niedziela, 7 kwietnia 2013

Czas ruszyć d... czyli Trening z Ewą Chodakowską

Witajcie :)

Od świąt minął tydzień, ostatni kawałek ciasta zapewne już dawno zjedzony i pewne nie jedna(y) z nas
z niepokojem patrzy na wagę lub nerwowo próbuję dopiąć spodnie ;)
Chociaż wiosny wciąż nie widać i ogólnie aura nie zachęca do aktywności, no chyba, że na sankach, to najwyższy czas wziąć się za siebie.
Ja taką decyzję podjęłam 3 tygodnie temu i teraz chcę przekonać, tych jeszcze nie przekonanych :)

W prawdzie, w swoim odczuciu, nie mam jakiegoś szczególnego problemu z wagą, to w tak zwanym międzyczasie, tu i ówdzie trochę mnie przybyło. Zima, siedzący tryb życia/pracy, wieczna ochota na coś słodkiego i słonego a w dodatku więcej warstw ubrań, które sprawiają, że lekkie uwypuklenia nikomu nie rzucają się w oczy i nie przeszkadzają. Jasne, że wzdycham, do szczupłych (żeby nie powiedzieć chudych) sylwetek pań w magazynach, ale ruszyć mi się nie chce. W końcu robię brzuszki, czasem nawet codziennie, ale wymiernych efektów praktycznie brak. Co jakiś czas zaczynam ćwiczyć codziennie, jakieś różne, zapamiętane na przestrzeni życia ćwiczenia. Troszkę szczupleję, jestem zadowolona i tak szybko jak zaczynałam ćwiczyć, tak szybko przestawałam.

Mam pewien upragniony obraz swojej sylwetki, jednak jego osiągnięcie zawsze wydawało mi się wyjątkowo odległe, skomplikowane i mało prawdopodobne. Aż na jednym z filmików zobaczyłam brzuch nissiax83 (od 3.25 :)) i efekty jakie osiągają inne dziewczyny ćwiczące z Ewą Chodakowską. Czynnikiem dającym kopa był ten wpis klik a utwierdziły mnie takie obrazki klik.

Swoją przygodę z Ewą zaczęłam 19 marca. Założyłam sobie codzienne treningi, co później musiałam trochę zmodyfikować. Po krótcę przedstawię Wam swoją relację z tego okresu.





Dzień pierwszy:
Robię 2 części 6 minutowego treningu, zajmuje mi to 40 minut, jest mi słabo, padam i umieram...
no dobra, nie było aż tak źle, ale przekonałam się, że kondycję mam żadną.

Dzień drugi:
Mierzę się, zapisuje wyniki. Ściągam Darmowy trening ze strony Ewy tu i biorę się do pracy.
Ćwiczenia dokładnie studiuję, także w trakcie wielokrotnie upewniam się, że postępuję właściwie, wcześniej oczywiście robię summienną rozgrzewkę. Robię wszystkie, czyli trzy części treningu, 10-15 powtórzeń, jak daje radę.
Ćwiczę przed południem, resztę dnia czuję się jakby mnie ktoś potrącił, nie mogę zebrać myśli, jestem kompletnie rozbita.

Dzień trzeci:
Kolejny poranny trening, samopoczucie ciut lepsze, ale ruszam się jak robot, mięśnie bolą, stękam praktycznie przy każdym ruchu. Zmęczona, zadowolona, chcę jeszcze :)

Dzień czwarty:
Dokucza mi kolano. Rozważam dzień przerwy, ale już wieczorem biorę się za ćwiczenia, bo mnie nosi.
Robię po 10 powtórzeń w każdej serii, zeby choć trochę dać mięśniom odpocząć.

Dzień piąty:
Męczę się, pocę, mam radochę, wszystko w normie :)

Dzień szósty:
Wolne, tęsknię za ćwiczeniami. Zjednuję sobie treningowego współtowarzysza. Będziemy ćwiczyć wieczorami.

Dzień siódmy:
Ćwiczymy razem z Łukaszem. Pokazując ćwiczenia, robię więcej powtórzeń i męczę się jeszcze bardziej.
Jest fajnie :)

Dzień ósmy:
Przerzucamy się na płytę, robimy skalpel. W trakcie treningu słychać krzyki, jęki, przekleństwa i oczywiście głębokie wydechy ;)
Ćwiczenia z płytą są o wiele przyjemniejsze, Ewa pokazuje, odlicza i motywuje.

Dzień dziewiąty:
Treningi stają się mniej męczące i te 40 minut kończy się jakoś szybciej, czuję że mogłabym zrobić więcej.
Mięśnie już tak nie bolą, czuję je ale mogę się ruszać bez stękania i podpierania.

Dzień dziesiąty:
Standardowo trening. Czytam jakieś artykuły o ćwiczeniach i podejmuję decyzję o treningach 3 razy
w tygodniu. Będziemy ćwiczyć we wtorki, czwartki i soboty.

Dzień jedenasty:
Przerwa. Brakuje mi treningu.

