środa, 5 września 2012

Tusz do rzęs Celia w tubce, czyli akcja reaktywacja ;)

Chciałam Wam opowiedzieć o małym cudzie, jakim jest tusz do rzęs w tubce marki Celia.



Według producenta tusz Celia to intensywnie czarne, pogrubione i wydłużone rzęsy.
Posiada kremową formułę z zawartością składników pielęgnacyjnych.
Aktywne składniki to:
  • Wosk Carnauba (ekstrakt z drzewa brazylijskiego): odrzywia rzęsy sprawiając, że odzyskują połysk, sprężystość i elastyczność
  • Szelak - naturalna żywica nadająca połysk,
  • Wosk pszczeli - zwiększa przyczepność tuszu
Skład: Aqua, Stearic Acid, Beeswax, Glyceryl Stearate, Paraffin, Propylene Glycol, Riccinus Communis, Seed Oil, Cetyl Alcohol, Triethanolamine, Cera Carnauba, Shellac, Ethylparaben, Pripylparaben, Imidazolidinyl Urea Parfum, Amyl Cinnamal, Benzyl Benzoate, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Methyl 2-Octynoate, Alpha-Isomethyl lonone, cl 77499. 


Tusz przeznaczony do aplikowania za pomocą tradycyjnej szczoteczki a także jako zapas do tuszu, który się skończył a lubimy jego szczoteczkę.
Ja od siebie dodam, że tusz ten również świetnie się sprawdzi jako "reanimacja" dla aktualnie używanego tuszu.

Przyjaciele ;)


Jak używać tuszu w tubce?
  1. nakładać z tubki prosto na szczoteczkę tuż przed użyciem, może to być jednak trochę problematyczne;
  2. dodać do tuszu, którego używamy, by przedłużyć jego żywotność, uzupełnić go, poprawić jakość, rozrzedzić gdy ten zgęstniał;
  3. przełożyć do czystego opakowania po tuszu z naszą ulubioną szczoteczką.



Omówię punkt drugi i trzeci.

2.
Reanimując tusz należy zaopatrzyć się w ręcznik papierowy czy chusteczki, troszę uważności i cierpliwości :)
Tusz z tubki należy powolutku i ostrożnie wciskać do opakowania, co jakiś czas "opukując" opakowanie o jakąś twardą powierzchnie, tak by tusz opadł niżej i zrobił miejsce dla kolejnej porcji. Czynność powtarzamy do skutku :)
Można spróbować pomóc sobie szczoteczką, wkładajć ją do środka i tak upchać tusz. Nie należy z tym jednak przesadzać, by nie "wpompować" dużo powietrza. Istnieje też ryzyko, że większość tuszu zostanie na szczoteczce i ubrudzi wszystko dookoła.
Myślę, że można ostrożnie zdjąć koreczek-ogranicznik z opakowania, wtedy uzupełnianie tuszu powinno pójść o wiele łatwiej. Niestety kiedy ja uzupełniałam swój tusz, nie przyszło mi to do głowy ;)


Wedłu mnie, takiej reaktywacji tuszu nie powinno się powtarzać wielokrotnie. Zaleca się używać tuszu do rzęs ok. 3-6 miesięcy od otwarcia. W czasie korzystania z tuszu dostaje się do niego m.in. powietrze, bakterię i po tym czasie używanie tuszu może być niehigieniczne i powodować podrażnienia czy alergie. Dlatego jeśli będziecie uzupełniały swój tusz, pamiętajcie by wciąż nie dokładać do niego tuszu Celi, tylko umyć opakowanie, pozbywając się starego tuszu i uzupełnić od nowa. Albo kupić całkiem nowe opakowanie :)



3.
Jeśli chcemy korzystać z tuszu Celi razem ze swoją ulubioną szczoteczką, musimy mieć przede wszystkim czyste opakowanie po tuszu do rzęs.
Przystępując do mycia opakowania polecam najpierw ostrożnie zdjąć koreczek (przyda się też ciepłą woda, mydło w płynie i coś do wytarcia, np. papierowy ręcznik). O wiele łatwiej i szybciej pozbędziemy się wtedy resztek starego tuszu. Ja byłam zdumiona jak wiele produktu zostaje w opakowaniu...
Możecie też być zdziwione wyglądem szczoteczki, kiedy już ją domyjecie :)
Kiedy wszystko jest już czyściutkie i suche, postępujemy podobnie jak w punkcie drugim. Ostrożnie wciskamy tusz Celi do opakowania, pukując opakowaniem o stół, by tusz zszedł niżej.
Na koniec zakłamy koreczek, wkładamy szczoteczkę i cieszymy się nowym tuszem :)




Tubka tuszu Celia ma 5 g i z mojego doświadczenia wiem, że jest to wystarczająca ilość do reaktywacji tuszu. Natomiast w przypadku, gdy uzupełniamy puste opakowanie, warto zaopatrzyć się w dwie tubki. Opakowanie tuszu ma zazwyczaj 8 ml, my najwyżej zużyjemy 1,5 tubki (resztę zawsze można później dołożyć).
Ja uzupełniając swój tusz miałam już tylko jedną tubkę Celii i dla mnie tuszu w opakowaniau jest jednak trochę za mało.

Recenzując tusz Celia w tubce, mogę powiedzieć, że dla mnie tusz ten jest trwały, nie rozmazuje się ani nie kruszy, dość  łatwo się też zmywa.
Używany samodzielnie nie daje spektakularnego efektu, ale ładnie pokrywa rzęsy, bardziej je wydłużając niż pogrubiając. Indywidualny efekt będzie zależny m.in. od rzęs czy ilości nałożonych warstw.

