wtorek, 28 maja 2013

Rossmann -40 %. Raz jeszcze, po raz ostatni.

Dziś przedostatni dzień, kiedy można skorzystać z 40 % obniżki na kosmetyki kolorowe i do pielęgnacji twarzy w Rossmannie. Jeśli jeszcze się na nic nie skusiłyście, macie ostatnią szansę :)

Jak pisałam TU, ja swoje zakupy mam już za sobą. Jednak będąc w drogerii z Mamą skusiłam się jeszcze na kilka  rzeczy. Może Was zainspiruje do zakupów ;)


W końcu udało mi się dostać przeciwzmarszczkowy krem i kapsułki Alterra z orchideą.
Wzięłam również pomadko - błyszczyki w kolorze  nr. 1 (Lovely) i nr. 7 (Wibo) oraz lekiery Wibo nr. 487
i Miss Sporty Et Voila! nr 13.
Choć planowałam kupić złoto od Joko z limitowanej kolekcji Orient Ekspress, to jednak zdecydowałam się na tańsze o połowę z Wibo :)
Na koniec, dołożyłam jeszcze jednen tusz Wibo Dolls Lash.
To już wszystko, zapasy mam odpowiednie i przez długi czas raczej nie będę odwiedzać żadnej drogerii. Tak mi się przynajmniej wydaje ;)


Na przekór deszczowej pogodzie za oknem, pozdrawiam słonecznie :)
Czella

sobota, 25 maja 2013

A jednak. Wibo Peaches and Cream The Oleskaaa

Kiedy zobaczyłam go pierwszy raz, podbił moje serce kolorem i zapragnęłam go mieć. 


Potem wzięłam się za czytanie recenzji i zaczęłam się wahać. W sklepie kilka razy brałam go i odkładam
z powrotem. Znów czytałam opinie i stwierdziłem, że jednak nie warto. Ale ten kolor...
Ala pojawiła się rossmannowska promocja i  nie było już odwrotu ani wymówek, raz się żyje ;)


Po zakupach, z namaszczeniem przystąpiłam do malowania. Jako bazę położyłam nowa odżywkę Miss Sporty. Pierwsza warstwa ok, może być. Czekam chwile, kładę druga, tu już gorzej. Lakier jest dość gesty, nie tak łatwo się rozprowadza, ale daje radę. Nie jest tak idealnie, ale ten kolor! Cud, marzenie, dokładnie to czego potrzebowałam :)


Miałam kłaść top coat, ale bałam się, że wydłuży to schniecie, a czekało mnie jeszcze pakowanie na wyjazd. Lakier sechł trochę długo, ale wyglądał pięknie. Do czasu. Zaczęły robić się duże bąble powietrza pod lakierem, próbowałam się ich pozbyć, delikatnie przyciskając w kierunku krawędzi płytki paznokcia, bezskutecznie. Dałam za wygrana. Muszę cieńsze warstwy kłaść. Z czasem, o dziwo, bąbelki poznikały, same czy na skutek ucisku, nie wiem.


Wiem za to, że ten kolor wynagradza mi mankamenty tego lakieru. Nawet lekkie pościelowe wzorki,
z którymi się obudziłam po ok. 18 godzinach od malowania. Powtórzę to raz jeszcze, ten kolor jest dla mnie tego wart :)
Może trafię na jakiś lepszy lakier w tym odcieniu, na razie, co chwila uśmiecham się do Oleśkowego Peaches and Cream :)



Pozdrawiam ciepło :)
Czella

piątek, 24 maja 2013

Na co się skusiłam czyli Rossmann -40 %.

Ja zapowiadałam, tak zrobiłam czyli promocyjne zakupy zaliczyłam :) Zrobiłam listę i właściwie w pełni ją zrealizowałam. 