Dzień dwunasty:
Standardowo, trening :)

Dzień trzynasty:
Świąteczne obżarstwo :)




Dzień czternasty:
Mimo drugiego dnia świąt lub właśnie z tego powodu ćwiczę, sama i jestem z siebie bardzo dumna :)

Dzień pietnasty:
Standardowo, trening :)

Dzień szesnasty:
Ponieważ 3 razy w tygodniu to dla mnie za mało, biorę się za pilates. Znajduję pierwszy filmik na youtube
i do dzieła :)
Robię rozgrzewkę klik i ćwiczenia dla początkujących klik. Ćwiczenia mają wiele wspólnego z tymi, które proponuje Ewa Chodakowska, więc jest trochę łatwiej. W trakcie ćwiczeń czuję wysiłek i pocę się podobnie jak przy Skalpelu, ale po wszystkim czuję, szczególnie w mięśniach, bardziej odprężenie a nie duże zmęczenie.

Dzień siedemnasty:
Kolejny trening, idzie mi jeszcze lepiej :) Jeszcze bardziej doceniam ćwiczenia z pilatesu, bo dzięki temu lepiej rozumiem ćwiczenia proponowane przez Ewę, wiem na co zwrócić większą uwagę.

Dzień osiemnasty:
Pilates jest taki fajny :)

Dzień dziewietnasty:
Mam jednak więcej samozaparcia niż Ł. :) Kolejny udany trening, choć kolano momentami dokucza.

cdn... :)





Czy warto?
Zaczynając ćwiczenia z Ewą Chokakowską zagwarantowane macie pot, ból i zmęczenie ale i wielką satysfakcję oraz coraz lepsze sampoczucie.

Obieżcie sobie cel (np. chodzić latem bez zażenowania w króciutkich szortach lub wybieżcie jakąś sylwetkę)
i systematycznie, dzień po dniu zbliżajcie się do niego. Polecam też spisać cel, wyznaczyć sobie czas na jego realizację. Ważne żeby było to realistyczne, w zasięgu Waszych możliwości, ma Wast to mobilizować a nie zniechęcać. Dobrze jest też wydrukować sobie zdjęcie upragnionej sylwetki lub stworzyć taką samodzielnie
z kilku innych oraz stosować wizualizację. Wyobrażcie sobie siebie taką, jaką chcecie być, poczujcie jak to jest
i ile przyjemnych rzeczy jest z tym związanych. Wizualizacja na prawdę działa, stosują ją także najlepsi sportowcy :)
Pamiętajcie, ze jesteście w procesie, zmiany nie następują natychmiastowo ale każde działanie przybliża Was do zamierzonego celu.

Co jest w tym wyjątkowego?
Czym ćwiczenia Ewy Chodakowskiej róźnią się od innych? Powiem szczerze, że nie wiem :)
Z całym szacunkiem i sympatią, nie wiem czy jest w tych ćwiczeniach coś na prawdę szczególnego, dającego lepsze efekty od innych programów. Możliwe, że bardziej chodzi o Jej osobę i nie o to co robi,
ale jak to robi. Wiem jedno, mnie teraz po prostu chce się ćwiczyć. Endorfiny działają i każdy trening powoduje, że mam ochotę na następny :)

Motywacja
Widząc rezultaty normalnych dziewczyn i kobiet przekonałam się, że zgrabne, wysportowane ciało można uzyskać "samodzielnie". Można to zrobić w domu, praktycznie zerowym kosztem. Ćwiczenia z programami, płytami zawsze wydawały mi się dziwnym pomysłem. Myślałam, że łatwiej zmobilizować się zapisując się na jakieś zorganizowane ćwiczenia/siłownie. Równocześnie konieczność wyboru rodzaju aktywności i ośrodka, zapisania się, dojazdów, wydawania pieniędzy i aktywność fizyczna z obcymi ludźmi, także mnie zniechęcały.

Od pierwszego odpalenia płyty z ćwiczeniami, pokochałam tę formę. Ćwiczę kiedy to mnie najbardziej to odpowieda, jestem gotowa w 5 minut, mogę się pocić, stękać i  krzyczeć ile tylko mi się podoba i nikt się na mnie krzywo nie spojrzy. Nie muszę ekstra kupować jakiego stroju do ćwiczeń, owszem było by fajnie,
ale równie dobrze mogę to robić nago ;)


Efekty
Mówię szczerze, nie pokaże Wam swoich zdjęć przed i po, jak to 10 cm ubyło mi w pasie. Przynajmniej jeszcze nie dziś :)
Nie mam jeszcze spektakularnych efektów, ale moje ciało się zmienia. Po pierwszym tygodniu celulit z tyłu moich ud zmalał, co bardzo mnie cieszy. Czuję, ze mięśnie są twardsze, poduszeczka na brzuszku trochę zmalała, nieśmiało jakieś kształty zaczynają się rysować pod tuszczykiem.
Skóra na całym ciele zrobiła się jędrniejsza, gładsza i przyjemniejsza w dotyku, nabrała także zdrowszego kolorytu.
Nie jestem na diecie, specjalnie się nie ograniczam, ale praktycznie całkowicie odstawiłam przekąski, czasem na deser sięgnę po jedną kostę ulubionej czekolady. Co najważniejszę, nie jest to dla mnie problem, nie wzdycham, że nie mogę, po prostu nie mam wielkiej ochoty. Wiem, że pracuję nad sobą, ponoszę przy tym wysiłek i chcę iść do przodu.
Czuję się lepiej, mam trochę więcej energii i świadomość, że mam kontrolę nad swoim ciałem i to jakie efekty osiągnę zależy ode mnie.

