środa, 31 października 2012

Tony Moly Dear Me Petite Cotton BB Cream

W poniedziałek listonosz przyniósł przesyłkę z Korei a w niej nowy krem BB.
Fanką kremów BB jestem od chwili usłyszenia o nich na kanale Azjatycki Cukier. Co ciekawe filmiki podesłał mi mój Tata :) 
Kremy pokochałam miłością wielką, od pierwszego użycia i od tego czasu jestem im wierna :)

Jeśli jeszcze nie wiecie czym kremem bb jest, już spieszę z szybkim wyjaśnieniem.
Kremy typu BB czyli Blemish Balms zostały opracowane przez niemieckich farmaceutów/lekarzy na potrzeby pacjentów po zabiegach chirurgii laserowej, aby pomóc skórze uspokoić się i regenerować, oraz co bardzo istotne zmniejszyć widoczność skaz, by pacjent w lepszej kondycji (także psychicznej) przeszedł ten trudny okres.  Azjatyckie firmy kosmetyczne podchwyciły pomysł i do tej pory, mimo wysiłków zachodnich koncernów, są liderem w produkcji i sprzedaży tego typu kosmetyków. 
Krem BB to coś pomiędzy kremem tonującym a podkładem. Ponieważ ma też pielęgnować skórę, przeważnie zwiera trochę więcej substancji odżywczych niż typowy podkład. W większości kremy BB zawierają wysokie filtry przeciwsłoneczne, mają rozjaśniać i rozświetlać skórę a także zapobiegać zmarszczkom.
Wyrównują i wygładzają skórę, kryjąc przebarwienia i niedoskonałości. Krycie mają od lekkiego, po mocne, kolory przeważnie jasne. Krem BB ma dać efekt naturalnej, zdrowej i zadbanej skóry.


Tak wyglądała moja przesyłka i jej zawartość.






Tony Moly Dear Me Pettit Cotton jest prawie moim trzecim kremem bb. Prawie, bo pierwszymi kremami był zestaw mini kremów Skin79.

Według producenta Tony Moly Dear Me Petite Cotton nadaje się do każdego typu skory, nawet do delikatnej. Wygładza skórę dając jedwabiste, pudrowe wykończenie. Nie pozostawia tłustego filmu. Rozświetla, ale się nie klei. Chroni przed promieniowaniem słonecznym SPF 30 PA ++. Wybiela, zapewnia przeciwzmarszczkową ochronę. Kryje niedoskonałości, pozostawiając miękką skórę jak u dziecka, przez cały dzień. 

Posiadam kolor #1 jest to naturalny kolor delikatnie żółtymi podtonami, dzięki czemu nie daje efektu różowego pysiaka :) 




Wygląda bardzo naturalnie, idealnie stapiani się z moim odcieniem skory. Nie rozjaśnia buzi. Nakłada się bardzo przyjemnie i bezproblematycznie. Konsystencję ma w sam raz, ani za rzadki ani za gesty. Jest lekki
i na twarzy nie pozostawia tłustej warstwy. Krycie ma średnie, spodziewałam się lepszego. Na szczęście dokładając kolejna warstwę, można je stopniować. Ujednolica i wygładza skórę, kryje lekkie zaczerwienienia (rozszerzone naczynka), do większych potrzebny będzie korektor. Nie zbiera się w porach
i nie podkreśla suchych skorek. Dobrze wklepany (ale nie trzeba się przy tym bardzo męczyć ) jest niewidoczny na skórze. Daje efekt naturalnej, zadbanej skory. Jest dość trwały, zaliczyłam w nim nawet drzemkę, bez większego uszczerbku :)

Nie wymaga pudrowania, choć na pewno jeszcze przedłuża to jego trwałość.
Nie daje efekty 'glow', raczej bardzo delikatne, zdrowe rozświetlenie. Po paru godzinach (bez pudru), skóra zaczyna lekko błyszczeć, szczególnie na czole i nosie. Na pewno zależne jest to od typu skóry, warunków
w jakich przebywamy, czy użyjemy pudru i jaka jest nasza tolerancja na błysk, czyli co już za niego uznajemy:)


Krem ma delikatny zapach i wygodna plastikowa i przyjemna dla oka tubkę, z małym higienicznym dzióbkiem, zabezpieczonym sreberkiem, więc mamy pewność że nikt nie używał go przed nami.