Kusiło mnie jeszcze kilka innych rzeczy, ale planuje sama kilka kosmetyków ukręcić, więc stwierdziłam, że się powstrzymam. W końcu mam tylko jedną twarz, ograniczoną przestrzeń i czas na smarowanie
i testowanie :)


Chusteczek wcześniej nie miałam, 1,99 zł ułatwiło mi decyzje :) 
Kremu pod oczy nie planowałam, chciałam Alterrę z  orchideą na noc, ale nie było. Pamiętałam, że któryś
z kremów Rival de Loop miał dobre opinie i wzięłam ten (4,49). Niestety będąc w sklepie, na opakowaniu  nie znalazłam składu (jest z boku pudełeczka), w przeciwnym razie bym go nie wzięła. Opinie na wizażu ma średnie, więc raczej nie o niego mi chodziło, ale zobaczymy jak się u mnie sprawdzi.




Choć produkty do ust nie były objęte 40% obniżką, to także miały korzystne ceny. Ten zapas starczy mi chyba na rok :) 
Właśnie kończę karmelowe masełko Nivea (starczyło mi na 4 miesiące regularnego używania) i chciałam wypróbować pozostałe wersje (5,99). Alterrę rumiankową jedną używam do rzęs, ta teraz kupiona będzie do ust (3,29). A Carmex jest moim ponadczasowym ulubieńcem, zawsze się przyda (5,39).




Z poprzedniego, zielonego tuszu Wibo byłam zadowolona, wkrótce okaże się czy z tych będę także (Wibo 5,89, Lovely 5,39) :)
Lubię takie automatyczne kredki z gąbeczkami, ta czarna, z tego co zdążyłam sprawdzić, jest trwała (3,69).
Róż planowałam wziąć inny, jednak ten z Wibo urzekł mnie delikatnym kolorem (nr 6; 5,79). Jest bardzo jasny i myślę, że może się sprawdzić do konturowania  twarzy.




Bardzo lubię lakiery Miss Sporty z serii Et Voila, kiedyś prawie tylko ich używałam (3,89). Wybrałam też odżywkę odbudowującą płytkę paznokcia (4,79).
Z Lovely wpadły mi w oko nudziaki, ten jest bardzo naturalny, jasny i ma maleńkie połyskujące drobinki 3,59). Takie jasne, naturalno-neutralne paznokcie zawsze będą na czasie.
Wreszcie też skusiłam się na lakier sygnowany przez Oleśkę. Naczytałam się niefajnych rzeczy o nim, ale
w końcu kolor zwyciężył, a cena 3,59 tylko pomogła mi podjąć decyzję. Inne kolory z tej blogerskiej serii
w buteleczkach kusiły, ale naoglądałam się swatchy i wiedziałam, że żadnego nie chcę na swoich paznokciach.

Planuję jeszcze dwa lakiery (pomarańczowy z Miss Sporty Et Voila i Wibo 487) i może jednak pomadko-błyszczyk od Wibo czy Lovely, bo ostatnio nie mogłam się zdecydować na żaden kolor :)

Ta promocja zmniejszyła trochę mój czerwcowy kosmetyczny budżet, ale raz nie zawsze, dwa nie często ;)


Wy już po zakupach, zadowolone? Czy dokonałyście drogeryjnego bojkotu? ;)


Pozdrawiam ciepło :)
Czella

czwartek, 23 maja 2013

Rossmann -40%. Do sklepów!

Dziś znów zakupowy cynk :) Niestety dowiedziałam się dopiero dziś, ale tym bardziej spieszę, z tą informacją.
Od dziś czyli 23 do 29 maja trwa promocja "-40% na kosmetyki kolorowe i pielęgnację twarzy".

Baner pochodzi ze strony Rossnet.pl. Po kliknięciu zobaczycie ofertę.

To świetna okazja, by zrobić odkładane zakupy lub uzupełnić zapasy albo kupić prezent dla Mamy, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście/łyście :)
Prawdopodobnie, jak poprzednim razem, rabat będzie naliczany przy kasie, a cenę będzie można sprawdzić w czytniku (lub na stronie rossnet.pl). 
Ja jeszcze na zakupach nie byłam, ale oczywiście mam taki zamiar :) 


Macie jakieś upatrzone rzeczy, zrobiłyście listę zakupów czy idziecie na żywioł?


Udanych łowów ;)
Czella

środa, 22 maja 2013

Batiste. Suchy szampon do włosów. Dla ciemnowłosych.