Ja na pewno będę powracać do tego tuszu w przyszłości, bo jest porządny i wielokrotnie wart swojej ceny :)
Kosztuje ok. 3 zł, do dostania w małych drogeriach lub w internecie.

Znacie ten tusz, używałyście, planujecie zakup? A może znacie podobny tego typu kosmetyk ? Jestem ciekawa :)


Pozdrawiam :)
Czella


PS.  Mała ciekawostka, Celia jest obecnie częścią firmy Dax Cosmetics, wiedziałyście? :)

wtorek, 4 września 2012

Arboretum.

Chcą wykorzystać chyba jeden z ostatnich cieplejszych i wspólnych weekendów, wybraliśmy się z Ł.
do Arboretum w Kopnej Górze.
Arboretum to ogród dendrologiczny, czyli taki jakby las z plakietkami z nazwami  ;)

Chociaż kolory nie były już tak soczyste, roślinki już raczej przekwitały a mimo świecącego słonka, było już czuć chłód nadchodzącej jesieni, było jednak miło pospacerować wśród zieleni i trochę się doedukować
z drzewek ;)

Na "dzień dobry" przywitał nas taki znak:

Można się zastanowić czy iść dalej czy uciekać ;)

Arboretum w Kopnej Górze ma powierzchnię 26 ha, a zostało założone w roku 1988. Obejmuje ok. 500 gatunków i odmian drzew i krzewów zdolnych do rozwoju w surowych warunkach klimatu Podlasia.
Arboretum znajdyje się w Nadleśnictwie Supraśl.
Można je zwiedzać od kwietnia do końca września.
Na wycieczkę można też sabrać swojego czworonożnego psiego pupila, tylko będzie musiał pozostać na szmyczy.





W Arboretum są dwa piękne oczka wodne, można przycupnąć na kamieniu, popatrzeć na lilie i posłuchać rechoczących żab.

Oczko wodne


Lilie wodne



Zaliczyliśmy też mały piknik :)




A potem małą labę ;)

Zatanawialiśmy się też przez chwilę czy to dzik czy jeż ;)


Z innych atrakcji:
  • trochę żałowałam, że nie wzieliśmy "normalnego" aparatu, bo były by fajniejsze zdjęcia,
  • zgubiłam skarpetkę na tel.(na szczęście ją odnalazłam),
  • niestety nie widziałam rododendronów ;)
  • prawie znalazłam czterolistną koniczynę ;)
  • za to dowiedziałam się, że łosie nurkują za pożywieniem i są świetnymi pływakami !

Podsumowując, jeśli będziecie w okolicy, w okresie wiosenno-letnim, wybierzcie się na leniwy, edukacyjny spacer po Arboretum w sercu Puszczy Knyszyńskiej :)


Pozdrawiam słonecznie:)
Czella

sobota, 1 września 2012

Laminowanie i henna.

Minął tydzień od mojego laminowania włosów, o którym pisałam TU i chciałam się podzielić z Wami swoimi włosowymi wrażeniami z tym związanymi, tym bardziej, że w tym tygodniu zaliczyłam też hennowanie.

Mycie po laminowaniu.

Byłam ciekawa jak włosy zachowają się po myciu i przyznam, że byłam pozytywnie zaskoczona.
Po pierwszym myciu, włoski były miękkie, lekkie, dość puszyste a ich połysk nadal był zwiększony. Miały jednak problem ze skręcaniem się i pozostawione same sobie, były ledwo co pofalowane. Skręcone
w ślimaczki, uzyskały przeciętny i szybko rozprostujący się skręt.
Po kolejnym myciu, moje włosy wprawiły mnie w osłupienie, ponieważ mogłam rozczesać je bez problemu, pomimo braku odżywki i użycia szamponu z SLSami (ze względu na hennowanie). Ze skrętem było ciut lepiej, ale włosy miałam zwinięte praktycznie całą noc. Następnego dnia, było znów gorzej.
W moim przypadku, żelatyna raczej osłabia skręt.

Henna po laminowaniu.

Czułam już potrzebę zrobienia henny na włosach, bo kolor znów był mocno wypłukany i nierównomierny. Właściwie, co tu dużo gadać, mam trójkolorowe włosy lub jak kto woli wielowymiarowe ;)
Miałam jednak dylemat a nawet dwa. Pierwszy, czy henna chwyci po laminowaniu a drugi, czy ilość henny jaka mi została w ogóle zadziała na moich włosach.
Szukałam informacji na temat ewentualnego wpływu żelatynowego laminowania włosów na ich podatność na farbowanie henną, jednak nic nie znalazłam. Ponieważ, tak naprawdę nic nie traciłam prócz czasu, przystąpiłam do działania :)
Użyłam resztki mieszanki Khadi orzechowy brąz, zrobiłam papkę według przepisu, trzymałam prawie
2 godziny, a włosy były niejednolicie pokryte.
Po spłukaniu okazało się, że henna zadziałała i laminowanie jej niestraszne ;)
Koloru nie udało się ostatecznie wyrównać, ale nie udawało się to też wcześniej. Najważniejsze, że włosy wyglądają ładniej, są miękkie i pięknie się błyszczą. W dodatku łatwo było je rozczesać, nawet po hennie
i bez odżywki, co wcześniej wymagało dużej cierpliwości.
Dlatego gdybyście się zastanawiały czy z sukcesem można robić hennę po laminowaniu,
odpowiadam, że TAK! :)
Na moich włosach, wszystko się udało i jestem zadowolona :)

Włosy dzień po hennie, naturalne światło, bez flesza.
Zdjęci robione telefonem.


Gdybyście miały jakieś uwagi czy pytania, piszcie :)
Czella

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...