Dostępna jest także wersja stojąca, w bardziej pękatym opakowaniu z fikuśną zakrętką.


Zródło: ebay



Skład, jak na krem bb, jest bardzo długi i nie zawsze zachwycający. Ale wybaczam mu to, tym bardziej, że jest to jedyny taki kosmetyk w mojej kosmetyczne.

Skład: Water, Cyclotetrasiloxane, Ethylhexyl methoxycinnamate, Cyclohexasiloxane, Titanium Dioxide, Butylene Glycol, Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Zinc Oxide, Cetyl PEG/PPG-10/1 dimethicone, Sorbitan sesquioleate, Arbutin, Hexyl Laurate, Polyglyceryl-2 triisostearate, Bees Wax, Dimethicone Copolyol, Sodium chloride, Magnesium Aluminum Silicate, Disteardimonium Hectorite, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Silica, Talc, Ozokerite, Portulaca Oleracea Extract, Witch Hazel, Adenosine, Euphorbia Supina Stem Extract, Arabidopsis Thaliana Extract, Rumex Acetosella Extract, Typha Angustifolia Spike Extract, Gossypium herbaceum, Milk Protein, Triethoxycaprylylsilane, Sodium Hyaluronate, Centella Asiatica Extract, CI 77492, CI 77499, CI 77491, Fragrance, Phenoxyethanol, Polymethyl Methylmethacrylate, Aluminium Oxide.

Wobec kremów bb pojawia się zarzut, że mogą zapychać, jednak w większości przypadków rozwiązaniem będzie odpowiednie i dokładne oczyszczenie z niego buzi. Kremy bb ze względy na silikony, zmywamy olejami np. metodą OCM

Choć mojego nowego kremu bb używam dopiero od kilku dni, ogólnie jestem z niego zadowolona:) Wprawdzie wydaje mi się, że ze względu na słabsze krycie i brak olejowej powłoczki, odpowiedniejszy byłby na ciepłe, letnie miesiące, kiedy to skóra nie wymaga aż tyle krycia :) 
Możliwe, że teraz, na zimę poszukam czegoś bardziej kryjącego i treściwego, ale do tego czasu będę go używała z przyjemnością.
Myślę, że dziewczyny ze skórą bez większych problemów będą z niego zadowolone. 

Za pojemność 30 ml na portalu Ebay zaplacilam ok 21 zł, więc jest to korzystna cena biorąc pod uwagę wydajność i efektywność. Na przesyłkę czekałam 11 dni.
Polecam sprzedawcę Sing-Sing-Girl, u którego już ponownie kupowałam. Szybka wysyłka, estetyczne opakowanie a do zamówienia dostajemy 2 próbki.

Podsumowując, Tony Moly Dear Me Petite Cotton wart jest uwagi i wypróbowania :)



Znacie kremy BB? Macie swoich ulubieńców, których możecie polecić? Jestem ciekawa :)

Trzymajcie się ciepło :)
Czella

wtorek, 30 października 2012

Mini zakupy, mini recenzje.

Znacie ten moment kiedy wydaje się, że na daną chwilę ma się (względnie) wszystko czego się potrzebuję,
aż do momentu przeczytania, zobaczenia, usłyszenia o jakiejś kolejnej rzeczy, która naglę okazuje się być niezbędna do dalszej egzystencji ? ;)
Tak też ostatnio zadziało się u mnie z pewnym lakierem do paznokci :)
Oczywiście będąc na zakupach trudno poprzestać tylko na jednej rzeczy ;)
Dlatego chciałam Wam przedstawić trzy produkty, które ostatnio zakupiłam i podzielić się opinią na ich temat.



Zacznę od lakieru :)

Essense Special Effect Topper - kolor Night in vegas.