Dziś recenzja suchego szamponu do włosów. Suchy szampon długo wydawał mi się trochę dziwnym
i raczej zbędnym produktem, bo kiedy włosy wymagają mycia, należy je umyć...ale jak się już kilkakrotnie przekonałam, nie zawsze jest to takie proste. 

Posiadanie nieświeżych włosów, to jedna z rzeczy która skutecznie potrafi podkopać pewność siebie
i dobre samopoczucie, szczególnie kiedy przebywa się wśród ludzi. Zdarzyło mi się wyjść z domu z włosami "nie mam czasu, jeszcze może być", a potem z godziny na godzinę sytuacja się pogarszała, a ja miałam ochotę się schować. Teraz, dzięki Batiste taka sytuacja już mi nie grozi :)

Batiste Dark & Deep Brown Dry Shampoo



Wg producenta
Natychmiast odświeża włosy bez użycia wody, absorbując sebum i zanieczyszczenia oraz sprawiając, że włosy są puszyste i jedwabiście miękkie. Dodaj odrobinę koloru do swojego życia. Spróbuj wersję dobraną kolorystycznie do swojego odcienia włosów
Jak stosować?
  • potrząśnij intensywnie puszką i rozpyl Batiste u nasady włosów z odległości ok 30 cm;
  • wmasuj szampon przez kilkanaście sekund;
  • rozczesz włosy i ułóż jak zwykle.

Instrukcja Batiste







Skład
Butane, Isobutane, Oryza Sativa (rice) Starch, Propane, Alcohol Denat., Parfum (fragrance), Coumarin, Distearyldimonium Chloride.

Oprócz substancji powszechnie stosowanych w aerozolach, głównym składnikiem jest skrobia z ryżu siewnego, mamy też alkohol, zapach, kumaryna (także składnik kompozycji zapachowych) oraz chloride distearylodimonium, który choć stosunkowo łagodny, może być drażniący dla skóry wrażliwej.

Opakowanie
Standardowa puszka z atomizerem, jak w lakierze do włosów.

Kolor/zapach
Do wyboru 4 wersje kolorystyczne. Light and blonde, Medium and brunett, Bark and deep brown, Vibrant & red. Ponad to dostępne są wersje klasyczne, różniące się zapachem oraz wersja dodająca objętości XXL volume i nabłyszczająca włosy Gold shimmer.

Cena/pojemność
Od wersji mini po duże butle XXL. Do wyboru mamy 50 ml, 150, 200 ml oraz 400 ml. Ceny na allegro wahają się od 7,50  do 25 plus wysyłka.

Dostępność
Dostępny za granicami, w Polsce na allegro, w drogeriach internetowych, oraz (jak wyczytałam na polskim profilu fb Batiste) dedykowanym sklepie perełki kropka eu. Dotarły do mnie słuchy, że Batiste ma być dostępny w Rossmannie, ale jakoś ich tam nie widziałam. A Wy?


Kiedy suchy szampon jest przydatny:
  • kiedy mamy problem z przetłuszczającymi się włosami;
  • w sytuacjach awaryjnych. np. kiedy planowałyśmy siedzieć w domu w dresie i ogólnym nieładzie,
    a nagle trzeba wyjść i nie straszyć ;)
  • na wyjeździe;
  • kiedy włosy na długości są w dobrym stanie, ale przy samej skórze nie wyglądają już tak dobrze;
  • do grzywki;
  • do dodania objętości;
  • przed układaniem fryzury, włosy po Batiste lepiej i chętniej się układają;
  • gdy olej nie został dobrze zmyty, a my orientujemy się już po wyschnięciu włosów;
  • i ogólnie zawsze wtedy, kiedy nasze włosy wymagają odświeżenia, a my nie mamy czasu, chęci
    i innych specyficznych wskazań do mycia włosów.
Myślę, że każda z nas, była choć raz, w choć jednej z wyżej wymienionej sytuacji, tym bardziej docenicie dobrodziejstwo suchego szamponu :)

Moja opinia
Posiadam wersję do włosów w odcieniach brązu. Aplikuje się bez problemu, tuż po rozpyleniu na włosach widać jasny nalot, jednak po krótkim wmasowaniu i/lub rozczesaniu włosów, nie ma po nim śladu. 




