sobota, 25 maja 2013

A jednak. Wibo Peaches and Cream The Oleskaaa

Kiedy zobaczyłam go pierwszy raz, podbił moje serce kolorem i zapragnęłam go mieć. 


Potem wzięłam się za czytanie recenzji i zaczęłam się wahać. W sklepie kilka razy brałam go i odkładam
z powrotem. Znów czytałam opinie i stwierdziłem, że jednak nie warto. Ale ten kolor...
Ala pojawiła się rossmannowska promocja i  nie było już odwrotu ani wymówek, raz się żyje ;)


Po zakupach, z namaszczeniem przystąpiłam do malowania. Jako bazę położyłam nowa odżywkę Miss Sporty. Pierwsza warstwa ok, może być. Czekam chwile, kładę druga, tu już gorzej. Lakier jest dość gesty, nie tak łatwo się rozprowadza, ale daje radę. Nie jest tak idealnie, ale ten kolor! Cud, marzenie, dokładnie to czego potrzebowałam :)


Miałam kłaść top coat, ale bałam się, że wydłuży to schniecie, a czekało mnie jeszcze pakowanie na wyjazd. Lakier sechł trochę długo, ale wyglądał pięknie. Do czasu. Zaczęły robić się duże bąble powietrza pod lakierem, próbowałam się ich pozbyć, delikatnie przyciskając w kierunku krawędzi płytki paznokcia, bezskutecznie. Dałam za wygrana. Muszę cieńsze warstwy kłaść. Z czasem, o dziwo, bąbelki poznikały, same czy na skutek ucisku, nie wiem.


Wiem za to, że ten kolor wynagradza mi mankamenty tego lakieru. Nawet lekkie pościelowe wzorki,
z którymi się obudziłam po ok. 18 godzinach od malowania. Powtórzę to raz jeszcze, ten kolor jest dla mnie tego wart :)
Może trafię na jakiś lepszy lakier w tym odcieniu, na razie, co chwila uśmiecham się do Oleśkowego Peaches and Cream :)



Pozdrawiam ciepło :)
Czella

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszą mnie Twoje odwiedziny i będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz :)
Na komentarze odpowiadam pod Twoim komentarzem.
Jeśli chcesz być na bieżąco z komentarzami do danego posta, zaznacz "powiadamiaj mnie".

Będę się cieszyć, kiedy dodasz mnie do obserwowanych :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...