Kiedyś częściej kombinowałam z paznokciami, z naklejkami, wzorkami, brokatami. Pomyślałam, że w jakim stopniu mogłabym do tego wrócić i tak natrafiłam na toppery z Essence. Wiem, że to żadna nowość, jednak   kiedyś drogeria Natura w ogóle dla mnie nie istniała, i nie znałam skarbów jakie w  sobie kryje ;)
Na pierwszy ogień miał pójść kolor Night in Vegas i Circus Confetti, dostępny był jedynie ten pierwszy.

Lakier posiada mieniące się na pomarańczowo i zielono drobinki ( tzw. flejksy). W zależności od kątu padania światła i koloru bazowego, wygląda też na srebrny. Lakier dobrze się nakłada, dość szybko wysycha i łatwo zmywa. Mam także wrażenie, że trochę wydłuża trwałość lakieru bazowego.
Może odmienić każdy lakier, jaki macie w swoich zbiorach i dać efekt od delikatnego ( na jasnych kolorach), po intensywny ( na kolorach ciemnych). Jeden lakier, a tyle możliwości. Jestem nim zachwycona  i na pewno będę uzupełniała swoje lakierowe zbiory, w pozostałe topperki :)

Na nudziaku od Eveline.


Na lakierze wybielającym Essence.


Kolejną rzeczą jaką kupiłam był Balsam do kąpieli dla mam Babydream.





Płyn kupiłam z zamiarem stosowania jako żel pod prysznic.
Ma dobry skład, naturalne olejki, substancje nawilżające, delikatne detergenty myjące, brak sls-ów, parabenów, silikonów. 
Duża, wygodna butla, pojemność - 500 ml, korzystna cena - 9,99 zł w cenie regularnej i dobra dostępność - drogerie Rossmann. 
Płyn ma lejącą się konsystencję białego, rzadkiego mleczka, dlatego warto uważać przy aplikacji.
Trudno mi w tym momencie ocenić wydajność, możliwe, że ze względu na konsystencję, może być to problem. 
Zapach jest dość intensywny, ale dla mnie miły, taki "dzieciowo" - pudrowy. Dość dobrze się pieni i przyjemnie nawilża skórę. Po jego użyciu, zrezygnowałam z balsamu/oliwki, a praktycznie nigdy tego nie robię. Używając płynu rano, na wieczór czułam już potrzebę posmarowania czymś skóry, więc nie jest to produkt, dzięki któremu można zrezygnować z dodatkowego nawilżania, jednak jak się zdarzy, to nie ma tragedii ;)
Producent słusznie uprzedza o konieczność umycia wanny po zastosowaniu, bo płyn pozostawia tłustawy film.
Płynu do kąpieli, można używać także jako szamponu, podobno dobrze się sprawdza. Te testy jeszcze przede mną :)
Ogólnie na same plusy, płyn ma jeden minus, ewentualną konieczność tłumaczenia się przed domownikami
z produktu dla mam w łazience ;)

Ostatni zakupowy łup, to Podwójny perłowy cień do powiek Bell.




W Białymstoku istnieje Biedronka, gdzie można znaleźć produkty z poprzednich akcji tematycznych, czasem w niższych cenach. Tak też wynalazłam podwójny cień Bell, za 4,99 zł :)
Zależało mi na jasnym, naturalnym kolorze, w pakiecie z takim, dostałam całkiem ładną zieleń.




Cień dobrze się nakłada, ma delikatnie mieniące się drobinki, nie zbiera się w załamaniach powiek, bo znika...Jakie było moje zdziwienie, gdy użyłam do makijażu zieleni, która po może godzinie wyblakła, pozostawiając, nomen omen, cień koloru na powiekach...Jasny kolor zachowuje się podobnie, ale ze względu na odcień, efekt znikania jest mniej spektakularny ;) Ot, taki cień kameleon ;)


Macie doświadczenia z tymi kosmetykami? Lubicie mieniące się toppery? I czy trafił się Wam znikający z powiek cień? Może macie na to jakieś rady?

Trzymajcie się ciepło :)
Czella


wtorek, 23 października 2012

Mały przegląd balsamów do ust.