Przy psiknięciu na skórę widać kolor, ale szampon nie brudzi otoczenia, chyba że używacie go jako odświeżacza powietrza ;) Można także bez obawy przeczesywać włosy, ręka nie będzie brązowa. Kolor ujawni się za to, podczas najbliższego mycia włosów. 

Po użyciu szamponu włosy są odświeżone, namiar sebum zostanie wchłonięty, włosy u nasady są uniesione
i mają ładny zapach, który czuję praktycznie przy każdym ruchu głowy :) Efekt czystszych włosów utrzymuje się także na następny dzień i pewnie można by suchy szampon re-aplikować  ale ja się jeszcze na to nie zdecydowałam i raczej nie zdecyduje. Polecam stosować go w celu przedłużenia czasu pomiędzy kolejnymi myciami, a nie zastępstwo dla wody.
Jedynym minusem może być lekkie matowienie włosów, które oczywiście znika po myciu.
Mimo mojej początkowej opinii, uważam, że suchy szampon jest czymś, co warto mieć w swojej kosmetyczne. Z Batiste jestem bardzo zadowolona, jest to świetny produkt ratujący w podbramkowych sytuacjach. Raczej nie planuje testować i porównywać innych suchych szamponów, za to chętnie kupie kolejne opakowanie Batiste. Polecam :)

Na koniec, podzielę się z Wami małym patentem z użyciem Batiste, na włosach czystych. Jeśli nosicie przedziałek na środku głowy i zdarza się Wam mieć oklapnięte przy przedziałku włosy, spryskajcie je w tym miejscu (oraz włosy od strony twarzy) suchym szamponem. Włosy uniosą się lekko u postawy,
a dodatkowo nie będą tak chłonęły wilgoci i sebum od twarzy/czoła. 


Pozdrawiam :)
Czella

wtorek, 21 maja 2013

NIVEA, Flexible Curls. 'Cynk' dla kręconowłosych :)

Czasem, z nienacka, przy szybkim "wpadzie i wypadzie" do sklepu, można coś ciekawego upolować :) Tak też było wczoraj ze mną i balsamem podkreślającym skręt loków i fal od Nivea.
Nie używałam jeszcze tego produktu, ale czytałam o nim pozytywne opinie i był na mojej liście zakupów.
Z tego powodu, kiedy tylko zobaczyłam go w Biedronce za 8,49 zł, od razu wylądował w moim koszyku. Regularna cena to 15,99 (Rossmann), więc warto wykorzystać okazję :)
Nie wiem, czy jest to jakaś akcja tematyczna, na stronie Biedronki nie znalazłam informacji na temat kosmetyków Nivea, u mnie jednak stoi mała "szafa"/stojak z niektórymi produktami. Sprawdźcie w swoich sklepach.


         


Na razie wiem, że pachnie jak krem Nivea :) Przy następnym myciu na pewno go wypróbuje.

Dajcie znać, jeśli miałyście do czynienia z balsamem Flexible Curls, sprawdził się?


Pozdrawiam słonecznie :)
Czella

poniedziałek, 20 maja 2013

Dwa miesiące z Ewą Ch. Małe podsumowanie.

Wczoraj minęły równo dwa miesiące odkąd zaczęłam trenować z płytami Ewy Chodakowskiej, dlatego czas na małe podsumowanie (o początkach pisałam TU). Przyznam, że liczyłam na bardziej spektakularną zmianę. Na nagraniach z treningu skalpel Ewa deklaruje, że miesiąc ćwiczeń (minimum trzy w tygodniu) da wyraźne efekty. Słodycze praktycznie wyeliminowałam (raz upiekliśmy dietetyczne ciasta, dwa razy ciut mniej dietetyczne, zdarzyły się też lody), jem mniej i sumiennie ćwiczę, dlatego oczekiwałam lepszych efektów.