Co dalej?
Na razie pozostajemy ze "Skalpelem" (odpowiednim dla początkujących), później przerzucimy się na "Killera", "Turbo spalanie", treningi "6 minut", będziemy mieszać.
Ćwiczenia z kimś (w tym samym czasie, lub innym) są świetym pomysłem. Można inaczej spędzić czas niż przed komputerem i serialem, zawsze jest ktoś, kto może nas zmotywować, gdyby się nam odechciało, mamy z kim porównywać rezultaty :)
Z Łukaszem nadal będziemy ćwiczyć razem 3 razy w tygodniu. Ja dodatkowo pozostaję przy pilatesie, bo bardzo, ale to bardzo mi się spodobał :)
Za jakiś czas mam nadzieję pochwalić się swoimi rezultatami.
A teraz zmykam szybko na trening i Was też zachęcam żebyście się ruszyły :)


Jeśli macie doświadczenia z ćwiczeniami Ewy Chodakowskiej lub jakieś inne uwagi, zapraszam do podzielenia się nimi :) jestem ciekawa jak Wam idzie :)


8 komentarzy:

  1. Przyznam, że czasem mam ogromnego lenia i sobie odpuszczam, ale na ile daje radę i mam chęci to ruszam swoją d**ę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pamiętaj, że Twoje ciało może więcej" :D

      Usuń
  2. Powiem tak..... Już jakiś czas temu słyszałam o słynnej Ewie Chodakowskiej, ale jak włączyłam filmik z ćwiczeniami, to mi się odechciało:-) Dopóki za oknem było szaro i ponuro, to wydawało mi się, że do publicznego "rozbierania się" jeszcze dużo czasu i jeszcze zdążę zrzucić to, co przybyło przez ostatnie miesiące. Oczywiście zawsze znajdzie się jakaś wymówka. Twój wpis pojawił się w idealnym czasie. Za oknem w końcu trochę słońca, w sieci coś tam słychać, że idzie wiosna no i przyszła chwila refleksji - dlaczego nie wzięłam się za siebie wcześniej:) Po przeczytaniu wpisu, dostałam tak zwanego kopa i postanowiłam - i ja zacznę. Oczywiście co z tego wyjdzie, to się okaże, ale chęci są. Jeszcze za nim wyszłam z łóżka znalazłam i wykonałam ćwiczenia łóżkowe wg. Ewy:-) Nie wiem, czy to rzeczywiście przez te parę ruchów, czy to to bardziej leży w kwestii psychiki, ale czuję się super. Co prawda przy Twoich ćwiczeniach, to jeszcze nic, ale mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie.
    Dzięki za "kopa". Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i gratuluję podjęcia decyzji, to świetny początek :) Możesz zacząć łagodniej np. od pilatesu i z czasem, gdy nabierzesz apetytu na więcej, sięgnąć po intensywniejsze treningi.
      Wierzę, że Ci się uda :) Trzymam kciuki i raz jeszcze zachęcam do aktywności, bo nie ma co czekać ;)
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  3. Miałam kilka już podejść do Ewy, za każdym razem efekty były widoczne już po pierwszych tygodniach...
    Niestety przez zimę pochłonęły mnie wyjazd, a na nich niestety nie miałam czasu aby ćwiczyć Ewę.
    Ostatnio znowu zaczęłam! mam nadzieję, że na dłużej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wyjazdach ciężko się zorganizować :)
      Super, że znów ćwiczysz, trzymam kciuki za wytrwałość :)

      Usuń
  4. w grudniu robiłam przez miesiac skalpel brzuszek miałam taki że hoho a potem mi sie nie chcialo i nadal sie nei chce... musze zaczac spoweotem

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny wpis, tylko proszę Cię ... zaglądaj przed opublikowaniem do słownika, bo od pisowni oczy bolą ;) WYBIERZCIE i OBIERZCIE pisze się przez rz (nie ż!!!), bo pochodzą od słowa WYBÓR. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń

Cieszą mnie Twoje odwiedziny i będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz :)
Na komentarze odpowiadam pod Twoim komentarzem.
Jeśli chcesz być na bieżąco z komentarzami do danego posta, zaznacz "powiadamiaj mnie".

Będę się cieszyć, kiedy dodasz mnie do obserwowanych :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...