Za oknem jesień rozpanoszyła się na dobre a tym samym warunki dla naszych ust uległy pogorszeniu.
Deszcz, wiatr, pierwsze przymrozki i ogrzewane pomieszczenia, mogą negatywnie odbić się na delikatnej skórze warg. Ponieważ każdej z nas zależy na gładkich, miękkich i kuszących ustach, warto sięgnąć po ochronny i pielęgnacyjny balsam do ust.
Ponieważ znalazłam kilka opakowań, postanowiłam stworzyć mały przegląd tego typu kosmetyków.

Nie jest to ranking, więc kolejność jest jako tako przypadkowa ;)


1. Carmex wersja klasyczna (słoiczek)

Skład: Petrolatum, Lanolin, Cetyl esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Paraffin, Camphor, Menthol, Salicyl Acid, Aroma, Vanilin.


Klasyczny i kultowy pielęgnacyjny balsam do ust rodem z Ameryki.  Podobno Carmex to jeden z najlepszych balsamów do ust na świecie :) 
O jego historii możecie przeczytać na polskiej stronie producenta - klik.
Ja chcę przekazać to, co najważniejsze :)
Po zastosowaniu usta są nawilżone, miłe, miękkie, ukojone i mają ładny połysk. Popękane usta zostają wyleczone, a suche skórki nie powracają.
Carmex zawiera kamforę i mentol, co powoduje charakterystyczny efekt mrowienia i leczniczy zapach, który nie każdemu przypadnie do gustu. Nawet jeśli Wy go polubicie, może mieć z tym problem Wasz całuśny towarzysz ;)
Dzięki zawartości kwasu salicylowego działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie, może pomóc w przypadku pojawiającej się opryszczki.
Zawiera parafinę, ale jest nietestowany na zwierzętach.
Balsam jest także dość wydajny, jednak dziwie się gdy ktoś piszę, że zużywał go miesiącami...
Carmex w słoiczku ma mniejszą objętość niż w tubce, nie jest także tak wygodny i higieniczny w użyciu.
Ja nie przepadam za wkładaniem palca do słoiczka, tym bardziej gdy balsam wchodzi pod paznokieć...
Co ciekawe mimo identycznego składu, ten w tubce daje większy połysk niż ze słoiczka.
Klasyczna wersja występuję także w sztywcie. Ma dłuższy skład i ze względu na filtr przeciwsłoneczny SPF 15 zawiera Oxybenzon.  Nic więcej nie jestem w stanie napisać, bo go nie testowałam.

Osobiście najbardziej lubię klasyczną wersję w tubce :)


2. Carmex smakowy (tubka)


Skład: Pertolatum, Lanolin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cetyl Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Aroma, Beznophenone-3, Paraffinum Liquidum, Camphor, Menthol, Salicylic Acid, Benzyl alcohol and Linalool. Z
awiera Oxybenzone. 

Smakowy Carmex w tubce to teoretycznie, w dużej mierze wszelkie korzyści płynące z wersji klasycznej plus ulubiony smak.
Jeśli ktoś nie przepada za smakiem i zapachem "normalnego" Carmexa może sięgnąć po wersję smakową. Mrowienie w wersjach smakowych również jest moim zdaniem mniejsze.
Tubki smakowe mają filtr przeciwsłoneczny i dłuższy skład.
Tubka ma przyjemny aplikator. Przez małą dziurkę wyciskamy porządaną ilość kosmetyku.
Testowałam wersję z Zieloną herbatą i jaśminem, bardzo przyjemnie używało się go w ciepłych miesiącach, był taki orzeźwiający :)
Zupełnie do gustu nie przypadła mi wersja truskawkowa, pachniała dla mnie jak jakiś lekko sfermentowany owocowy napój lub piwo owocowe...
Pozostałe smaki czyli wiśnia i mięta mnie nie kuszą wcale, więc nic nie powiem :)

Carmexy na pewno kupimy w dużych drogeriach, do 10 zł.