Ile ćwiczyłam?
Dwa pierwsze tygodnie ćwiczyłam codziennie, potem 3 razy w tygodniu. Wyjątkiem był ubiegły tydzień, kiedy z Ewą spotkaliśmy się tylko raz. W sumie, w ciągu 2 miesięcy odbyłam 30 treningów.
Dodatkowo 19 z pilatesu.

Co ćwiczyłam?
Zaczęłam od treningu ze strony Ewy-TU. Potem przeszłam na Skalpel. Raz przeszłam Killera.
Mój pilatesowy trening zawsze składał się z rozgrzewki i ćwiczeń dla początkujących.

Ile cm straciłam?
Po 3 cm.
Talia: 70 -> 67
Brzuch (dwa cm poniżej pępka-oponka): 80 -> 77
Biodra(na wysokości pośladków, najszersze miejsce): 99 -> 96
Uda: 56=56

W udach wg. centymetra bez zmian, jednak czuję i widzę zmianę, tłuszczu mniej, mięśni więcej. Z udami
w ogóle miałam problem, bo nagle praktycznie wszystkie moje spodnie zaczęły być na mnie ciasne w udach. Widziałam, że tłuszczu mniej a w spodnie nie mogłam się wcisnąć, to było frustrujące...

Moje wrażenia:
Jak wspominałam, oczekiwałam, że moje ciało przejdzie bardziej radykalną przemianę. Owszem trochę zszczuplałam, mam mniej tłuszczyku na brzuchu, oponka wyraźnie się zmniejszyła. Uda są w lepszym stanie, cellulit się zmniejszył, pośladki uniosły. Mięśnie są lepiej zarysowane, ale jeszcze daleko im do mojego celu. Na początku moje ciało reagowało lepiej, szybciej chudłam, mięśnie wyglądały lepiej. Później przyszła krótka stabilizacja aż nadszedł  dwutygodniowy kryzys, kiedy to miałam wrażenie, że wszystko co do tej pory osiągnęłam przepadło. Obecnie kryzys udało mi się zażagnać, wprowadziłam środki zaradcze i planuję kolejne zmiany.

Uważam, że na zdjęciach za bardzo nie widać różnicy, trochę na tych bocznych. Początkowe zdjęcia są złej jakości, bo robiłam je w złych warunkach, na szybko i dla siebie (pęknięte lustro też przeszkadza). Później wciąż zapominałam zrobić lepsze.
Mam nadzieję, że z jakiś czas będę mogła pochwalić się bardziej spektakularnymi i motywującymi efektami.

 

20.03.2013

       

19.05.2013

Dalsze plany?
Zamierzam kontynuować ćwiczenia z Ewą. Jutro z Łukaszem, odstawiamy Skalpel i przechodzimy na trudniejszy trening, dokładnie jaki, jeszcze nie zdecydowaliśmy. Rezygnujemy też z poobiedniego serialu na rzecz przejażdżek rowerowych. Propozycja wyszła od Ł., za co mu bardzo dziękuję i Go chwalę :)
Ponad to, ja włączam ćwiczenia dla zaawansowanych do mojego treningu pilatesowego, na razie nie jest lekko, ale ciekawie :) Myślę też o tym by choć raz w tygodniu robić Killera, czuję, że ciało potrzebuje różnorodności i pamiętam, że może więcej ;)



Pozdrawiam ciepło :)
Czella

niedziela, 19 maja 2013

Tydzień w zdjęciach #2

Poniedziałek:
Paczki i przesyłki. 
Prenumerata, której nie miałam czasu jeszcze otworzyć.
Rosyjskie kosmetyki, które namiętnie testuje. Wspominałam o nich tu.




Wtorek:
Wypuszczona na harce zajęcza broszka.



Środa:
Środowisko ma się kwitnąco.






Czwartek:
Czepliwa grzywka. Pisałam o niej tu.



Piątek:
Potwór z bagien. 



Sobota:
Stanie w kolejce czyli Noc Muzeów. 


"Strzelanie".


Super chmury, super deszcz.





Niedziela:
 Nie wiele trzeba, by zrobić sobie kuku.


