremy bb, potem skłoniłam się ku bardziej naturalnej pielęgnacji i jakoś tak "przy okazji", przestałam odczuwać potrzebę opalonej buzi. 
Czy go polecam? W kategorii "zwykłych" samoopalaczy, raczej tak, bo uważam, że jest lepszy od kremowych samoopalaczy do twarzy, a zapach nie każdemu będzie tak przeszkadzał. 

Wersja druga. Macerat z marchwi.



"Macerat z marchwi otrzymywany jest w wyniku maceracji korzenia marchwi w oleju słonecznikowym, pozyskiwanym z tłoczenia na zimno. Uzyskany macerat posiada połączone zalety oleju słonecznikowego 
i marchwi. Wykazuje działanie przeciwzapalne, zwiększa zdolności obronne skóry przeciw infekcjom, chroni przed działaniem promieni słonecznych oraz przyspiesza gojenie się ran. Olej z marchwi reguluje funkcje skóry oraz pomaga poprawić jej kondycję. Przy regularnym stosowaniu oleju skóra staje się bardziej jędrna, elastyczna oraz zmniejsza się ilość zmarszczek.
Macerat z marchwi zawiera prowitaminę A, wapń, fosfor, chlorek sodowy, potas, żelazo, jod, cynk, mangan, karoten, tokoferol, witaminy z grupy B (tiaminę, ryboflawinę, niacynę, pirydoksynę, biotynę), kwas askorbinowy (witaminę C), rutynę, fitochinon, kwas foliowy, kumaryny, kwasy organiczne, saponiny, olejek eteryczny i inne.
Preparaty z tym wyciągiem zwiększają (uaktywniają) fizjologiczne funkcje skóry, przywracając jej elastyczność, miękkość i gładkość. Nadaje skórze ciepły, matowobrązowy koloryt świeżej opalenizny - efekt brązujący. Olej z marchwi możemy polecić też w przypadku łagodzenia skutków poparzeń słonecznych. Składniki oleju wykazują również działanie przeciwrodnikowe, zapobiega szorstkości naskórka, zwiększa stopień jego nawodnienia, polepsza podział komórek, zapobiega zagłębianiu się zmarszczek. Może być także wykorzystany jako preparat do przesuszonych włosów.
Olej ma kolor ciemno czerwono-pomarańczowy.Stosowany w dużych dawkach farbuje skórę, włosy
i ubranie z tego powodu w gotowym produkcie używa się do 2(5)% tego maceratu.
Zastosowanie w kosmetyce: jako naturalny samoopalacz, produkty do skóry i włosów.*
*tekst ze strony e-naturalne.pl i mazidla.com

Uwagi: Olej wrażliwy na tlen i światło, źle przechowywany (wysoka temperatura) zmienia kolor w wyniku utlenienia związków aktywnych. "



Skład
Marchewka ;) a dokładnie olej słonecznikowy i marchew siewna (macerat).

Cena
Od 2,80 za 10 g.

Dostępność
Sklepy z półproduktami (m.in. e-naturalne, mazidła, zrób sobie krem), zdrową żywnością i ekologicznymi kosmetykami.

Moja opinia
Nie będę ukrywała, że marchewkowy macerat jest moim hitem. Podchodziłam do niego jak do jeża, ale 
w końcu bardzo polubiłam. Stosuję go na razie jedynie na twarz. Najczęściej nakładam nierozcieńczony na oczyszczoną skórę, lub na krem, czasem mieszam z innym olejem. Dwie kropelki są wystarczające. Skóra nabiera lekko złotego odcienia, kolory jest delikatnie wyrównany, twarz wygląda żywiej i zdrowiej. 





Niestety nie udało mi się uchwycić efektu jaki daje w  pełni rozsmarowany olej. Tu  olej nie do końca roztarty.

Na mojej skórze olej dość szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej, ciężkiej warstwy (o ile nie przesadzę
z ilością), jedynie delikatną "ochronną" warstewkę. Działa jak delikatny produkt brązujący,  przy zmywaniu twarzy (szczególnie przy nakładaniu na noc) można zauważyć żółtawą warstewkę na waciku. Przy regularnym stosowaniu, u mnie już po tygodniu, twarz nabrała "na stałe" cieplejszego odcienia. 
Makijaż nakłada się bez problemu, skóra nie błyszczy się bardziej (choć dobrze jest troszkę poczekać na wchłonięcie). 
Myślę, że istnieje możliwość lekkiego zabarwienia pościeli czy jasnej odzieży, choć osobiście tego nie zauważyłam.
Uważam, ze wielkim plusem jest dodatkowe bogate odżywianie skóry i całkowicie naturalny skład. Olej pozostawia skórę miękką i elastyczną, nie zostawi smug, nie podkreśla zaskórników, nie ma charakterystycznego dla samoopalaczy zapachu. Ale też nie da takiego silnego efektu jak samoopalacz.
Mnie w maceracie z marchwi bardzo podoba się jego wszechstronne działanie i uniwersalność, mogę położyć go na twarz, ciało, włosy, dodać do innego kosmetyku czy stworzyć z jego udziałem własny produkt.

Podsumowanie
Każda z was wybierze produkt zgonie z własnymi preferencjami. Jeśli oczekujecie intensywnego efektu, sięgniecie zapewne po typowy produkt samoopalający. Jeśli wystarcza Wam delikatny a przede wszystkim bardzo naturalny efekt oraz lubicie czerpać z natury polecam wypróbować opalania "na marchewkę" ;)
Można też pójść trzecią drogą i sięgnąć po samoopalacz z naturalnym i przyjaznym składem np. Lavera czy wypróbować robiące furorę kropelki Collistar. 

Uprawiacie auto-opalanie? ;)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

2 komentarze:

  1. Kupiłam kiedyś dwa opakowania tego w sprayu i muszę przyznać, że zapach jest okropny.. i jak dla mnie nie do wytrzymania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dawałam radę, ale jestem odporna :) fakt jednak, że śmierdzi :)

      Usuń

Cieszą mnie Twoje odwiedziny i będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz :)
Na komentarze odpowiadam pod Twoim komentarzem.
Jeśli chcesz być na bieżąco z komentarzami do danego posta, zaznacz "powiadamiaj mnie".

Będę się cieszyć, kiedy dodasz mnie do obserwowanych :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...