3. Einstein Lip Therapy



Skład: Petrolatum, cocoa butter, bis-diglyceryl,polyaladipate-2,ceramicrocrtstallina, menthol,ceresin,PEG -40 hydrogenated castor oil, oleyl alcohol, perfume, lecithin, panthenol, tocopherol, retinyl palmitate, bisabolol, saccharin.

Balsam mieści się przyciągającym uwagę opakowaniu. Słoiczek jest maleńki i zawiera tylko 3,16 g produktu.
Einstein przywodzi na myśl balsam Carmex. Zawiera kamforę i mentol, dość mocno chłodzi usta i ma intensywny smak i zapach.
Balsam zapewnia gładkość ust, zawiera witaminy A+E. Nawilża, goi i chroni usta przed wpływem czynników zewnętrznych. Ma miodowy kolor i dość gęstą konsystęcję z poślizgiem :)
Używając go miałam wrażenie, że działa intensywniej niż Carmex. Ponieważ jednak zużyłam go bardzo szybko, nie mam ochoty do niego wracać. Jest według mnie niewydajny i posiada wszelkie wady produktu
w słoiczku.
Czerwony Einstein posiada różową siostrę, której jednak nie próbowałam.
Można go kupić za 4-9 zł w zależności od miejsca (np. Rossmann, PaaTal).


4. Himalaya Lip Balm



Skład: Petrolatum, mineral oil, ceresin, microcrystalline wax, isopropyl myristate, cetyl palmitate, daucus carota sativa seed oil, ricinus communis seed oil, cocos nucifera oil, triticum vulgare germ oil, wrightia tinctoria leaf oil, parfum, dimethicone, BHT


Balsam zwierający naturalne składniki: indyjskie indrajao, orzech kokosowy, olej rycynowy, ziarna pszenicy
i dziką marchew indyjską. Kombinacja naturalnych składników ma powodować odnawianie kolagenu, ujędrnienie ust, odżywienie i zmiękczenie skóry.
Balsam nawilża, natłuszcza, chroni usta przed wysychaniem. Ma żelową, tłustą konsystencję. Wystarczy nałożyć na usta niewielka ilość kosmetyku. Większe ilości nie wchłaniają się, tylko zbierają w załamaniach warg, co nie jest ani przyjemne ani estetyczne, dodatkowo daje wtedy tępo - klejące uczucie na ustach.
Jest bardzo wydajny. Ma dużą pojemność -10 g i przy tym niską ceną ok 6 zł.
Balsam posiada całkiem przyjemny zapach, którego nie udało mi się zidentyfikować.
Zamknięty w higienicznej tubce z aplikatorem. Dobrze sprawdził się w chłodnych miesiącach, moje usta były dzięki niemu zdrowe i takie normalne.
Niestety, patrząc na pełny skład, nie jest tak naturalny, jak mogłoby się wydawać.
Myślę, że można go wypróbować choćby z ciekawości, może akurat komuś podpasuje :)
Możliwe, że kiedyś do niego wrócę.


5. Alterra Lippenpflege kamille - Pomadka pielęgnacyjna rumiankowa



Skład: Ricinus Communis Oil, Cocos Nucifera Oil, Cera Alba, Simmondsia Chinensis Oil, Candelilla Cera, Stearic Acid, Butyrospermum Parkii Butter, Olea Europea Oil, Tocopheryl Acetate, Aroma, Helianthus Annuus seed Oil, Chamomilla Recutita Oil, Daucus Carota Oil, Beta-Carotene, Tocopherol




Bardzo przyjemną pomadkę ma w swojej ofercie Alterra. Rumiankowa pomadka pielęgnacyjna ma miły, naturalny skład, bez parafiny, silikonów i substancji konserwujących. Ma estetyczne, plastikowe opakowanie. Sztyft jest twardy, ale pod wpływem ciepła ust gładko się nakłada. Zapach bardzo mi się podobał, przypominał ciepły aromat kakaowca.
Pomadkę używa się fajnie, zostawia na ustach delikatny film i usta wydają się być pielęgnowane...niestety nie likwiduje suchych skórek. Rzadko mam taki problem, a nawet jeśli, to szybko znikał po stosowaniu balsamu pielęgnacyjnego. W tym przypadku,  przez cały czas używania pomadki rumiankowej, mimo że pilingowałam delikatnie usta i intensywnie stosowałam pomadkę, usta wciąż były szorstkie.
Jest dość wydajna, ma dobrą cenę ok. 5 zł za 4,8 gr., dostępna jedynie w Rossmannie.
Wegług mnie zdecydowanie nie nadaję się do wymagających ust.
Bardzo na nią liczyłam i chętnie bym do niej wróciła, jednak nie widzę sensu, skoro przy jest stosowania usta są w złym stanie...