 Na twarzy filtr, ale o ciele kompletnie zapomniałam. Wystarczył krótki spacer w popołudniowych godzinach. 
Dziewczyny, pamiętajcie o filtrach!


Na deser, błyskawiczne owsiano-kokosowe ciastaczka.




Poza tym komputer i praca czyli nuda ;)



Buźka :)
Czella

sobota, 18 maja 2013

Wiosenny pomarańczowy duet. Belle Air Flow

Dziś szybka recenzja, przed wypadem na Noc Muzeów w Białymstoku, która wbrew nazwie rozpoczyna się wyjątkowo wcześnie, bo w niektórych muzeach już od 12.

Pomarańcz na topie więc odkurzyłam, kopiony jesienią zestaw lakier + błyszczyk Bell z serii Air Flow. 



Wg producenta
Błyszczyki Air Flow Colour Boom o lekkiej niczym owocowy nektar konsystencji. Błyszczyki nie kleją się i nie obciążają ust, a przy tym pozostawiają na nich trwały, intensywny kolor. Szklista formuła ubiera wargi w mokry, lśniący efekt, optycznie je powiększając i uwypuklając. Błyszczyki urzekają zapachem tropikalnych owoców a ich specjalnie wykrojony aplikator jest dopełnieniem komfortowej aplikacji kosmetyku. 




Wg producenta

Pozwól paznokciom `złapać oddech` - dotlenione paznokcie to piękne paznokcie. Rewolucyjna formula lakieru skutecznie "opiera się" działaniu wody tak jak kwiat lotosu, którego liście pokryte są woskowym nalotem. Lakier gwarantuje super kryjący efekt i głęboki kolor już przy pierwszej aplikacji. Lakier nie `zakleja` płytki paznokcia i umożliwia paznokciom "oddychanie" pod płaszczem koloru. Zaawansowana technologicznie formula lakieru pozwala na swobodną wymianę cząsteczek tlenu.

Lakier charakteryzuje się przedłużoną trwałością, dzięki zastosowaniu wielu wysokiej jakości polimerów. Tworzą one specjalną, wysoce odporną na działanie wody powłokę, która `odpycha` cząsteczki wody
 i jest bardziej odporna na ścieranie. 





Moja opinia
Błyszczyk
Błyszczyk jest całkiem przyzwoity, ma ładny kolor i przyjemny owocowy zapach. Jeśli chcemy by kolor był tak intensywny jak w opakowaniu, będzie zbierał się w zagłębieniach warg. Nałożony w mniejszej ilości lub roztarty, wygląda ładnie i naturalnie, dając ustom lekki koralowy odcień. 



Lakier
Lakierem niestety jestem trochę zawiedziona. Kolor ma żywy, trochę żarówiasty, idealny na lato. Sam dość szybko wysycha, konsystencja jest w porządku, choć pędzelek trochę wąski. Do dobrego krycia potrzebne są dwie warstwy i tu pojawia się powód mojego niezadowolenia, przy drugiej warstwie robią się bąbelki czego bardzo nie lubię. Ponad to, pod naporem top coatu lakier nie wytrzymał, zmiękł i rano obudziłam się
z gustownym pościelowym wzorem (malowałam ok godz.14!). Zdecydowanie nie spełnia obietnic producenta...
Mam jeszcze kilka lakierów Bell z tej serii i jestem z nich zadowolona, za wyjątkiem bąbelkowej pomarańczki.




Bąbelki :/



Lakier i błyszczyk kupiłam w Biedronce za ok. 6-7 zł każdy. Lakiery Air Flow dostępne są w "normalnej" sprzedaży, błyszczyków z tej serii nie znalazłam na stronie producenta.