6. Bell, Frutti Lip Balm - Owocowa pomadka ochronna


Skład: Paraffinum Liqudium, Cera Microcristallina, Hydrogenated Polyisobutene, Petrolatum, Hydrogenated Polydecene, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Synthetic Wax, Isopropyl Palmitate, Cera Alba, Perfum, Methylparaben, Propylparaben, BHT, Benzyl Alcohol.



Wegług producenta to kosmetyk o nowoczesnej żelowo-woskowej strukturze.
Tworzy na ustach elastyczną warstwę, stanowiącą długotrwały „parasol” ochronny przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Zawierają filtr UVB.
Pomadkę kupiłam przy okazji za 2,5 zł w promocji w Biedronce, aby mieć coś w zapasie :)
To biały, dość miękki sztyft. Łatwo się rozprowadza, pozostawia na ustach lekko wilgotny film.
Mam wersję pomarańczową, pachnie po prostu owocowo.
Szybko pomogła mi zlikwidować suche skórki po Alterze, mimo wszystko używając ją czułam pewien dyskmfort. Pomadka zawiera parafinę, silikony i konserwanty. Ze względu na skład wydaje mi się, że działa powierzchniowo, dając jedynie wrażenie nawilżonych ust.
Kojarzy mi się z pomadkami w kolorowych opakowaniach z połowy lat 90... Nie mówię, że jest zła, ale mnie nie pasuje. Na razie wróciłą na półkę i nie wiem czy ją dokończę.


6. Rossmann, Isana, Lippen Pflege, Fruit & Gloss Himbeer - Cassis. Pomadka rozświetlająca Malinowa


Skład: Ricinus Communis Oil, Cera Alba, Caprylic/Capric Triglyceride, Cocoglycerides, Isoamyl P-Methoxycinnamate, Candelilla Cera, C18-36 Acid Triglyceride, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Mica, Parfum, Ribes Nigrum Seed Oil, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, CI 77891, Persea Gratissima Oil, Tocopherol, Linalool, Phytosterols, CI 15850, Rubus Idaeus Seed Extract, Geraniol, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Citral, Alpha Isomethyl Ionone, Glyceryl Oleate, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Limonene, Citric Acid, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract. 




Wegług producenta Pomadka rozświetlająca Isana o owocowym zapachu działa długotrwale nawilżająco. Wartościowa formuła produktu wzbogacona olejkiem migdałowym, olejkiem z awokado oraz witaminę E zapobiega wysuszaniu ust rozświetlając je delikatnie.
Zawiera filtr przeciwsłoneczny UVA/UVB - niska ochrona SPF 10.
Bez dodatku środków konserwujących, parafiny oraz silikonów. Tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie.

Skusiłam się na tą pomadkę przy okazji zakupów w Rossmannie, przyciągnęło mnie różowo - czerwone opakowanie z owockami :) Wystraszyłam się różowego koloru z połyskiem, jednak po nałożeniu na usta uspokoiłam się ;) Daje naturalny róż z efektem rozświetlenia.  Podoba mi się to jak wygląda na moich ustach :)
Pomadka łatwo się rozprowadza, sztyft jest twardszy jednak nie czuć tego przy aplikacji. Nawilża i pielęgnuje usta, pozostawiając na nich delikatny film. Zapach jest dość intensywny i lekko chemiczny. Pachnie po prostu owocami, trochę kwaskowato, nie identyfikuję tago zapachu z mialinami.
Nie jest to pomadka idealna, bo mogła by jeszcze lepiej nawilżać, ale dla mnie jest naprawdę przyzwoita
i przyjemnie mi się jej używa. Dodatkowo gdzieś przeczytałam, że jest to wersja limitowana, dlatego tym bardziej cieszę się, że wpadła w moje łapki :)

I to na tyle :)
Oczywście jest to tylko procent dostępnych produktów na rynku. Jeśli któregoś z nich nie znałyście, to mam nadzieję, że ten mini przegląd będzie dla Was pomocny przy wyborze, gdy będziecie sięgały po pomadkę ochronną.