Znacie te produkty? U Was się sprawdziły? :)


Pozdrawiam, lekko burzowo ;)
Czella

czwartek, 16 maja 2013

Moja nowa grzywka :)

Wieść głosi, że kobieta zmienną jest. Ponieważ nie zaprzeczę, a raczej potwierdzę, zachciało mi się grzywki. Długiej, prostej, opadającej na oczy. Takiej jak kiedyś miałam i którą kochałam miłością wielką :) A że miłość bywa trudna, chyba każda z nas się o tym kiedyś przekonała,  z moją grzywką łatwo nie było. Trzeba było ją przede wszystkim prostować. Więc prostowałam (tak jak i całe włosy), długo i namiętnie, bo grzywka musiała być idealna. Była też farbowana, rozjaśniana, rozwiewała się, łapała wilgoć, wywijała, odstawała
i znów trafiała pod prostownicę. To były piękne czasy...
Teraz moja grzywa sięga mi brody i zwisa, radośnie się zakręcając, po obu stronach mojej twarzy. Prostownicy, jak i suszarki używam wyjątkowo sporadycznie, ogólnie zapuszczam włosy i dbam, więc nie uśmiechało mi się włosy ciąć i wracać do uroków posiadania grzywki (a moje włosy im krótsze, tym bardziej się kręcą).  Zmian się jednak choć malutkich, choć czasowych nadal chciało, więc w internecie pobuszowałam i grzywkę zakupiłam :)
Moja grzywka przyjechała z chin i ma się całkiem dobrze :)




Kupowałam u tego sprzedawcy: aslong111
Kosztowała mnie dokładnie: 14,26 zł z "darmową" wysyłką.
Czekałam na nią, od momentu zakupu: 20 dni (teraz wydaje mi się długo, ale szybko zleciało).

Moja grzywka przyszła w małej kopercie i folijce i była delikatnie odkształcona (włosy na środku rozchodziły się na boki). Odpowiednie rozłożenie i po niedługim czasie, wszystko wróciło na swoje miejsce. Musiałam jeszcze tylko usunąć kilka dłuższych włosków, ze środka grzywki.



Włosy są syntetyczne, gładkie, śliskie i wydaje mi się, że wyglądają dobrze. Są w kolorze nr 4, czyli dark brown.



Po bokach są dwa dłuższe pasma (nadal nie wiem czy ich nie przyciąć). 




Grzywka jest na siateczce i ma dwie zapinki (na tym mi zależało, wielu sprzedawców wysyła losowo, albo po prostu nie wiadomo z iloma klipsami sprzedają). Łatwo się ją montuje na głowie, a klipsy dość dobrze trzymają się włosów.



Ogólnie z zakupu grzywki jestem zadowolona. Niestety po dokładniejszych testach dochodzę do wniosku, że do rozpuszczonych włosów grzywka nie jest dobra, ponieważ może za bardzo odcinać się od włosów (szczególnie na czubku głowy). 




Może jeśli ktoś ma grubsze i gęstsze włosy od moich, wyglądałoby to lepiej i grzywkę udało by się bardziej wpasować, lekko przykryć pasmami włosów. Natomiast do koczka/ślimaczka/messy bun grzywka jest idealna, bo włosami maskujemy miejsce przypięcia (boczne pasma także dobrze jest dopiąć do koczka).





Grzywka nie miała jeszcze outdoorowego debiutu. Po ostatnim farbowaniu moje włosy mają czerwonawy poblask i są trochę jaśniejsze, od koloru grzywki, a nie chcę by zwracała na siebie uwagę niedopasowaniem. Czekam więc do kolejnego farbowania i pójdziemy w miasto, ja i moja grzywka ;) Jak się spisze, to może nawet wezmę ją z sobą, na szykujący mi się wyjazd :) 
A tym czasem czaje się jeszcze na dwie peruki (doszłam do wniosku, że to o wiele lepsze i wygodniejsze rozwiązanie). Może to trochę przerażające, ale kusi ;)




Nie wyobrażam sobie noszenia grzywki ani peruki na codziennie, patrzę na to pod kątem ciekawostki, zabawy, dodatku czy możliwości przetestowania, przed faktyczną zmianą fryzury. Nawet jeśli zakupiona grzywka nie będzie za często (lub nawet wcale) gościć na mojej głowie, nie będę żałować tej niewielkiej kwoty, jaką na nią wydałam. Tęsknota za grzywką i małą odmianą  po części zaspokojona :)


Co sądzicie o tego typu gadżetach? Zdecydowałybyście się na dopinaną grzywkę?



Pozdrawiam ciepło :)
Czella
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...