Pięknych, zadbanych ust Wam życzę :)
Całusy!

Czella

piątek, 12 października 2012

Zakupy kosmetyczne - Rossmann

W tym tygodniu udało mi się wybrać do miasta :) Moim celem był Rossmann i głównie aktualna oferta na marki  rossmannowskie.
Zależało mi na produktach Alterry, tym bardziej, że ostatnio było takie zamieszanie i strach, że już nic nie będzie...;)
Trochę to dziwne, ale mimo, że kosmetyki Allterry są mi znane i bardzo je cenię, to większości z nich nie miałam przyjemności używać. Tym bardziej ucieszyła mnie ostatnia oferta.
Zrealizowałam większość z mojej listy zakupów szybko i sprawnie, ale zaliczyłam też dość uciążliwy rajd po drogeriach za produktami, których nie udało mi się dostać.

A oto co kupiłam:

  • Alterra Krem do rąk granat i aloes
  • Alterra Odżywka i maska do włosów granat i aloes
  • Alterra Krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży
  • Isana Odżywka intensywnie pielęgnująca do włosów
  • Babydream Olejek do ciała dla Mam
  • Fuss Wohl Zmiekczający krem do stóp
  • Isana Owocowa pomadka do ust
  • Delia Korektor pod oczy żółty
  • kilka innych higienicznych rzeczy, którymi nie ma potrzeby się chwalić ;)





Większość z tych rzeczy starczy mi pewnie na 2-3 miesiące używania, albo i dłużej. Zima idzie, trzeba było zrobić małe zapasy ;)

Bardzo chciałam kupić i wypróbować olejki do ciała Alterry i płyn do kąpieli dla mam Babydream, niestety w czterech Rossmannach jakie odwiedziłam w tym celu, już ich nie było...Podobno błyskawicznie zniknęły i nie wiadomo czy będą jeszcze.
Jeśli ktoś z Was szukałby tych produktów w Białymstoku, to informuję, że w drogeriach w Alfie, na Malmeda, na Sienkiewicza i na Ryskiej ich nie ma. Boleśnie to odczułam, dosłownie i w przenośni ;)

Część z tych kosmetyków zdążyłam wypróbować i już jestem zadowolona, co do niektórych mam mieszane odczucia, jeszcze inne czekają na swoją kolej :) Wkrótcę napiszę choć kilka słów o każdym z nich.

Pewnie większość z tych kosmetyków (jak nie wszystkie) znacie, macie jakiś ulubieńców?
A jeśli nie, to o czym najpierw chciałybyście przeczytać? :)

Czella

czwartek, 11 października 2012

Pędzle EcoTools

Witajcie!
Długo mnie nie było, za długo :) Miałam sporą dostawę ubrań i co za tym idzie dużo pracy. Dodatkowo uczestniczę w szkoleniu i zaczęłam kolejną szkołę. Jak nic się nie zmieni, to najbiższy wolny weekend będę miała po 16 grudnia...:)
Postaram się jednak wygospodarować czas by tu pisać, bo sporo tematów mi się uzbierało.

Cały ten tydzień, to tydzień paczek. Codziennie listonosz coś przynosi, co bardzo mnie cieszy :)
Poniedziałek zaczął się pięknie, od dzisiejszego tematu, czyli pędzli EcoTools.



Paczka przyszła z Chin, wysłana 17.09 doszła 09.10. Nie aż tak źle, choć dostawiałam już przesyłki z Korei po 10 dniach od zamówienia.
Pędzle kupiłam na ebay, u sprzedawcy ladygaga520. Wcześniej zrobiłam mały rekonaesans, na zagranicznych blogach ktoś tą osobę polecał.
Muszę zaznaczyć, że nie jestem żadną ekspertką od pędzli, wcześniej malowałam się palcami, aplikatorami dołączanymi do cieni i jakimiś zwykłymi pędzelkami, które zabrałam mojej Manie :) Chciałam jednak by mój makijaż, choć zwyczajny, był wykonywany lepiej i przyjemniej.
Wokół pędzli EcoTools krążyłam już od jakiegoś czasu. Nie chciałam kupować ich po 50 zł za jeden... Przymierzałam się do zakópów na iHerb.com, ale szukając czegoś innego natknęłam się na te pędzle na ebay-u. Cena była wyjątkowo korzystna, aż za bardzo...Nie chciałam kupić podróbki. Porównywałam różne aukcję ale w końcu u polecanego sprzedawcy wypatrzyłam aukcję interesujących mnie zestawów. Kupiłam duży pędzel do bronzera oraz zestaw 6-cio częściowy. Za całość zapłaciłam trochę ponad 10 $, już z wysyłką. Trzeba pamiętać, że na różnice w cenie u sprzedawców, wpływ mają różnorodne czynniki, od źródła dostawy, liczby pośredników, po kosztów jakie ponosi sprzedawca i jego marży. Niska cena nie jest wyznacznikiem jakości / oryginalności. Zdawałam sobie jednak sprawę, że cena jaką zapłaciłam była wyjątkowo niska i liczyłam się
z ryzykiem bubla.
Po otwarciu przesyłki byłam pozytywnie zaskoczona :) Wszytko wyglądało tak, jak powinno. Pędzle są dobrze wykonane, mają logo tam gdzie powinny, a przede wszystkim są mięciutkie i bardzo przyjemne w użyciu.
Nie wiem jeszcze jak z ich trwałością, to okaże się z czasem.

Pędzel do brązera.





Byłam bardzo zadowolona, ale traf chciał, że po południu oglądałam dokument o podróbkach. Dowiedziałam się, że podrabia się absolutnie wszystko, łącznie z lekami, hologramami autentyczności, dokumentami, sprzedaj się podróbki w "normalnych" sklepach, często nie można ich odróżnić...Dostałam pełniejszy obraz tego problemu. Znów zaczęłam szukać i już nie wiem jak to z tymi moimi pędzlami jest.
Czytałam jak niby można odróżnić podróbkę od oryginału, między innymi sprawdziłam też kod kreskowy pędzla do bronzera i na opakowaniu jest taki sam jak na zdjęciu z iHerb.com, ale czy to jakiś wyznacznik
w tych czasach?

Przyznam szczerze, że nie przeszkadza mi prawdopodobieństwo posiadania i używania nieoryginalnego czy niemarkowego produktu, jeśli jest on wysokiej jakości, sprawuje się dobrze i jestem z niego zadowolona.
Problemem jest dla mnie kwestia bezpieczeństwa, możliwość nie spełnienia dodatkowego zadania jakie ma produkt, w tym przypadku przykładania się do troski o środowisko a także ryzyko łamania praw człowieka...Zdaje sobie jednocześnie sprawę, że w "legalnych" i dużych firmach i fabrykach, też często nie przestrzega się praw pracowniczych, bo czasem nie ma danym kraju nawet odpowiednich regulacji prawnych z tym związanych...Ciężki temat.

Pozostawiając rozterki związane z naturą moralną, a skupiając się na użyteczności pędzli, na ten moment jestem z nich bardzo zadowolona, makijaż wykonuje się wygodniej, przyjemniej i wygląda on ładniej.
Mogę te pędzelki polecić :) Czy to kupione w drogerii czy od sprawdzonego sprzedawcy internetowego.
Tak prezentuje się mój obecny zestaw:



Ja na pewno dokupię jeszcze zestaw pędzelków do oczu, nie wiem tylko jeszcze gdzie :)


Miałyście już przyjemność używania pędzli EcoTools? :)
A może miałyście wątpliwości co do ich oryginalności? Dajcie znać :)

Czella
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...